Kartka z kalendarza - kwiecień 2021

   Minęły święta wielkanocne, minęła zima, mijają kolejne dni. Śmiem twierdzić, że pędzą w tempie światła i nikt już za nimi nie może nadążyć. Zaraz skończy się kwiecień, ja skończę 46 lat, przyjdzie lato i po nim zima i tak kolejny rok zleci. A przecież czekaliśmy na wiosnę, czekaliśmy na każdy jeden dzień tego miesiąca, bo mamy plany, marzenia. Czasu się nie da zatrzymać. 

Coś jednak możemy zrobić. Ja mogę zaplanować swoje urodziny, zarezerwować wyjazd wakacyjny (choć w czasach pandemii jest to niezwykle trudne) Mogę założyć sobie ile mam przeczytać książek w tym miesiącu i ile kilometrów zrobię na rowerze. Codziennie w swoim plannerze zapiszę to i będę egzekwować sama od siebie. A Wy co zrobicie na wiosnę? Jak zaplanujecie swój kwiecień? Wrzucam kartkę z kalendarza, może się Wam przyda. Moja już wisi w kuchni i przypomina o ważnych sprawach.

Kartkę możecie pobrać tutaj.




Doskonała testuje - kostki toaletowe BREF DE LUXE

 Tak się czasami zastanawiam, czy ja lubię sprzątać, czy może lubię porządek. Ludzie mi powtarzają, że w mieszkanie to nie muzeum, że bałagan na biurku mają osoby kreatywne i twórcze, że bałagan jest oznaką geniuszu itp... Nie wiem ile w tym racji i prawdy. Wiem jedno, bałagan w domu mam często i często robię go sama, np. gotując. Jest jedno ale. Bałagan a brudne mieszkanie to nie to samo. Tak więc dochodzę do wniosku, że bałagan można mieć, ale brud już jest niedopuszczalny. Nie ważne, czy to będą ręczniki, czy wanna, czy może blat roboczy w kuchni, czy wc. Musi być czysto i kropka. Jeśli ktoś zaprasza mnie do siebie na kawę i przeprasza za bałagan, mam to w nosie, bo nie zwracam na to uwagi, ale jeśli ekspres do kawy będzie uwalony, poklejony i brr....aż mnie wzdryga na samą myśl, to wiedz, że wtedy pomyślę, że ten ktoś jest brudasem. Jeśli w gościnie skorzystam z toalety, to na bank zwrócę uwagę na czysty kibelek i na ręcznik, który dostanę do wytarcia rąk. Umiłowania do czystości nie wypija się z mlekiem matki, tego się trzeba nauczyć, lub po prostu dorosnąć do pewnych spraw.

To nie jest jakaś wyższa szkoła jazdy, aby było czysto. Ręczniki wrzucić do prania, nie równa się z rozwiązaniem równania z trzema niewiadomymi, logarytmem i pierwiastkiem. Wyszorowanie kibelka nie jest zadaniem przerastającym nasze możliwości finansowe, ani logistyczne. To po prostu trzeba robić systematycznie i już. Jaki problem jest zalać toaletę na noc jakimś środkiem do czyszczenia i powiesić kostkę toaletową, która przez dłuższy czas będzie dbała o zapach i higienę muszli? Żaden! Wystarczy wybrać odpowiednie środki i już. 

Kostki toaletowe. Jak wiecie jest ich dosyć sporo na rynku. Kolory, kształty, zapachy kuszą nas z sklepowych półek. Można dostać oczopląsu. Ja zawsze muszę wypróbować jakąś nowość i dopiero po zużyciu mogę z pełną pewnością do niej powrócić lub szukać dalej, aż w końcu znajdę produkt spełniający moje oczekiwania. A jakie mam oczekiwania? Po pierwsze - ma działać! chronić przed brudem, kamieniem i bakteriami. Po drugie - ma wyglądać. Powinna być ładna, schludna i wygodna w aplikacji. Po trzecie - ma pachnieć! A najlepiej, żeby pachniała cały czas. I tu dochodzimy do sedna. Taką kostką jest Bref Deluxe, który właśnie zawisł w mojej muszli klozetowej.


Jestem po 20 dniach używania go. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, bo oczywiście zależy to od ilości spuszczanej wody, osób zamieszkujących nasze gospodarstwo domowe. U mnie po 20 dniach kostka się cała wypłukała i wymieniam ją na kolejną, lecz teraz sprawdzę inny zapach. 

Czy zauważyłam różnicę? Tak! Przez te całe 20 dni w mojej toalecie pachniało. Nie osadzał się żaden osad, ani kostka nie spadła do środka. Nie wyleciała też z niej zawartość, co zdarza się przy innych markach.

Tak więc po 20 dniach spokojnie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z produktu, że chętnie po niego sięgnę i wypróbuję inne zapachy, szukając swojego ulubionego. 



Na sam koniec mała uwaga. Te filmy na Tik Toku pokazujące, że kostkę zakłada się, wkładając ją pod kołnierz muszli są śmieszne ale bez sensu. Prawidłowe zawieszenie kostki powinno być na brzegu muszli, no chyba że chcecie co i raz wyciągać kostkę z wody :) 


Kartka z kalendarza - marzec 2021

 W tym roku czas się rozpędził na maksa. Niby taka covidowa wegetacja, a miesiące uciekają jeden za drugim. Powoli przyzwyczajamy się do pracy i nauki zdalnej. Nie planujemy zagranicznych wakacji, nie sięgamy myślami dalej niż miesiąc w przód. Wszystko kręci się w około danych podawanych codziennie przez Ministerstwo Zdrowia. Trzeba coś robić, aby zupełnie nie zwariować. Czytać? Pisać? Sprzątać? a może nauczyć się nowego języka? Nie wiem jakie Wy macie plany, ale ja już swoje leciutko zaczynam układać. Dla Was karteczka na marzec. Zapiszcie na niej co chcecie. Moja zawsze wisi w kuchni, wtedy cała rodzinka może sobie sprawdzić i przypomnieć kiedy wizyta u dentysty, kiedy imieniny cioci, albo kiedy  jedziemy do babci. 

Kartkę możecie pobrać tutaj



Kartka z kalendarza luty 2021

 No i wyszło, że tak naprawdę na bloga wrzucam tylko kartki z kalendarza, na dodatek tydzień po rozpoczęciu miesiąca, ale obiecuję poprawę. Kalendarz mam zrobiony na cały rok, a teraz tylko muszę od nowa poczuć chęć prowadzenia bloga i znaleźć jakiś ciekawy temat. Oczywiście wszystko będzie się kręciło wokół testowania, chemii i porządków domowych. Uwielbiam to robić, ale chęci na pisanie jakoś co raz mniej. Nie mniej jednak karteczkę Wam wrzucam.

Plik do pobrania tutaj



Kartka z kalendarza Styczeń 2021

 Czy jest jeszcze ktoś kto drukuje sobie moje kartki z kalendarza? Mam nadzieje, że tak, choć robię je również dla siebie, będzie mi miło jak skorzystacie. Drukujcie do woli i planujcie. W tym roku zrobiłam kalendarz retro, zdjęcia są z pinteresta. Częstujcie się :)


Styczeń do pobrania tutaj



Kartka z kalendarza - listopad i grudzień 2020

 Gdzieś mi się zgubił październik i listopad. Cały calusieńki. Od tego siedzenia w domu, człowiekowi już się w głowie poprzewracało. Każdy dzień taki sam, dzieci "w szkole" od rana do wieczora nie odstępują laptopów, bo najpierw lekcje, potem praca domowa, a na końcu życie "towarzyskie" na grach, messengerach i innych komunikatorach. W przyszłym roku rynek optyczny wzbogaci się niczym rynek drożdży zeszłej wiosny ( tak, piekłam niesamowite ilości chleba, chałek i bułek :))

Czas ruszyć tyłek i zacząć jakieś przygotowania do świąt. Zawsze o tej porze miałam przygotowane już prezenty pod choinkę. Teraz sklepy pozamykane, dni uciekają i zanim się spostrzeżemy już będzie Wigilia. Co sobie zaplanujecie zanotujcie w kartkach z kalendarza, które do pobrania poniżej. Ja uciekam nadrabiać zaległości.


1. Listopad pobierzecie tutaj


2. Grudzień znajdziecie tutaj



Fridge porn i przechowywanie w lodówce

 Pisałam Wam jakiś czas temu, że popsuła mi się lodówka. Mrozi skubana niczym zamrażarka. Na ściance zbiera się tyle lodu, że mogę go dostarczać do napojów w McDonaldzie. Póki co nadal nie wymieniam jej na nową, bo w przyszłym roku planujemy remont kuchni i będzie potrzebna dużo większa. Wczoraj był majster ze wschodnim akcentem i jakimś dziwnym cudem zadziałał tak, że jeszcze lód się nie pojawił. Jest więc nadzieja, że wytrzymam do lipca ze starą lodówką. Przy okazji wizyty speca, podpytałam go jaką lodówkę powinnam kupić, na co zwracać uwagę. Tak więc od wczoraj moje myśli skierowane są w stronę lodówek. I tu w trakcie przeglądania internetu pojawia się fridge porn!



 

 


Użytkowniczki instagrama prześcigają się w idealnym komponowaniu produktów w lodówce. Piękne owoce leżą w dopasowanych pudełeczkach, zachęcając do zjedzenia. Warzywa niczym z obrazka, umyte i gotowe do spożycia prężą się niczym panowie w kulturystycznych zawodach. Każdy kolor, każdy słoiczek, każde pudełeczko pasuje do całości. Wszystko zachęca do zjedzenia, a niektórych do posprzątania w lodówce. Na próżno szukać w tych lodówkach rozpoczętego masła, otwartego jogurtu, czy obiadu z wczoraj. Tam zioła stoją w kolorowych wazonikach, a szparagi leżą tak równiutko, że szkoda je wyjmować z lodówki. Fridge porn stało się istnym dziełem sztuki! Nie znam nikogo, kto przejdzie obojętnie obok tych zdjęć.

 

 

Nie wiem, czy wynika to z naszej większej świadomości, z tego że bardziej zwracamy uwagę na to co jemy, ile wyrzucamy, w czym przechowujemy żywność. Wiem jednak na pewno, że znajdziecie pod hasztagiem #fridgeporn sporo inspiracji. Ja już kupiłam szklane pojemniczki w ikea i przełożyłam do nich sery i wędliny. Fakt moja lodówka nie jest jak z instagrama, ale od tej pory zwracam większą uwagę na porządek w niej i Was zachęcam do tego samego.

Poniżej zasady układania w lodówce:

Na górnej półce - tam jest najwyższa temperatura, stawiamy produkty, które nie wymagają aż tak dużego schłodzenia. Będą rzeczy marynowane, otwarte dżemy, słodkości takie jak torty, czy serniki.

Na środkowych półkach kładziemy wszelaki nabiał i wędliny. Spokojnie możemy tu wstawić również garnek z zupą, lub wczorajszy obiad.

Na dolnej półce jest najzimniej. Tam możemy przechowywać mięso i ryby.

Do szuflad wkładamy świeże warzywa i owoce. Pamiętajcie, by na dno szuflady położyć taką specjalną matę wchłaniającą wilgoć. Wtedy nasze warzywa i owoce dłużej będą świeże. Jeśli nie macie maty, można posiłkować się kawałkiem ręcznika papierowego. 

Na drzwiach wstawiamy rzeczy, którym nie przeszkadza zmiana temperatury. W końcu drzwi do lodówki otwierają się dosyć często :) Ketchupy, gotowe sosy, musztardy, czy majonez. Niektórzy na drzwiach trzymają w górnej części jajka, ja jednak je mam w części z nabiałem, bo nie raz mi z drzwi wypadły :)

Pamiętajmy jednak o tym, że nie wszystko nadaje się do przechowywania w lodówce. Owoce egzotyczne - banany, mango, ananasy, awokado nie znoszą zimna. Pomidory przechowywane w lodówce tracą smak, a ziemniaki i cebula szybciej będą się psuły. Ogórki, papryka, czosnek, orzechy, masło orzechowe i oliwa z oliwek, absolutnie do lodówki nie powinny trafić nigdy. 

Oglądając te piękne zdjęcia z instagrama pamiętajmy o tych wszystkich zasadach i nie dajmy się zwariować. Ciężko jest trzymać kwiaty razem z pierogami :)

Tu znajdziecie mój stary wpis dotyczący mrożenia produktów w zamrażarce - cały czas aktualny!


Kartka z kalendarza - październik 2020

 Robiąc październikową kartkę, uświadomiłam sobie, że zaraz kończy się rok. Rok najdziwniejszy z dziwnych, najtrudniejszy i najbardziej nieprzewidywalny. Nie wiemy co będzie jutro, czy powtórzy się lockdown, czy może będziemy musieli zmierzyć się z czymś co nie mieści się w naszych umysłach.

Pobierajcie, planujcie i zapisujcie, przynajmniej na najbliższe dni i tygodnie. Kartkę znajdziecie tutaj

I bądźcie zdrowi!




Kartka z kalendarza - wrzesień 2020

 Zgubiłam gdzieś ostatnie parę miesięcy. To był bardzo dziwny czas, wszystko nam umknęło - ferie, Święta, szkoła i wakacje. Czas pandemii wywrócił nasze życie do góry nogami. Mi pokazał prawdziwe oblicze ludzi, którymi się otaczam, pozwolił cieszyć się rzeczami małymi i przewartościował moje życie. Pełna obaw ale i nadziei, wchodzę w nowy etap. Na tę chwilę jest nim powrót do szkoły. Przy tak przeogromnym chaosie organizacyjnym, pozwolę sobie choć odrobinkę pomóc. Tak więc wracam z kartkami z kalendarza, które możecie sobie wydrukować i powiesić w widocznym miejscu. Dorzucam też planner tygodniowy- można na nim wpisać plan lekcji.

1. Kartkę pobierz tutaj


2. Planner pobierz tutaj




Kartka z kalendarza - marzec i kwiecień 2020

Już drugi dzień marca, a ja jak zwykle w proszku. Tak więc szybciutko wrzucam Wam marcową i kwietniową kartkę z kalendarza. Napiszcie mi, czy dorzucić tygodniowe, czy korzystacie z nich?

Powoli odliczam do wiosny. Planuję już wiosenne porządki. Nie mogę się doczekać, kiedy uprzątnę taras, kupię kwiaty, zaplanuję święta...A Wy co wpisujecie w swoich kalendarzach? codzienne zajęcia? wydatki, czy może jakieś małe marzenia?

Ja Wam zdradzę, że oprócz codziennych ważnych zajęć, wizyt u lekarza, czy mojej rehabilitacji wpisuję sobie wydatki, które podliczam na koniec tygodnia. Są to jedynie wydatki spożywcze, bo wszystkie inne mam w normalnym pliku. Po ostatnich podwyżkach cen mogę teraz czarno na białym zobaczyć o ile więcej wydajemy na jedzenie w domu.



1. Marzec pobierz tutaj
2. Kwiecień pobierz tutaj 





Pobierajcie, drukujcie, udostępniajcie, dzielcie się!

Bezradna doskonała pani domu - prawo serii, czy nieszczęścia chodzą parami?

Staram się być silna. Codziennie staję na rzęsach, by wszystkich zadowolić. Piorę, gotuję, prasuję, sprzątam, piszę opowiadania, pomagam dzieciom przy lekcjach, siedzę w fakturach, rachunkach, biegam po bankach, sklepach, lekarzach. I tak sobie ogarniam wszystko i nawet mam czas raz w miesiącu na manicure i tu nagle bach! Popsuła się pralka. Ok, to tylko sprzęt, zadzwonię do Pana Tomka i naprawi. Następny dzień bach! Popsuła się suszarka kondensacyjna...złośliwość rzeczy martwych? Ok, przeżyję...Pan Tomek naprawi i wszystko będzie jak dawniej. Nie! tak nie może być - w ciągu tygodnia popsuła się lodówka! Mrozi wszystko na amen. Jajka na jajecznicę można pokroić po wyjęciu ze skorupki...ale lodówką zajmę się później...

Pan naprawił pralkę (wymienił coś co się miało prawo zużyć) naprawił też suszarkę (wymienił jakiś bezpiecznik). Kocham mój sprzęt Electroluxa i nie zamienię go na nic innego, więc po kilku dniach uradowana dzwonię do innego Pana, by naprawił lodówkę. Lodówka w zabudowie, ma już swoje lata. Pan mówi, że raczej nikt się nie podejmie takiej naprawy. Teraz co zrobić? czy szukać lodówki do zabudowy, czy raczej kupić nową, fajną, podwójną i postawić ją w kuchni i czekać, aż mąż zarządzi wymianę mebli i obiecany remont? Zostawiam sprawę lodówki. Niech mrozi. Lato idzie, będę miała wszystko pięknie zamrożone.

Tego samego dnia wieczorem jestem na zakupach i dzwoni córka: Mamo! suszarka się pali!!! Pędem do domu i co? smród wszędzie i spalona suszarka na środku łazienki. Jednak wymiana bezpiecznika nie pomogła i wszystko się tak nagrzało, że stopiła się plastikowa obudowa z tyłu. Teraz siedzę i ryczę. Ja doskonała pani domu... bez suszarki, lodówki...boję się włączyć zmywarkę, bo może to jakaś czarna seria. W całym domu śmierdzi spalonym plastikiem, sterta mokrych ciuchów po feriach znowu musi wylądować na zwykłych drucianych suszarkach, których miałam nadzieję nigdy zimą nie używać.

Pierwszy raz kieruję do Was pytanie. Co robić? Czy lodówki side by side są dobre, czy warto kupić? Czy uważacie, że lepiej wydać więcej na lepszą suszarkę kondensacyjną, czy kupić jakąś tańszą?


Nie wiem czy to prawo serii, czy po prostu nieszczęścia chodzą parami. Od tej chwili przestaję o tym myśleć, bo jeszcze jakiś inny sprzęt mi padnie w domu. Teraz zajmę się milszymi rzeczami, takimi jak zakupy. Wybieram suszarkę! Coś polecicie?