Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonała poleca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonała poleca. Pokaż wszystkie posty

Oczyszczacz powietrza - zbędny gadżet, czy przydatne urządzenie?

Smog! mgła zmieszana ze spalinami i dymem. Okropne zanieczyszczenie powietrza, zmora ostatnich lat. I nie tylko zimą i nie tylko w Krakowie. Smog dosięga nas już o każdej porze dnia i roku, ma wpływ na nasze samopoczucie, a co gorsza - zdrowie! Tu gdzie mieszkam jest wiele domków jednorodzinnych, które palą w kominkach, piecach. Moja aplikacja Airly codziennie mnie powiadamia: Nie wychodź z domu! ogranicz aktywność fizyczną na dworze! Dopuszczalne normy stężenia szkodliwych gazów w powietrzu przekraczają 200 a nawet 300%! Nie mam na to wpływu, niewiele mogę zrobić. Sąsiad ma produkcję zniczy, z jego komina wydobywa się śmierdzący dym, a pozytywnie przechodzi wszystkie kontrole <sic!> i nie wiem jakim cudem. Póki nasz rząd nic nie zrobi, to nam pozostaje jedynie ograniczać wychodzenie na dwór, zakładać maski lub kupić oczyszczacz powietrza.

Zastanawiacie się pewnie, czy to faktycznie działa. Zastanawiacie się, czy warto wydać prawie tysiąc złotych albo i więcej na taki sprzęt. Reklama reklamą, wiemy jak to działa. Wpisy sponsorowane...pełno tego. A czy rzeczywiście potrzebny jest nam oczyszczacz powietrza w domu? a jeśli tak to jaki wybrać?

Rok temu korzystając z black friday udało mi się kupić taki sprzęcior. Kupiłam oczyszczacz powietrza Rowenta PU6020. Kurcze...nie wygląda on fajnie w salonie. Jest wielki i biały, za nic nie chciał się wkomponować w aranżację salonu, ale cóż. Najważniejsze, że ja czuję różnicę i powietrze w mieszkaniu jest przyjemne. Często wieczorami jak wychodziłam na taras, musiałam szybko ściągać pranie, bo przesiąkało smrodem z kominów. Nie dało się na noc otworzyć okna. Teraz zamykam okna, włączam oczyszczacz i już. Troszkę szumi, ale przyzwyczaiłam się już do tego. Na szczęście ma tryb nocny, który jest cichy i można przy nim nawet spać.


Pewnie chcecie wiedzieć czym się kierowałam w wyborze takiego oczyszczacza. Po pierwsze musimy zwrócić uwagę na powierzchnię na jakiej działa. Mój nadaje się do 70 m2. Po drugie jakie i ile ma filtrów. Mój ma cztery - węglowy, hepa, nano i wstępny. Jest to ważne, ponieważ czasem drogie i firmowe oczyszczacze mają tylko 3. Filtry wymienia się mniej więcej raz w roku. Wstępny jedynie się czyści samemu w domu. Później wybierając już konkretny model sprawdzamy głośność jaka nam odpowiada, cenę i bajery które dodatkowo może posiadać tj. wyświetlacz, nawilżacz.



Zapłaciłam za niego stosunkowo mało, ale nie ma wyświetlacza, który podaje wartości PM jedynie pokazuje zmianą koloru, że PM zostało przekroczone. Automatycznie się włącza na wyższy tryb, jeśli te wartości są przekroczone w dużym stopniu.


Przez rok bardzo go polubiłam. Zmniejszyła się ilość kurzu w domu, bo on część wciąga i osadza się on na filtrach. Włączam go również po każdym odkurzaniu mieszkania.
Latem fajnie chłodził powietrze. Wystarczyło, że nie otwierałam okien i do pokoju nie wpadał tropikalny żar, a z niego wydobywało się chłodne powietrze. No i teraz, gdy kominy smrodzą dookoła ja w mieszkaniu mam przyjemny zapach i pewnie zanieczyszczenie PM dużo mniejsze niż inni, którzy nie posiadają oczyszczacza.

Spytacie się czy warto? Ja mówię - TAK! Nawet jak córki nasmrodziły w kuchni popcornem maślanym, ten sprzęcik dał radę i szybko powietrze stało się normalne. Moje sąsiadki mają taki sam model i również są zadowolone. A czy Ty masz już swój oczyszczacz? Wahasz się? Mam nadzieję, że mój wpis przekonał Cię do zakupu i zatroszczenia się o swoje zdrowie.

ps. Oczywiście wpis nie jest sponsorowany :) a jest jedynie moja obiektywną oceną produktu. Niektóre zdjęcia produktu pochodzą z serwisu Ceneo, dzięki któremu trafiłam na promocję.  





Odkurzacz doskonały - Philips SpeedPro Max

Piaskownica...zmora wielu rodziców. Wraca taki dzieciak z podwórka, zdejmuje buty i wysypuje całą zawartość w przedpokoju. Potem jeszcze troszkę w kieszeniach, w nogawkach, a czasem nawet w kapturze. Wyciągasz odkurzacz, kabel, rurę...odkurzasz szybko, składasz odkurzacz, rurę, zwijasz kabel. Mija kilka godzin, dziecko znowu wpada na chwilę po picie i znowu wysypuje się z niego pół ciężarówki piachu...I co? znowu odkurzacz? czy może olewasz i zostawiasz skrzypiący piach na podłodze?
Ja odkurzam, ale teraz odkurzam z przyjemnością. Mogę odkurzać co pięć minut! a co tam! mogę odkurzać cały dzień, świątek, piątek i niedzielę (tak wiem, w niedzielę się nie odkurza) Mogę odkurzać wieczorem i rano, w piżamie i w kiecce. A to tylko dlatego. że już nie muszę przynosić wielkiego odkurzacza, składać rury, wyciągać kabla. Odkurzam leciutkim i poręcznym odkurzaczem akumulatorowym!

Pachnące usuwanie magicznej plasteliny

Ten post powstał przypadkiem, bo wcale go nie planowałam. Moja córka pewnie też nie miała w planach ubrudzić magiczną plasteliną koca, tiulowej spódnicy, wykładziny, piżamy i prześcieradła i pufy! Na dodatek w kolorze bardzo intensywnego turkusu! Uwielbiam jak moje dziecie ma zajęcie, ale niektóre z nich przynoszą matce spore wyzwania. Przed takim stanęłam właśnie dziś.

Magiczna plastelina to cudowny wynalazek, potrafi zająć dzieciaki na wiele godzin. Niektóre świecą w ciemności, a inne przyciągają metal (plasteliny oczywiście :) Plastelina mojej córki była po prostu śliczna - metaliczna. Jak zobaczyłam pozostałości plasteliny na ubraniach i w pokoju to odruchowo niektóre rzeczy wrzuciłam do zamrażalki z nadzieją, że jak plama zamarznie to będzie można ją wykruszyć. Niestety nie....to nie działa.

Przeczesałam swoje zapasy różnorakiej chemii gospodarczej i natknęłam się na Orange Solvent. Środek, którego używa się do usuwania plam z pasty cynkowej, cementu, plam z jodu, gipsu. Można nim też usuwać naklejki, etykiety i stary klej z różnych powierzchni. Usuniemy nim plamy z oleju z dywanów i tapicerki, śladów pisaków i markerów. A od dziś również z magicznej plasteliny! Dobrze, że miałam go w domu, bo ostatnim razem jedna bluzka wylądowała w koszu. Dziś jednak mama - plastelina 1:0

Szukajcie go w sklepach internetowych. Cena ok 76 zł ale wystarczy Wam na kilka lat i nie raz uratuje ubrania, meble czy wykładziny. Ja plamy usunęłam po prostu wacikiem, a w całym domu pachnie pomarańczami!



Post nie jest sponsorowany :) a rada warta bardzo dużo, bo nie jedna mama poddała się w walce z magiczną plasteliną. Polecam!



Czy sprzątanie może być hygge?

W ciągu ostatnich dwóch lat, internet i księgarnie zalały książki o hygge. Ludzie dwoją się i troją w poszukiwaniu swojej receptury na chwile szczęścia. Hygge to coś czego się nie da sklasyfikować w jednej definicji. To stan umysłu, to otoczenie, miejsce, chwila. Samo słowo wywodzi się z norweskiego - dobre samopoczucie, ale dla każdego hygge jest czymś innym. Dla jednych będzie to odpoczynek pod kocem z kubkiem kawy w ręku, a dla innych oglądanie zachodu słońca nad morzem. Spacer w lesie lub po prostu widok śpiącego dziecka w łóżeczku. Każdy z nas ma prawo znaleźć swoje hygge i nie ważne w czym, ważne by dawało nam chwilę szczęścia.

Kosmetyki dla Twojego domu - MillClean

My Polki bardzo dbamy o swoje mieszkania. Remontujemy je non stop, dekorujemy najmodniejszymi dodatkami, sprzątamy na błysk. A czy kupując chemię czyszczącą do domu kierujemy się trendami i modą? Czy wybieramy produkty te co zawsze, czy może sięgamy po co raz lepsze, nowocześniejsze i ładniejsze?

Powiem Wam szczerze, że opatrzyły mi się już niektóre produkty. Od wielu lat to samo opakowanie, ten sam zapach. Co z tego, że jest świetny? Nudzi mnie to już. Chcę mieć coś fajnego, innego. Chcę by po umyciu podłóg w domu pachniało ładnie i oryginalnie, a nie tak jak w firmowej łazience. Chcę, by każdy kto wchodzi do mojego domu mówił " ale ładnie pachnie, co to?" a nie " o! myłaś właśnie toaletę"
Czy mam duże wymagania? Chyba nie. Jako co raz bardziej świadome klientki oczekujemy, wymagamy i mamy do tego prawo. Przy tak dużej konkurencji na rynku środków czystości, pora zacząć się wyróżniać.

Mill Clean - pewnie zauważyliście na moim instagramie te śliczne butelki, niczym słodkie napoje. Urzekły mnie swoimi kolorami i zapachami. To kosmetyki dla domu. Brzmi zachęcająco, prawda? Ostatnio miałam przyjemność testować kila z nich i chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.




Kobieta w masce

Nie mam czasu na bieganie po salonach spa, nie mam czasu na siedzenie z plastrami ogórka na czole i peelingiem z kawy na udach. Poszukuje rozwiązań wygodnych i szybkich. Bardzo późno chodzę spać, a przecież każdy chce świetnie wyglądać rano. Ja też! Uwielbiam więc kosmetyki, które pracują za mnie i dla mnie. Najlepiej wtedy kiedy śpię. To idealne rozwiązanie dla takich sówek jak ja. Wstaję rano i już. Nie muszę nic siebie ścierać, zdzierać i wklepywać. Swego czasu byłam maniaczką koreańskich masek w płachcie. Zamawiałam je w Korei lub kupowałam w TK Maxx, ale ostatnio zauważyłam, że nie ważne ile zapłacę za taką maskę i nie ważne jakiego jest rodzaju- każda działa tak samo. W większości tych masek odczułam jedynie działanie kojące. A ja chcę, by takie maski nawilżały, oczyszczały, koiły, regenerowały...Czy wymagam za dużo? Czy są takie maseczki? Ba! oczywiście, że są. Najlepsze jest to, że nie muszę ich szukać w Korei, bo mam je pod nosem np. w Rossmannie.

Maurissê - czy ta firma Wam coś mówi? Mi, nie bardzo, choć to nasza rodzima firma. I dopiero po wygooglowaniu sobie nazwy, mogłam zobaczyć ile mają świetnych marek na rynku kosmetycznym. I tu właśnie pojawia się MultiBiomask 





Marion Professional - pielęgnacja doskonała

Wakacje dały porządnie w kość moim włosom. Słońce, wiatr i słona woda oceanu. Okropna wilgotność w Nowym Jorku, potem upalne dni na Kaszubach i wiecznie spocona skóra głowy. To nie mogło się dobrze skończyć. Moje włosy dosłownie wołały o pomoc.

Na wakacjach nie zawsze używamy naszych ulubionych i sprawdzonych kosmetyków. Prawie nigdy nie myślimy o ochronie UV, nie mamy czasu na maski i odżywki. Najczęściej kupujemy jakieś all in one, byle szybko, byle opakowanie zmieściło się do walizki.

I przychodzi taki moment, kiedy przeglądamy się w lustrze, a nasze lśniące włosy wyglądają na wypłowiałe, wypadają i nie mają blasku. Ja w domu mam dodatkowo jeszcze dwie panny, gdzie jedna włosy na za pupę, a druga do ramion. To zobowiązuje. Nie mogę pozwolić sobie na byle szampon, bo potem po prostu nie ogarnę tematu. A dodatkowo wiecie jakie ilości szamponu zużywają moje Roszpunki?? Butelkę to my mamy dosłownie na kilka dni. Jak kupuję szampony to w ilościach hurtowych i szukam takich bez parabenów.



Markę Marion znam od dawna. Używam ich olejków do włosów. Zawsze uważałam, że to świetna i zarazem niedroga marka, no i na dodatek polska. Po serię Professional sięgnęłam jednak pierwszy raz. Miałam do nich zaufanie i wiedziałam, że moim włosom nic złego nie grozi. No i się nie myliłam.


Kapsułka doskonała! Vizir

Dzięki Everydame.pl miałam przyjemność kolejny raz uczestniczyć w testach kapsułek Vizir. Ja jako maniaczka prania nie mogłam przegapić tej okazji. Mogę prać i prać, a jeśli środek do prania dodatkowo jest fajny, innowacyjny i pranie po nim ładnie pachnie, to jestem już w siódmym niebie.

Otrzymałam zestaw kapsułek dla siebie jak i dla moich znajomych. Wszystkie zostały rozdane i mam nadzieję, że moje sąsiadeczki, koleżanki i przyjaciółki zadowolone są z testów tak jak i ja.


Uwielbiam tą formę detergentu. Mam w domu wiele kapsułek, ale te dodatkowo urzekły mnie swoim wyglądem. Są śliczne, prawda?


A teraz przedstawię Wam garść zalet, bo wad nie znalazłam :)

1. Kapsułka jest do prania rzeczy białych jak i koloru
2. Jedna kapsułka wystarczy na 5 kg prania
3. Pięknie pachnie
4. Pierze, wybiela i nadaje blasku tkaninom
5. Jest bardzo wygodna i ekonomiczna w użyciu
6. Ma nowoczesny design
7. Zajmuje niewiele miejsca w łazience

Kapsułki Vizir znajdziecie w sklepach w trzech różnych wariantach :
- ALPINE FRESH
- TOUCH OF LENOR FRESHNESS
- SENSITIVE


Mnie najbardziej przekonała uniwersalność kapsułek. Nie muszę już mieć innego środka do białych rzeczy a innego do koloru. Wiem, że biel będzie doprana, a ciemne rzeczy nie stracą swoich barw. Czego chcieć więcej?

Zapraszam Was serdecznie na stronę Everydayme.pl
To tam można się zgłosić do różnych kampanii, przetestować nowe produkty i napisać własną recenzję. Często możemy zamówić tam po prostu same próbki. Już nigdy więcej kupowania kota w worku :)

Lumea Prestige BRI950 - efekty

Lumea Prestige BRI950  to urządzenie do depilacji światłem IPL, które mam przyjemność testować od kilku tygodni o którym pisałam tu. Uznałam, że to najlepszy moment, by podzielić się z Wami informacją czy warto i czy widoczne są jakieś efekty. Wiele z nas podchodzi do takich urządzeń bardzo sceptycznie i uważa, że tylko zabieg wykonany w salonie kosmetycznym może być skuteczny.

I tu mogę powiedzieć - mylicie się kobitki! To pierwsze urządzenie na rynku, które możemy używać w domowym zaciszu i uzyskać takie same efekty jak w salonie. W spokoju, w ciszy, bez skrępowania możemy sobie wydepilować dosłownie co chcemy :) nie przekraczając linii kości policzkowych.
Ja skusiłam się na depilację nóg, bikini i pach. Jest jednak wiele kobiet, które borykają się z wąsikiem lub ciemnymi włoskami wyrastającymi na brodzie. Dzięki Lumea Prestige będą mogły same poradzić sobie z tym krępującym problemem.

Zanim rozpoczniemy zabieg  musimy usunąć włoski najlepiej maszynką do golenia. Skórę należy również dokładnie wysuszyć. Potem już z górki - sprawdzamy czujnikiem Smart Skin poziom jakiego musimy użyć i fruu. Cały zabieg trwa dosłownie chwilkę. Na pachy poświęcamy mniej  niż minutę, bikini ok 3 minut. Najdłużej się schodzi z nogami ale to i tak jest tylko kilka minut.

Po zabiegu spokojnie możemy używać wszystkich kosmetyków, musimy jednak pamiętać, że skóra może być podrażniona.





 Co najważniejsze - zabieg jest zabieg jest zupełnie BEZBOLESNY! możemy w niektórych miejscach odczuć ciepło ale trwa to jedynie sekundę.
Samo światło IPL jest bezpieczne dla oczu, a jeśli zabieg wykonamy w świetle dziennym sam błysk jest mniej rażący.



Zabieg bardzo prosty, szybki i intuicyjny. A jak z efektami?
Producent gwarantuje nam mniej włosków o  92%  już po 3 zabiegach. Ja zauważyłam efekty bardzo szybko. Największe na nogach. Włoski stały się mniej widoczne i odrastają dużo wolniej. Normalnie goliłam nogi co dwa dni, teraz mogę cieszyć się gładką skórą ponad dwa tygodnie, a w miarę używania Lumea czas ten ma się wydłużać aż do 8 tygodni! 
W strefie bikini różnica jest już po pierwszym zabiegu (wybaczcie za brak zdjęć :)) Włoski są, ale wolniej rosną i jest ich dużo mniej. A co dla mnie najważniejsze - nie ma żadnych podrażnień! Zero wrastających włosków i krostek, co w tej strefie zdarza się bardzo często.
Pod pachami jest najtrudniej, bo włoski są mocne. Tu jednak po 4 zabiegach pojawiły się "łyse" miejsca, w których włosków nie ma wcale!

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia robione przed depilacją pach. Niestety nie posiadam zdjęcia przed pierwszym zabiegiem, bo pacha była wydepilowana zanim otrzymałam produkt Lumea.





 Jak widzicie po kilku zabiegach widać, że włoski są słabsze i jest ich mniej. Do wakacji pachy będą zupełnie gładkie!


Czytałam w internecie dużo opinii typu :użyłam Lumea dwa razy i nie widzę efektów. Kochane to urządzenie, którego musimy używać SYSTEMATYCZNIE! Tylko to gwarantuje nam gładką skórę.Zabieg musimy najpierw powtarzać co dwa tygodnie. Potem sukcesywnie czas się ten wydłuża do 4 tygodni i więcej. Jeśli nie jesteśmy systematyczne, to nie liczmy na cud. 
Na szczęście Lumea pomaga nam i udostępnia aplikację na telefon, która przypomni kiedy mamy następny zabieg. 


Wg aplikacji pachy i nogi muszę wydepilować dopiero za ponad miesiąc :) 
Wakacje przede mną i w końcu będę mogła cieszyć się gładką skórą! 
Czy jestem zadowolona z używania Philips Lumea Prestige BII950? Tak! i to bardzo! 

A Wy co myślicie o tym sprzęcie? Macie? Używacie? Czy może planujecie zakup? Jeśli tak to polecam z pełnym przekonaniem o jego skuteczności!

Wpis uzupełnię jeszcze o zdjęcia po kilku następnych zabiegach. Do zobaczenia! Ja zaczynam planować wakacje w bikini :)


Niebieski słoń w składzie...szczotek

Kto nie zdążył umyć okien przed świętami? A kto może umył i mocno tego żałuje? A może jeszcze nie rozpoczęliście generalnego sprzątania po zimie? Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i wiosenne porządki spokojnie możemy przeciągnąć jeszcze na maj. Ja okna umyłam, ale niestety po tych wszystkich opadach, wyglądają jak przed myciem. Tak naprawdę sprzątanie to syzyfowa praca i jedynie systematyczni mogą cieszyć się porządkiem na co dzień.
Komu chce się sprzątać non stop? Mnie sprzątanie odpręża. Kupowanie chemii gospodarczej i akcesoriów kręci mnie tak samo jak promocja -55% w Rossmannie. Na dziale z płynami i mopami mogę spędzić dobry kwadrans kupując co i raz jakieś nowinki. A jeszcze jak jakaś marka nie jest nudna i nie powiela tego co wszyscy, to już w ogóle jestem happy.
I jak się w tym momencie pewnie domyślacie, chciałabym Wam pokazać jedną z marek, która urzekła mnie swoją kreatywnością, pomysłowością w jednoczesnym zachowaniu klasyki i prostoty.

Marka Elephant pochodzi z Francji. Jest tam bardzo ceniona przez panie domu i bardzo dobrze się sprzedaje. U nas jeszcze nie jest znana, ale ja Wam powiem, że przebiła do tej pory moje ulubione firmy. W ich ofercie znajdziecie różne szczotki, mopy, akcesoria do mycia okien. Nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie wygląd tych rzeczy i ich innowacyjność.



I tak na początek skradł moje serce zwykły mop obrotowy. A wcale on nie jest taki zwykły, bo po pierwsze jest maluśki i mogę go potem łatwo schować, lekki i razem z wodą wiadro nie waży dwóch ton i bardzo cichy, co jest idealne dla mam, które myją podłogi jak ich pociechy pójdą spać. Nie wspomnę, że od kiedy go mam częstotliwość mycia podłóg wzrosła o dobre 500% :)











Tym mopem myję terakotę w łazience, kuchni i przedpokoju. Idealnie wchodzi pod meble, bo główka mopa się składa na płasko. Uwielbiam go!

Drugi mop jest mopem płaskim. Używam go do mycia drewnianych podłóg w salonie i pokojach. Ma bardzo wygodny system wyciskania wody. Dodatkowo jest niewielki i lekki i w porównaniu do moich starych mopów zrobiony jest z bardzo wysokogatunkowych materiałów, dzięki czemu jest wytrzymały. 



Kolejne rzeczy, które bardzo przypadły mi do gustu to różne szczotki do szorowania.
Ta jest do fug, ale każda właścicielka Thermomixa dobrze wie, że to najlepsza szczotka do czyszczenia noży w TM. Jest wąska, więc dociera tam, gdzie inne szczotki nie mają szans.


A tu poniżej macie już klasyczną szczotkę do fug. Jest wąska i bardzo ostra. Włoski są twarde, dzięki czemu można wyszorować nawet najgorzej zabrudzone fugi.


Ta szczotka natomiast skradła moje serce, bo jest giętka i bardzo wygodnie szoruje się nią takie rzeczy jak krany, gdzie ciężko z tyłu dosięgnąć zwykłą szczotką. 


Kolejna szczotka, która mnie bardzo zaskoczyła to taka, do której możemy nalać płynu np. do mycia naczyń. Potem podczas szorowania na przykład garnka czy patelni, lekko naciskamy przycisk i płyn automatycznie się wylewa.


Czy teraz widzicie jakie mają fajne rozwiązania? Czy ktoś z Was tak jak ja uwielbia takie gadżety? Przy okazji kolejnych zakupów poszukajcie w sklepach niebiesko- białych  produktów z logo słonia, a gwarantuje Wam, że zakochacie się w nich od pierwszego użycia.



Jeśli jesteście zainteresowane całą ofertą tej marki, to zapraszam na stronę dystrybutora Inter-Vion
A ja lecę umyć podłogi :) 









Kamień - to już tylko wspomnienie

Kamień w łazience jest zmorą wielu pań domu. Straszy na kafelkach, wygląda przez sitko w kranie, czai się na drzwiach kabiny prysznicowej. Ani modły, ani czosnek, ani nawet soda z octem nie są w stanie wygonić go z łazienki raz na zawsze. Bo uparty jest, zawzięty i postanowił nas wykończyć.

Dobrze wiecie, że zaraz napiszę o cudownym środku, bo to prawda, ale chcę żebyście wiedziały, że ta wiadomość zmieni Wasze życie. Już nic nie będzie takie samo. Już nigdy Wasze płytki nie będą brzydkie i matowe, a kran nie będzie wymagał szorowania szczotą do usuwania rdzy ;) Już nigdy nie będziecie musiały zakładać kombinezonu ochronnego do mycia łazienki, bo od dziś to będzie przyjemność a nie przykry obowiązek.

A tak poważnie. To jeden z wielu płynów do usuwania kamienia i rdzy jaki miałam PRZYJEMNOŚĆ używać. I jak zwykle podeszłam do tego bardzo sceptycznie, bo jako ta, co wszystkie rozumy pozjadała, uważałam że nic mnie już nie zaskoczy. I pomyliłam się! Oj jak ja się bardzo pomyliłam! Czy wyobrażacie sobie moje zdziwienie, jak w ciągu kilku sekund zmyłam z białych płytek pod prysznicem kamień i osad, którego NICZYM nie mogłam usunąć od wielu wielu lat! Już się prawie pogodziłam z tymi śladami, już zaczęłam nawet przygotowywać powoli strategię namówienia małżonka na remont łazienki, a tu taki cios!



Zastanawia mnie tylko jedna rzecz. Czemu takie firmy jak SOUVRE trzymają w tajemnicy, że mają tak cudowne środki czyszczące. Czemu nie krzyczą MAMY NAJLEPSZY PŁYN ODKAMIENIAJĄCY W KRAJU! Bez szorowania, bez pozostawiania środka na długie godziny, bez użycia rzemieślniczych narzędzi...ot po prostu wystarczy zwykła szmatka i już po kłopocie. Kamień na kranach zmyłam w kilka minut, kamień z kosmetyków pod prysznicem - usunęłam wacikiem w małą chwilkę. Czy wiecie ile zaoszczędziłam czasu i nerwów?!

Na zdjęciu poniżej słuchawka prysznicowa przed i po. Wystarczyło 30 sekund, by usunąć z niej kamień, a co najlepsze nie robiłam tego w rękawiczkach, bo środek jest bezpieczny dla skóry.




Płyn do usuwania kamienia i rdzy jest z serii Your Home, w której znajdziecie dodatkowo bardzo dużo produktów z chemii czyszczącej do łazienki, kuchni, do prania i wiele innych produktów uniwersalnych np: płyn do szyb, do podłóg, preparat do czyszczenia mebli, neutralizator zapachów, płyn do silnie zabrudzonych powierzchni itd.
Tu możecie spokojnie przejrzeć sobie katalog z produktami. Jest możliwość zamówienia w niewielkiej cenie próbek aż 17 produktów. Żałuję bardzo, że produkty nie są dostępne w sklepach stacjonarnych, ale w dobie internetu to przecież żaden problem.


Nie jest to wpis sponsorowany, produkt dostałam do testowania, ale jak już mnie znacie, to wiecie, że polecam jedynie chemię godną uwagi. Każdy samochód jeździ, ale wszyscy poczujemy różnicę, gdy przesiądziemy się z Fiata do BMW czy Audi. W przypadku tych produktów jest tak samo! Nie wiem, czy teraz kupię zwykły płyn do mycia naczyń,bo i jego testowałam z podobnym skutkiem.

Szykuję właśnie zamówienie. W oko mi wpadł odtłuszczacz, zmywacz do podłóg i preparat do kabin prysznicowych. Jakoś mam silne przeświadczenie, że i tym razem będę zbierać szczękę z podłogi i już nigdy nie wrócę do klasycznej chemii, której używałam do tej pory. Już jestem spokojna o świąteczne porządki!


Najwięcej witaminy mają polskie dziewczny

...i to jest prawda, to jest fakt.

Ale co zrobić, gdy nagle nasza skóra zaczyna szarzeć, pojawiają się na niej zaskórniki, plamy i przebarwienia? Na naszym rynku jest mnóstwo kosmetyków, ale ja ciągle szukam czegoś innego, nowego i innowacyjnego. Moja cera jest bardzo trudna w utrzymaniu. Nie dość, że należy już do cer dojrzałych, to na dodatek jest sucha, wrażliwa, a w miejscu T mieszana. Ciężko znaleźć idealny kosmetyk. Gdy ją nawilżam, to po kilku dniach czuję, że jest za mocno nawilżona, gdy ją odżywiam to najczęściej zapycham pory, a gdy używam kremów przeznaczonych dla Pań w moim wieku, to zaraz mam podrażnienia, zaczerwienienia i plamy.

Jakiś czas temu zakochałam się w koreańskich kosmetykach i jak pamiętacie kupowałam memeboxy. Od kiedy memebox nie wysyła do Polski, kupuję pojedyncze sztuki na ebayu lub w koreańskich sklepach internetowych. Dawno jednak nie znalazłam produktu, który mnie tak zadowolił i zaskoczył dosłownie od pierwszego użycia.

C20 to witamina serum z  witaminą C. Kupiłam go w koreańskim sklepie wishtrend.com
Zawiera aż 20% czystej witaminy C, która ma zbawienny wpływ na naszą skórę. Mimo iż posiada bardzo wysokie stężenie wit C ( 200 razy więcej niż mandarynki!!!), to jest bardzo bezpieczna dla naszej skóry. Od wielu lat jest bestselerem wśród koreańskich kosmetyków. Możemy jej używać bezpośrednio na skórę, ale też dodawać kroplę do naszego ulubionego kremu.
Skóra po użyciu serum od razu jest pobudzona, w miejscach uszkodzeń leciutko szczypie, ale to uczucie przechodzi po chwili. Ja używałam jej i rano i wieczorem przed nałożeniem kremu. Jej działanie zauważyłam już po dwóch dniach stosowania. Skóra stała się gładka i wyrównał się jej kolor. Polecam ją osobom, które mają trądzik i rozszerzone pory, ale jest również idealna do skóry suchej i wrażliwej.To najlepsze serum jakie używałam do jej pory!



Serum C20 działanie :
wybiela
wyrównuje koloryt
złuszcza
zmniejsza pory
chroni
nawilża
zmiękcza
opóźnia oznaki starzenia





Kupując na wishtrend.com macie szanse na bezpłatną wysyłkę, gratisy w postaci próbek lub nawet masek w płachcie, a ja mogę zaoferować Wam 5$ zniżki! (Pamiętajcie tylko, by sprawdzić regulamin kuponów, bo nie zawsze możemy go użyć). 

Wystarczy założyć konto przez ten link, a następnie podczas składania zamówienia wpisać kod : 1211870906. Oczywiście w tym sklepie znajdziecie dużo różnych koreańskich marek i fajnych produktów. Płatności dokonujemy przez Paypal, a na przesyłkę czekamy od tygodnia do dwóch.
Ja tym razem zamawiam kilka buteleczek, a Wy się skusicie?

Jak malina i piwonia skradły me serce

Dawno dawno temu, za górami za lasami a dokładnie w Prowansji, powstało mydło marsylskie. Produkt ten, dzięki swoim pielęgnującym właściwościom szybko znalazł wielu fanów i stał się produktem kultowym.  Savon de Marseille zawierało 72% oliwy z oliwek i było polecane przez wszystkich dermatologów dla skóry problematycznej. Dzięki niesamowitemu składowi było polecane dla skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Dziś Le Petit Marseillais przedłużając tradycję produkuje najlepszej jakości produkty do mycia i pielęgnacji skóry.

Stop! A tak naprawdę, to co my jako klientki chcemy wiedzieć o produktach, których używamy? Czy ładnie pachną, czy odżywiają i nawilżają naszą skórę, czy nie zawierają szkodliwych składników, ile kosztują i gdzie je kupić.
Nigdy nie sprawdzam właściwości myjących żeli pod prysznic, bo nie pracuję w kopalni węgla, by musieć szorować ciało mocnymi środkami. Ja po prostu lubię produkty, które się pienią, dobrze rozprowadzają po skórze i pięknie pachną. Skóra po ich użyciu ma być gładka, miękka w dotyku i nawilżona.

Dziś jako ambasadorka Le Petit Marseillais  miałam przyjemność wypróbowania trzech produktów do mycia ciała.

1. Żel pod prysznic Malina i Piwonia
2. Pielęgnujący balsam do mycia - Masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany
3. Pielęgnujący krem do mycia - Masło shea i akacja.

Tak wyglądała moja paczka ambasadorki.






Dla przyjaciółek próbki i karta z hasłem do portalu. Zarejestruj się na ambasadorkalpm.pl wpisując hasło #czekamnanowakampanielpm  a jako pierwsza dostaniesz informację o zbliżającej się kampanii.Wtedy tak jak ja będziesz miała szanse wypróbować nowe kosmetyki Le Petit Marseillais.


Na pierwszy ogień poszedł żel pod prysznic z maliną i piwonią. Nietuzinkowe połączenie zapachów sprawiło, że moje zmysły oszalały. Jako zapachowiec uwielbiam otaczać się pięknymi zapachami, a unikam tych, które mnie męczą. Nie wiem,, czy potrafię wyodrębnić zapach maliny, ale za to piwonia pachnie obłędnie. Piwonie są pięknymi kwiatami i kojarzą mi się z moim dzieciństwem i babcinym ogrodem, w którym zakwitały przed wakacjami. U nas mówiono na nie peonie, a ja z ich płatków robiłam pościel dla maluśkiej laleczki, która była Calineczką :)




 Do wypróbowania żelu namówiłam również męża, który lubi moje kosmetyki do mycia. I wcale nie umniejsza to jego męskości! Powiedział mi kiedyś, że wszystkie żele dedykowane dla panów pachną jednakowo i są bardzo perfumowane. I tu go rozumiem. My kobiety możemy wybierać i przebierać w zapachach produktów do mycia, więc jeśli on woli malinę od nuty drzewnej, to bardzo proszę.


Na początek miły plus za opakowanie. Zawsze omijałam te żele właśnie za kształt butelki, bo wydawała mi się jakaś taka nieporęczna. I tu się mocno zdziwiłam, bo wygodnie się ją trzyma pod prysznicem i nie wyślizguje się z ręki. Wygodnie się ją też otwiera i aplikuje żel. Nie wiem jak sprawa wygląda przy końcówce płynu, ale to mogę sprawdzić później, bo powiem Wam, że nie znoszę wyciskania resztek z butelek.


Mydło dobrze się pieni i rozprowadza po skórze. Dobrze również się spłukuje. Biorąc prysznic z żelem LPM można się naprawdę zrelaksować. Nie mam w domu wanny i szczerze nie znoszę swojego prysznica, bo nie mogę sobie poleżeć przy świecach, otulona pianą. Teraz jednak to się zmieni, bo żel malina i piwonia pachnie tak pięknie, że aż się nie chce wychodzić z kąpieli. 


No i najważniejsza rzecz, skóra po użyciu tego kremowego żelu jest nawilżona, a pachnie tak mocno i tak długo, że aż miło i dla pachnącego i dla wąchającego :)
Kosmetyk nie zawiera parabenów.
Chętnie przystąpię do testów kolejnych dwóch zapachów, ale Wy będziecie musieli poczekać na recenzję. Póki co życzę wszystkim relaksujących kąpieli!
#ambasadorkaLPM