Kto gra w karty?

Każda firma różnymi sposobami próbuje przyciągnąć do siebie klienta. Jak już go przyciągnie, to stara się go zatrzymać, choć w dobie dużej konkurencji jest to bardzo trudne. Sklepy prześcigają się w pomysłach, promocjach, obniżkach i często proponują nam kartę klienta.
Kiedyś będąc posiadaczem takiej karty czuliśmy się wyróżnieni, teraz kartę mogą mieć wszyscy.



Jakiś czas temu, na naszym rynku najczęściej spotykaliśmy karty stałego klienta z rabatem 3,5 lub 10%. Karta taka upoważniała do zakupu zazwyczaj pełnowartościowego produktu (nieprzecenionego) z ustalonym rabatem np: Witchen -10%, Apart 5% lub 10%, Vison Express np. 30% i była wydawana przy bardzo dużych zakupach, lub klientom, którzy często odwiedzali dany sklep. Niestety, co raz mniej sklepów obdarowuje swoich stałych klientów takimi kartami. Personel często się zmienia, przez sklepy przewijają się tysiące osób, których ciężko jest im zapamiętać.


Drugim rodzajem kart są karty lojalnościowe, które sklep proponuje zazwyczaj wszystkim swoim klientom.  Przy kasie musimy dać taką kartę do zeskanowania. Pojawią się na niej punkty za nasze zakupy. Później suma tych punktów zamieniana jest w jakąś zniżkę lub prezent . Te karty są najbardziej popularne i prawie każda z nas ma przynajmniej jedną w portfelu. Karty lojalnościowe znajdziemy między innymi w sklepach: Tchibo, Sephora, Tesco, Douglas, SuperPharm, Camaieu, Orsay, Yves Rocher i wielu wielu innych.


Są też karty gdzie nie musimy zbierać punktów. Na tych kartach zachowuje się historia naszych zakupów. Przydatne jest to wówczas, gdy nie mamy np. paragonu, a chcemy rzecz zwrócić lub zareklamować. Oczywiście, posiadacze takich kart również korzystają z promocji, ale są one różne w zależności od sklepu i nie zawsze uzależnione od wysokości wcześniejszych zakupów. Czasem jest to rabat, czasem bon na jakąś kwotę, a czasem po prostu możliwość dokonania bezterminowego zwrotu. Takie karty znajdziemy w sklepach między innymi w  Ikea, Decathlon, Kappahl, Deichmann.





Ostatnie to karty multi co-brandowe. Są to karty płatnicze, gdzie bank ma podpisaną umowę z różnymi markami i sklepami. Klient płacąc w tych sklepach za zakupy kartą, może korzystać ze zniżek od 1%  do ok.12% . Takie karty wydaje np. bank Millenium, który ma podpisaną umowę z ponad 20 sklepami.  Możemy też znaleźć karty multi co-brandowe, gdzie za płatność kartą zbieramy punkty i możemy je wymienić na nagrody. Takie karty możecie wyrobić sobie w banku np. BZWBK ,City Handlowy.
Może być też na odwrót - sklep  współpracuje z bankiem i wydaje swoją karty np. Auchan, Tesco, Leroy Merlin, Obi, L'eclerc. Korzystając z takich kart i płacąc nimi w tych właśnie sklepach możemy liczyć na zwrot na kartę ok 1% do 3% z wydanej kwoty.

Warto w każdym Waszym ulubionym sklepie spytać, czy posiada kartę. Czasem trzeba podać swoje dane np: data urodzenia, adres email, czy telefon, bo rabat przysyłany jest na sms, a na urodziny prezent lub dodatkowa zniżka tak jak np. Yves Rocher, Orsay czy Camaieu. Ja na przykład do wszelkich takich rzeczy mam stworzony oddzielny adres email i łatwej wtedy ogarnąć jest przychodzący spam od właściwych maili.

Jeśli macie już sporo kart i nie macie miejsca w portfelu czy torebce, poszukajcie aplikacji na telefon. Ja lubię Stocard, która skanuje każdą kartę do telefonu i potem mam je wszystkie pod ręką, bo smartfon zabieram na każde zakupy. Oczywiście zdarza się, że skaner kasjera nie może nic zeskanować z telefonu, ale aplikacja zapisuje również numer karty i kasjer może go wpisać ręcznie.
W tej aplikacji zapiszecie sobie każdą kartę, która ma kod kreskowy lub numer. Ja mam w niej nawet kartę do biblioteki :)



Polecacie jakieś sklepy z kartami rabatowymi lub lojalnościowymi, oprócz tych co wymieniłam?  Znacie jakieś fajne karty z których warto korzystać? Chętnie powiększę swoją kolekcję :)





Kartka z kalendarza - listopad 2016

Mimozami jesień się zaczyna, złotawa, krucha i miła...choć mi akurat jesień nie z mimozami, a z ciszą i spokojem się kojarzy. Powietrzem pachnącym deszczem i pięknymi widokami, zapierającymi dech w piersiach.  Zazdroszczę tym mieszkającym na Warmii, Mazurach lub w Bieszczadach, tam musi być obłędnie! Niestety mi musi wystarczyć widok żółknących drzew za oknem i wspomnienie wycieczki do lasu.

Październik miałam ciężki i miły jednocześnie. Super wesele naszych przyjaciół, urodziny starszej córki, imieniny młodszej, chrzciny maluszka, który pojawił się niedawno w naszej rodzinie, dużo zajęć, szkoły, czytania i pracy. Mój kalendarz pękał w szwach i w bullet journal używałam częściej długopisu niż kolorowych pisaków. Teraz zbliża się nieubłaganie grudzień i tak naprawdę to czas zaplanowania świąt, prezentów i może jakiegoś zimowego wyjazdu. Dziś udostępniam Wam kartki z kalendarza, ale jeśli chcecie jakieś listy zakupów, karty do planowania, to piszcie w komentarzach. Postaram się szybciutko coś dla Was zrobić. A teraz zapraszam do pobierania. Jak zwykle wystarczy kliknąć obrazek, by pobrać kartę z mojego dropbox. 













Kamień - to już tylko wspomnienie

Kamień w łazience jest zmorą wielu pań domu. Straszy na kafelkach, wygląda przez sitko w kranie, czai się na drzwiach kabiny prysznicowej. Ani modły, ani czosnek, ani nawet soda z octem nie są w stanie wygonić go z łazienki raz na zawsze. Bo uparty jest, zawzięty i postanowił nas wykończyć.

Dobrze wiecie, że zaraz napiszę o cudownym środku, bo to prawda, ale chcę żebyście wiedziały, że ta wiadomość zmieni Wasze życie. Już nic nie będzie takie samo. Już nigdy Wasze płytki nie będą brzydkie i matowe, a kran nie będzie wymagał szorowania szczotą do usuwania rdzy ;) Już nigdy nie będziecie musiały zakładać kombinezonu ochronnego do mycia łazienki, bo od dziś to będzie przyjemność a nie przykry obowiązek.

A tak poważnie. To jeden z wielu płynów do usuwania kamienia i rdzy jaki miałam PRZYJEMNOŚĆ używać. I jak zwykle podeszłam do tego bardzo sceptycznie, bo jako ta, co wszystkie rozumy pozjadała, uważałam że nic mnie już nie zaskoczy. I pomyliłam się! Oj jak ja się bardzo pomyliłam! Czy wyobrażacie sobie moje zdziwienie, jak w ciągu kilku sekund zmyłam z białych płytek pod prysznicem kamień i osad, którego NICZYM nie mogłam usunąć od wielu wielu lat! Już się prawie pogodziłam z tymi śladami, już zaczęłam nawet przygotowywać powoli strategię namówienia małżonka na remont łazienki, a tu taki cios!



Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Czemu takie firmy jak SOUVRE trzymają w tajemnicy, że mają tak cudowne środki czyszczące. Czemu nie krzyczą MAMY NAJLEPSZY PŁYN ODKAMIENIAJĄCY W KRAJU! Bez szorowania, bez pozostawiania środka na długie godziny, bez użycia rzemieślniczych narzędzi...ot po prostu wystarczy zwykła szmatka i już po kłopocie. Kamień na kranach zmyłam w kilka minut, kamień z kosmetyków pod prysznicem - usunęłam wacikiem w małą chwilkę. Czy wiecie ile zaoszczędziłam czasu i nerwów?!

Na zdjęciu poniżej słuchawka prysznicowa przed i po. Wystarczyło 30 sekund, by usunąć z niej kamień, a co najlepsze nie robiłam tego w rękawiczkach, bo środek jest bezpieczny dla skóry.




Płyn do usuwania kamienia i rdzy jest z serii Your Home, w której znajdziecie dodatkowo bardzo dużo produktów z chemii czyszczącej do łazienki, kuchni, do prania i wiele innych produktów uniwersalnych np: płyn do szyb, do podłóg, preparat do czyszczenia mebli, neutralizator zapachów, płyn do silnie zabrudzonych powierzchni itd.
Tu możecie spokojnie przejrzeć sobie katalog z produktami. Jest możliwość zamówienia w niewielkiej cenie próbek aż 17 produktów. Żałuję bardzo, że produkty nie są dostępne w sklepach stacjonarnych, ale w dobie internetu to przecież żaden problem.


Nie jest to wpis sponsorowany, produkt dostałam do testowania, ale jak już mnie znacie, to wiecie, że polecam jedynie chemię godną uwagi. Każdy samochód jeździ, ale wszyscy poczujemy różnicę, gdy przesiądziemy się z Fiata do BMW czy Audi. W przypadku tych produktów jest tak samo! Nie wiem, czy teraz kupię zwykły płyn do mycia naczyń,bo i jego testowałam z podobnym skutkiem.

Szykuję właśnie zamówienie. W oko mi wpadł odtłuszczacz, zmywacz do podłóg i preparat do kabin prysznicowych. Jakoś mam silne przeświadczenie, że i tym razem będę zbierać szczękę z podłogi i już nigdy nie wrócę do klasycznej chemii, której używałam do tej pory. Już jestem spokojna o świąteczne porządki!


Bullet Journal - jesienne karteczki do druku

Znacie metodę planowania, która nazywa się Bullet Journal? Ja ją znam dosłownie od tygodnia a już wpadłam po uszy. Używałam w życiu różnych plannerów i kalendarzy. Nie zawsze byłam zadowolona, często całymi tygodniami nic nie wpisywałam i strony świeciły pustkami. W większości plannerów mamy kalendarzowy podział i niewiele możliwości dostosowania go do własnych potrzeb. Nie każdy chce uzupełniać gotowe rubryki na dni czy godziny, niektórzy wolą planować posiłki, inni listy zakupów, a jeszcze inni wycieczki i marzenia. Tu na przeciw wychodzi nam Bullet Journal. To bardzo prosta metoda. Sami dostosowujemy swój notes i tworzymy takie strony jakie chcemy. Dosłownie! Używamy do tego małego notesu, najczęściej kropkowanego. Ja wybrałam kołonotatnik A5 w kratkę. Jak już opanuję metodę bullet journalingu to zakupię sobie notatnik w kropki ze sztywną okładką.

Na pintereście i instagramie znajdziecie ogrom inspiracji i porad. Są grupy na facebooku i instagramie.




Ja dopiero zaczynam, więc jeszcze nie mam wprawy w rysowaniu i pisaniu. Teraz jak człowiek pisze tylko na klawiaturze, to ciężko przerzucić się na pióro, długopis czy cienkopis. 
Na pinterest.com  możemy znaleźć podpowiedzi, tutoriale i inspiracje. Sama właśnie tam najczęściej zaglądam i uczę się pisania czcionek, rysowania narożników i innych fajnych bajerów :)


 (źródło pinterest)
(sprzedawane przez etsy.com)


Niestety sporo osób rezygnuje z takiego prowadzenia notesu widząc wszystkie dzieła fanów Bu Jo. Nie każdy ma manualne zdolności i nie każdy pięknie może ozdobić swoje strony.

 Tu chciałabym Wam troszkę pomóc i przygotowałam gotowce. Wystarczy wydrukować i powycinać elementy, które nam odpowiadają. Teraz stworzyłam wersję jesienną, a na koniec listopada przygotuję świąteczno - zimową. Tak więc do dzieła!
Polecam wydrukować sobie na papierze klejącym do etykiet, wtedy drukują się dosłownie gotowe naklejki, które tylko trzeba wyciąć.





Ja inspiracji zasięgnęłam Magdy u MyPinkPlum oraz Kasi z WorQshop, gdzie Was serdecznie zapraszam!
Podoba Wam się pomysł na długie jesienne wieczory? A może już dawno prowadzicie swoje BuJo? 
Oj ciekawa jestem, ciekawa...
Bullet Journal to planner idealny! Stworzony na miarę, limited edition. 





Jesienny piknik bez kawy, ale z Tchibo

Dziś moje córki postanowiły wykorzystać ostatnie słoneczne dni, połapać babie lato i nacieszyć się kolorami jesieni, które powoli zaglądają nam do okien. Namówiły mnie na upieczenie ciasta ze śliwkami i na mały piknik pod domem. Pogoda dopisała, a dzięki Tchibo wszystko udało się zorganizować w kilka minut.








Na zdjęciach znajdziecie produkty Tchibo, które otrzymałam jako ambasadorka #tchibocard :


  • mata piknikowa (2m x2m)
  • butelka na wodę z wkładem na owoce
  • tortownica z pokrywą umożliwiającą przenoszenie ciasta
  • radio z sensorem ruchu
Dzięki kampanii rekomenduj.to mogłam bliżej poznać program lojalnościowy #TchiboCard i zaprosić do niego moich przyjaciół. Ja w klubie TchiboCard jestem od samego początku i na swoim koncie mam już sporo ziaren kawy, więc jeśli chcecie i Wy możecie do niego przystąpić w każdej chwili. Można odwiedzić stacjonarny sklep Tchibo i przy okazji zakupów napić się przepysznej kawy, ale można to też zrobić online. Ja kupuję w Tchibo już od 2007 roku, kiedy to otworzył się pierwszy sklep w Warszawie. Jak wiecie Tchibo to nie tylko kawa, Tchibo to coś więcej - to styl życia. W ich sklepach znajdziecie ubrania, artykuły elektroniczne, czasami meble i artykuły gospodarstwa domowego. Wszystko co modne, wszystko co na czasie, wszystko co trendy. Teraz dodatkowo zakupy w Tchibo premiowane są punktami ( 1 ziarenko kawy za 1 wydaną złotówkę) Ziarenko do ziarnka uzbiera się miarka i możecie potem swoje ziarna wymienić na ciekawe prezenty lub zniżki do produktów. Dodatkowo dla posiadaczy #tchibocard są ciekawe promocje np. darmowa wysyłka. Czego chcieć więcej? No ja poproszę jeszcze o piękną złotą jesień i kubek przepysznej kawy :)

Macie już swoje kartę Tchibo? #tchibocard

Kartka z kalendarza - październik 2016

Podobno w tym roku październik ma być wyjątkowy. Ma mieć 5 sobót, 5 niedziel, 5 poniedziałków, a co najlepsze - nigdy w naszym życiu już taka kombinacja się nie trafi! Zdarza się to raz na 823 lata (edit: co oczywiście okazało się internetową bzdurą!!) Ile w ty prawdy to nie wiem i wcale nie zamierzam dociekać, ale jeśli będzie tak słonecznie jak dziś, to dla mnie może mieć nawet więcej sobót i niedziel :)

W zeszłym miesiącu mój komputer odmówił posłuszeństwa, zrzucił całą pamięć fizyczną, pofisowały mi programy graficzne i nic nie mogłam zapisywać do jpg. W tym miesiącu po ciężkiej walce, udało mi się stworzyć dla Was październikową kartkę z kalendarza. Miłego pobierania i planowania!




Doskonała rada na dziś - odtłuszczanie

Jeśli masz w domu miejsca, w których osadził się trudny do usunięcia tłuszcz - np. okap kuchenny, szafki, gałki w kuchence gazowej, to mam dla Ciebie super produkt, którym w mgnieniu oka usuniesz ten tłuszcz.

Jest to zwykły cleaner do paznokci! Tak! To przecież odtłuszczacz! Większość z nas próbowała robić na własną rękę paznokcie żelowe lub hybrydy i musiała kupić cleaner do odtłuszczania płytki. Kosztuje niewiele, a czyści lepiej niż niejeden środek specjalnie do tego przeznaczony. Wystarczy nalać odrobinkę na ściereczkę i wytrzeć. Potem przetrzeć wilgotną szmatką i tadam! wszystko lśni :) a po tłuszczu zostaje jedynie wspomnienie.


Dajcie znać czy ktoś spróbował cleanera do czyszczenia w kuchni!

Najwięcej witaminy mają polskie dziewczny

...i to jest prawda, to jest fakt.

Ale co zrobić, gdy nagle nasza skóra zaczyna szarzeć, pojawiają się na niej zaskórniki, plamy i przebarwienia? Na naszym rynku jest mnóstwo kosmetyków, ale ja ciągle szukam czegoś innego, nowego i innowacyjnego. Moja cera jest bardzo trudna w utrzymaniu. Nie dość, że należy już do cer dojrzałych, to na dodatek jest sucha, wrażliwa, a w miejscu T mieszana. Ciężko znaleźć idealny kosmetyk. Gdy ją nawilżam, to po kilku dniach czuję, że jest za mocno nawilżona, gdy ją odżywiam to najczęściej zapycham pory, a gdy używam kremów przeznaczonych dla Pań w moim wieku, to zaraz mam podrażnienia, zaczerwienienia i plamy.

Jakiś czas temu zakochałam się w koreańskich kosmetykach i jak pamiętacie kupowałam memeboxy. Od kiedy memebox nie wysyła do Polski, kupuję pojedyncze sztuki na ebayu lub w koreańskich sklepach internetowych. Dawno jednak nie znalazłam produktu, który mnie tak zadowolił i zaskoczył dosłownie od pierwszego użycia.

C20 to witamina serum z  witaminą C. Kupiłam go w koreańskim sklepie wishtrend.com
Zawiera aż 20% czystej witaminy C, która ma zbawienny wpływ na naszą skórę. Mimo iż posiada bardzo wysokie stężenie wit C ( 200 razy więcej niż mandarynki!!!), to jest bardzo bezpieczna dla naszej skóry. Od wielu lat jest bestselerem wśród koreańskich kosmetyków. Możemy jej używać bezpośrednio na skórę, ale też dodawać kroplę do naszego ulubionego kremu.
Skóra po użyciu serum od razu jest pobudzona, w miejscach uszkodzeń leciutko szczypie, ale to uczucie przechodzi po chwili. Ja używałam jej i rano i wieczorem przed nałożeniem kremu. Jej działanie zauważyłam już po dwóch dniach stosowania. Skóra stała się gładka i wyrównał się jej kolor. Polecam ją osobom, które mają trądzik i rozszerzone pory, ale jest również idealna do skóry suchej i wrażliwej.To najlepsze serum jakie używałam do jej pory!



Serum C20 działanie :
wybiela
wyrównuje koloryt
złuszcza
zmniejsza pory
chroni
nawilża
zmiękcza
opóźnia oznaki starzenia





Kupując na wishtrend.com macie szanse na bezpłatną wysyłkę, gratisy w postaci próbek lub nawet masek w płachcie, a ja mogę zaoferować Wam 5$ zniżki! (Pamiętajcie tylko, by sprawdzić regulamin kuponów, bo nie zawsze możemy go użyć). 

Wystarczy założyć konto przez ten link, a następnie podczas składania zamówienia wpisać kod : 1211870906. Oczywiście w tym sklepie znajdziecie dużo różnych koreańskich marek i fajnych produktów. Płatności dokonujemy przez Paypal, a na przesyłkę czekamy od tygodnia do dwóch.
Ja tym razem zamawiam kilka buteleczek, a Wy się skusicie?

Witaj szkoło - plany lekcji do pobrania

Wakacje skończyły się tak strasznie szybko,  że już pora myśleć o planowaniu wyjazdu zimowego :) Póki co próbuję wdrożyć moje córki (i siebie) w szkolne obowiązki. By wszystkim nam było ciut łatwiej, przygotowałam plany lekcji, które możecie sobie do woli drukować. Niestety złośliwość rzeczy martwych doprowadziła do problemów z moim laptopem, w którym mam programy graficzne i zanim dobrze rozkręciłam się z planami lekcji, mój corel wyzionął ducha. Mam nadzieję, że to co Wam przygotowałam wystarczy. Jak zwykle klikacie w obrazek i pobieracie plan z mojego dropbox. Starałam się zrobić plan i dla dziewczynki i dla chłopca, dla dzieci młodszych i starszych.

Miłego dnia!












Jak malina i piwonia skradły me serce

Dawno dawno temu, za górami za lasami a dokładnie w Prowansji, powstało mydło marsylskie. Produkt ten, dzięki swoim pielęgnującym właściwościom szybko znalazł wielu fanów i stał się produktem kultowym.  Savon de Marseille zawierało 72% oliwy z oliwek i było polecane przez wszystkich dermatologów dla skóry problematycznej. Dzięki niesamowitemu składowi było polecane dla skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Dziś Le Petit Marseillais przedłużając tradycję produkuje najlepszej jakości produkty do mycia i pielęgnacji skóry.

Stop! A tak naprawdę, to co my jako klientki chcemy wiedzieć o produktach, których używamy? Czy ładnie pachną, czy odżywiają i nawilżają naszą skórę, czy nie zawierają szkodliwych składników, ile kosztują i gdzie je kupić.
Nigdy nie sprawdzam właściwości myjących żeli pod prysznic, bo nie pracuję w kopalni węgla, by musieć szorować ciało mocnymi środkami. Ja po prostu lubię produkty, które się pienią, dobrze rozprowadzają po skórze i pięknie pachną. Skóra po ich użyciu ma być gładka, miękka w dotyku i nawilżona.

Dziś jako ambasadorka Le Petit Marseillais  miałam przyjemność wypróbowania trzech produktów do mycia ciała.

1. Żel pod prysznic Malina i Piwonia
2. Pielęgnujący balsam do mycia - Masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany
3. Pielęgnujący krem do mycia - Masło shea i akacja.

Tak wyglądała moja paczka ambasadorki.






Dla przyjaciółek próbki i karta z hasłem do portalu. Zarejestruj się na ambasadorkalpm.pl wpisując hasło #czekamnanowakampanielpm  a jako pierwsza dostaniesz informację o zbliżającej się kampanii.Wtedy tak jak ja będziesz miała szanse wypróbować nowe kosmetyki Le Petit Marseillais.


Na pierwszy ogień poszedł żel pod prysznic z maliną i piwonią. Nietuzinkowe połączenie zapachów sprawiło, że moje zmysły oszalały. Jako zapachowiec uwielbiam otaczać się pięknymi zapachami, a unikam tych, które mnie męczą. Nie wiem,, czy potrafię wyodrębnić zapach maliny, ale za to piwonia pachnie obłędnie. Piwonie są pięknymi kwiatami i kojarzą mi się z moim dzieciństwem i babcinym ogrodem, w którym zakwitały przed wakacjami. U nas mówiono na nie peonie, a ja z ich płatków robiłam pościel dla maluśkiej laleczki, która była Calineczką :)




 Do wypróbowania żelu namówiłam również męża, który lubi moje kosmetyki do mycia. I wcale nie umniejsza to jego męskości! Powiedział mi kiedyś, że wszystkie żele dedykowane dla panów pachną jednakowo i są bardzo perfumowane. I tu go rozumiem. My kobiety możemy wybierać i przebierać w zapachach produktów do mycia, więc jeśli on woli malinę od nuty drzewnej, to bardzo proszę.


Na początek miły plus za opakowanie. Zawsze omijałam te żele właśnie za kształt butelki, bo wydawała mi się jakaś taka nieporęczna. I tu się mocno zdziwiłam, bo wygodnie się ją trzyma pod prysznicem i nie wyślizguje się z ręki. Wygodnie się ją też otwiera i aplikuje żel. Nie wiem jak sprawa wygląda przy końcówce płynu, ale to mogę sprawdzić później, bo powiem Wam, że nie znoszę wyciskania resztek z butelek.


Mydło dobrze się pieni i rozprowadza po skórze. Dobrze również się spłukuje. Biorąc prysznic z żelem LPM można się naprawdę zrelaksować. Nie mam w domu wanny i szczerze nie znoszę swojego prysznica, bo nie mogę sobie poleżeć przy świecach, otulona pianą. Teraz jednak to się zmieni, bo żel malina i piwonia pachnie tak pięknie, że aż się nie chce wychodzić z kąpieli. 


No i najważniejsza rzecz, skóra po użyciu tego kremowego żelu jest nawilżona, a pachnie tak mocno i tak długo, że aż miło i dla pachnącego i dla wąchającego :)
Kosmetyk nie zawiera parabenów.
Chętnie przystąpię do testów kolejnych dwóch zapachów, ale Wy będziecie musieli poczekać na recenzję. Póki co życzę wszystkim relaksujących kąpieli!
#ambasadorkaLPM