Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty
Mój trening, mój wybór, mój Adidas
Dołączyłam do wyzwania z Adipower! 72 godziny idealnej ochrony przed poceniem! miałam przyjemność testować antyperspiranty z tej serii.
Żelazko w ruch - para buch!
Żelazko - niby taka zwykła rzecz. Chyba każda pani domu ma w domu, choć wiem, że nie każda używa :) Ja nie wyobrażam sobie nie prasowania rzeczy. Po wysuszeniu zawsze prasuję wszystkie rzeczy córek, swoje i męża niektóre. Często prasuję rzeczy tuż przed samym ich założeniem, bo niestety w szafie się pogniotły np. koszule.
Żelazko kupiłam sobie dobre i firmowe, ale już po kilku miesiącach byłam niezadowolona. Przypalona i żółknąca stopka, za duży ciężar. No ale to taki produkt, który wymieniamy dopiero jak się zepsuje. Tak więc prasuję z zaciśniętymi zębami, czekając aż moje żelazko padnie.
Będąc w społeczności trnd.pl mam ostatnio możliwość testów nowego żelazka Philips PerfectCare Elite Plus. Żelazko o którym mówię to żelazko ze stacją parową, pionowym wyrzutem pary i innymi bajerami, o których postaram się Wam napisać w skrócie.
Kaprysy Hanki i jej magiczna suszarka
Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, mieszkała mała księżniczka Hanna. Była bardzo fajną i grzeczną dziewczynką. Oczywiście jak wszystkie księżniczki potrafiła złapać focha i pokazać wszystkim kto ma rację.
Terravita nie pyta...Terravita rozumie
Kto z Was nie lubi czekolady? To pytanie całkiem retoryczne. Niektórzy wolą mleczną, inni wolą gorzką a jeszcze inni nadziewaną. Czekolada dla kobiety to jak przyjaciel, który zawsze pomoże, zawsze jest pod ręką. Tylko kawałeczek, tylko odrobinka, a tak dużo może zmienić. Ma wpływ na działanie układu nerwowego, metabolicznego. Ma wpływ na nasze samopoczucie, skórę. Jest afrodyzjakiem, poprawia ciśnienie i pobudza do pracy. A co najważniejsze - jest niesamowicie smaczna!
Oczywiście znamy przypadki czekolady, która zmniejsza nam ubrania w szafie, które odkłada się w nasze boczki i pośladki, ale nie dotyczy to każdej czekolady.
Terravita składająca się z minimum 70% kakao, wyprodukowana w Polsce, pięknie zapakowana i nieziemsko smaczna, jest idealnym poprawiaczem humoru. Może być pięknym dodatkiem do prezentu, może być składnikiem pysznego deseru lub można ją zjeść w całości dodając sobie energii na cały dzień.
A dlaczego o tym piszę. W sklepach właśnie pojawiły się nowe czekolady Terravita w kilku różnych smakach. Ja miałam przyjemność spróbować ich w ramach projektu BLOGrecommend, za co bardzo dziękuję.
Oczywiście znamy przypadki czekolady, która zmniejsza nam ubrania w szafie, które odkłada się w nasze boczki i pośladki, ale nie dotyczy to każdej czekolady.
Terravita składająca się z minimum 70% kakao, wyprodukowana w Polsce, pięknie zapakowana i nieziemsko smaczna, jest idealnym poprawiaczem humoru. Może być pięknym dodatkiem do prezentu, może być składnikiem pysznego deseru lub można ją zjeść w całości dodając sobie energii na cały dzień.
A dlaczego o tym piszę. W sklepach właśnie pojawiły się nowe czekolady Terravita w kilku różnych smakach. Ja miałam przyjemność spróbować ich w ramach projektu BLOGrecommend, za co bardzo dziękuję.
Czekolada nadziewana miętowa
Czekolada nadziewana cytrynowa
Czekolada nadziewana wiśniowa
Czekolada ze skórką pomarańczową
Czekolada z crunchy i owocami
Czekolada gorzka
Pewnie zastanawiacie się jak smakuje ta czekolada. Na pewno dzięki zawartości 70% cocoa jest bardziej czekoladowa niż inne. Smak ma ostrzejszy i wystarczy dosłownie jeden kawałeczek, by móc rozkoszować się głębią czekoladowego smaku. Już sam odgłos łamania tabliczki - chrupnięcie - jest bardzo apetyczny i powoduje, że mamy na nią większą ochotę. Dodatkowo idealne kompozycje smakowe zaskoczą niejednego fana czekolady - od cytrynowej nie można się oderwać!
Nie prowadzę bloga kulinarnego i nie wrzucę tu zdjęć deserów jakie zrobiłam na podstawie tej czekolady, ale możecie mi wierzyć, że babeczki i brownie wyszło obłędne. Zostawię jeszcze kilka tabliczek na święta, by zaskoczyć moich gości czymś wykwintnie czekoladowym. Mniam!
Czekoladę smakowałam dzięki BLOG recommend
Bio - Oil rycerz na białym koniu czy przebieraniec?
W wakacje miałam przyjemność testować wiele różnych kosmetyków. Odkrywałam nowinki koreańskie, polskie i rosyjskie. Dziś jednak chciałabym podzielić się z Wami opinią o kosmetyku już znanym i lubianym, a przez niektóre z Was niestety niedocenianym.
Pierwszy raz z olejkiem Bio - Oil spotkałam się w reklamach telewizyjnych, ale ponieważ bardzo sceptycznie podchodzę do tego rodzaju leków na całe zło, nie zamierzałam go kupować. Gdy okazało się, że mam możliwość wypróbowania go na własnej skórze, chętnie z niej skorzystałam.
Co o olejku Bio Oil mówi producent ?
Bio - Oil jest to specjalistyczny produkt do pielęgnacji skóry o różnych potrzebach. Opracowany specjalnie, by poprawić wygląd blizn, rozstępów i nierównomiernego kolorytu skóry. Innowacyjna receptura zawiera unikalny skadnik PurCellin Oil dzięki czemu olejek jest lekki i nietłusty, zapewniając jednocześnie łatwiejszą absorpcję składników odżywczych zawartych w witaminach i wyciągach roślin.
Olejek w swoim składzie zawiera :
Zalety i działanie :
A co myślę ja na temat tego produktu?
Na samym początku oczywiście zasięgnęłam opinii w internecie. Było jej sporo. Równie dużo było opinii negatywnych jak i pozytywnych.
Wypróbowałam go na trzech polach - do nawilżenia odwodnionej skóry, na rozstępy i na nierówny koloryt skóry.
1. W pierwszym przypadku byłam zaskoczona dosłownie już od pierwszego użycia. Olejek się bardzo dobrze nakłada na skórę, pięknie pachnie i mimo iż jest tłusty to szybko się wchłania. Stosowałam go codziennie na noc. Skóra stała się bardziej jędrna i nie mam już problemów z suchymi miejscami na czole czy polikach. Jeśli przy okazji kuracji tym olejkiem pijemy sporo wody i dbamy o dietę, to efekty będą większe niż myślicie.
2. W przypadku rozstępów sprawa wygląda ciut inaczej. Moje rozstępy po dwóch ciążach można usunąć jednie piłą mechaniczną, więc Bio Oil testowała 13 letnia dziewczynka na rozstępy, które powstały u niej w wyniku szybkiego wzrostu. Tu nasze zaskoczenie było spore, bo czerwone rozstępy dosłownie po kilku dniach zjaśniały. Trzymam jednak kciuki za dalsze leczenie, bo w tej chwili jest za wcześnie, by przerywać stosowanie olejku, ale efekty już są, a to najważniejsze!
Nie liczcie jednak, że ten olejek usunie Wasze rozstępy raz na zawsze, bo jest to po prostu niemożliwe.
3. W trzecim przypadku użyłam olejku Bio Oil na wyrównanie kolorytu skóry. Smarowałam swoje piszczele przez okres dwóch miesięcy, bowiem mam na skórze bardzo duże przebarwienia po przebytej chorobie. Lekarze mówili mi, że blizny po rumieniu guzowatym zostaną na skórze całe życie, ja jednak odnoszę wrażenie, że są dużo jaśniejsze i mniejsze. Dokupiłam większe opakowanie i dwa razy dziennie wcieram olejek w skórę. Mam nadzieję, że na przyszłe wakacje po przebarwieniach nie będzie ani śladu!
Produkt ten ma też wady :
- opakowanie - Jest niewygodny w użyciu. Buteleczkę trzeba odkręcić a potem mając tłuste ręce zakręcamy, wypada nam korek, wyślizguje się butelka i scenariusz dalszy już znamy. Butelka powinna mieć pompkę, więc mam nadzieje, że producent kiedyś o tym pomyśli.
- odrobinę zapycha pory na twarzy - nie bardzo znam się na składach kosmetyków, ale wydaje mi się, że to wina parafiny.
Bio - Oil Jak każdy taki kosmetyk wymaga długotrwałego i systematycznego używania minimum 3 miesiące. Nie wierzcie w opinie kobiet, które użyły olejku kilka razy i nie widząc rezultatów powiedziały, że jest on do niczego. Spróbujcie i przekonajcie się na własnej skórze, ale dajcie mu i sobie więcej czasu. Bio - Oil zrewanżuje się tylko wytrwałym :)
Obiecajcie mi, że zanim skrytykujecie jakiś kosmetyk lub lek, sprawdźcie czy używacie go zgodnie z ulotką. Ja już wiem czy Bio - Oil uratuje moją skórę, czy tylko udaje. A czy Wy znacie już odpowiedź na tytułowe pytanie?
Wpis nie jest artykułem sponsorowanym. Jest moją obiektywną opinią na temat używanego produktu.
Pierwszy raz z olejkiem Bio - Oil spotkałam się w reklamach telewizyjnych, ale ponieważ bardzo sceptycznie podchodzę do tego rodzaju leków na całe zło, nie zamierzałam go kupować. Gdy okazało się, że mam możliwość wypróbowania go na własnej skórze, chętnie z niej skorzystałam.
Co o olejku Bio Oil mówi producent ?
Bio - Oil jest to specjalistyczny produkt do pielęgnacji skóry o różnych potrzebach. Opracowany specjalnie, by poprawić wygląd blizn, rozstępów i nierównomiernego kolorytu skóry. Innowacyjna receptura zawiera unikalny skadnik PurCellin Oil dzięki czemu olejek jest lekki i nietłusty, zapewniając jednocześnie łatwiejszą absorpcję składników odżywczych zawartych w witaminach i wyciągach roślin.
Olejek w swoim składzie zawiera :
- olejek z nagietka
- olejek lawendowy
- olejek rozmarynowy
- olejek rumiankowy
- witaminę A i E
pozostałe składniki możecie znaleźć na stronie produktu - tutaj
Zalety i działanie :
- zapewnia nawilżenie skóry odwodnionej
- zawiera witaminy i olejki
- doskonały do stosowania na ciało i twarz
- Szybko się wchłania
- Jest hipoalergiczny
- jest idealny dla skóry wrażliwej
- doskonały jako olejek po opalaniu
- poprawia wygląd istniejących i nowych blizn (nie usunie ich na stałe)
- zmniejsza prawdopodobieństwo występowania rozstępów w ciąży i okresie dojrzewania czy nagłego wzrostu, rozjaśnia występujące rozstępy
- wyrównuje kolor skóry
- wygładza skórę starzejącą się
A co myślę ja na temat tego produktu?
Na samym początku oczywiście zasięgnęłam opinii w internecie. Było jej sporo. Równie dużo było opinii negatywnych jak i pozytywnych.
Wypróbowałam go na trzech polach - do nawilżenia odwodnionej skóry, na rozstępy i na nierówny koloryt skóry.
1. W pierwszym przypadku byłam zaskoczona dosłownie już od pierwszego użycia. Olejek się bardzo dobrze nakłada na skórę, pięknie pachnie i mimo iż jest tłusty to szybko się wchłania. Stosowałam go codziennie na noc. Skóra stała się bardziej jędrna i nie mam już problemów z suchymi miejscami na czole czy polikach. Jeśli przy okazji kuracji tym olejkiem pijemy sporo wody i dbamy o dietę, to efekty będą większe niż myślicie.
2. W przypadku rozstępów sprawa wygląda ciut inaczej. Moje rozstępy po dwóch ciążach można usunąć jednie piłą mechaniczną, więc Bio Oil testowała 13 letnia dziewczynka na rozstępy, które powstały u niej w wyniku szybkiego wzrostu. Tu nasze zaskoczenie było spore, bo czerwone rozstępy dosłownie po kilku dniach zjaśniały. Trzymam jednak kciuki za dalsze leczenie, bo w tej chwili jest za wcześnie, by przerywać stosowanie olejku, ale efekty już są, a to najważniejsze!
Nie liczcie jednak, że ten olejek usunie Wasze rozstępy raz na zawsze, bo jest to po prostu niemożliwe.
3. W trzecim przypadku użyłam olejku Bio Oil na wyrównanie kolorytu skóry. Smarowałam swoje piszczele przez okres dwóch miesięcy, bowiem mam na skórze bardzo duże przebarwienia po przebytej chorobie. Lekarze mówili mi, że blizny po rumieniu guzowatym zostaną na skórze całe życie, ja jednak odnoszę wrażenie, że są dużo jaśniejsze i mniejsze. Dokupiłam większe opakowanie i dwa razy dziennie wcieram olejek w skórę. Mam nadzieję, że na przyszłe wakacje po przebarwieniach nie będzie ani śladu!
Produkt ten ma też wady :
- opakowanie - Jest niewygodny w użyciu. Buteleczkę trzeba odkręcić a potem mając tłuste ręce zakręcamy, wypada nam korek, wyślizguje się butelka i scenariusz dalszy już znamy. Butelka powinna mieć pompkę, więc mam nadzieje, że producent kiedyś o tym pomyśli.
- odrobinę zapycha pory na twarzy - nie bardzo znam się na składach kosmetyków, ale wydaje mi się, że to wina parafiny.
Bio - Oil Jak każdy taki kosmetyk wymaga długotrwałego i systematycznego używania minimum 3 miesiące. Nie wierzcie w opinie kobiet, które użyły olejku kilka razy i nie widząc rezultatów powiedziały, że jest on do niczego. Spróbujcie i przekonajcie się na własnej skórze, ale dajcie mu i sobie więcej czasu. Bio - Oil zrewanżuje się tylko wytrwałym :)
Obiecajcie mi, że zanim skrytykujecie jakiś kosmetyk lub lek, sprawdźcie czy używacie go zgodnie z ulotką. Ja już wiem czy Bio - Oil uratuje moją skórę, czy tylko udaje. A czy Wy znacie już odpowiedź na tytułowe pytanie?
Wpis nie jest artykułem sponsorowanym. Jest moją obiektywną opinią na temat używanego produktu.
Sprayem po oczach - Optrex, nowa kampania Streetcom
Dziś witam Was świeżym spojrzeniem dzięki bardzo innowacyjnemu produktowi Optrex Acti Mist Spray 2 w 1, który otrzymałam do testowania od Streetcom.
Ponad 60% Polaków deklaruje problemy z oczami. Wiele z nas boryka się z uczuciem suchości, podrażnieniem czy zmęczeniem oczu. Siedzimy godzinami przed komputerami, telefonami, telewizorami, tabletami i książkami. Przebywamy w pomieszczeniach ze sztucznym światłem, klimatyzacją. Całymi dniami nasze oczy nie widzą światła dziennego, nie odpoczywają. Mało sypiamy, dużo się malujemy (my kobiety oczywiście) i mimo iż dbamy o siebie, to zapominamy o naszych oczach. Ledwo pamiętamy wieczorem o porządnym demakijażu nie mówiąc już o jakimś nawilżaniu czy masażu. A nasze oczy aż się proszą, by poświęcić im odrobinę uwagi. W końcu oczy są zwierciadłem duszy, prawda? Nie mogą wyglądać na zmęczone, przekrwione i niewyspane.
Jak sobie radzimy na co dzień? Używamy sztucznych łez, od czasu do czasu robimy kompresy z herbaty, używamy kosmetyków ze świetlikiem lekarskim. A czy nie można szybciej? wygodniej? Oczywiście, że można. Dlatego właśnie przedstawiam Wam nowość na naszym rynku. Jest to spray na zamknięte powieki. Tak! właśnie na zamknięte! Optrex, bo o nim właśnie mowa przynosi natychmiastową ulgę i działa aż do 4 godzin po zastosowaniu, zapobiegając utracie nawilżenia oka. Zawiera on liposomy, które przenikając przez skórę powieki, odbudowują lipidową warstwę filmu łzowego, dzięki czemu zmniejsza się parowanie i utrata wilgotności.
Ponad 60% Polaków deklaruje problemy z oczami. Wiele z nas boryka się z uczuciem suchości, podrażnieniem czy zmęczeniem oczu. Siedzimy godzinami przed komputerami, telefonami, telewizorami, tabletami i książkami. Przebywamy w pomieszczeniach ze sztucznym światłem, klimatyzacją. Całymi dniami nasze oczy nie widzą światła dziennego, nie odpoczywają. Mało sypiamy, dużo się malujemy (my kobiety oczywiście) i mimo iż dbamy o siebie, to zapominamy o naszych oczach. Ledwo pamiętamy wieczorem o porządnym demakijażu nie mówiąc już o jakimś nawilżaniu czy masażu. A nasze oczy aż się proszą, by poświęcić im odrobinę uwagi. W końcu oczy są zwierciadłem duszy, prawda? Nie mogą wyglądać na zmęczone, przekrwione i niewyspane.
Jak sobie radzimy na co dzień? Używamy sztucznych łez, od czasu do czasu robimy kompresy z herbaty, używamy kosmetyków ze świetlikiem lekarskim. A czy nie można szybciej? wygodniej? Oczywiście, że można. Dlatego właśnie przedstawiam Wam nowość na naszym rynku. Jest to spray na zamknięte powieki. Tak! właśnie na zamknięte! Optrex, bo o nim właśnie mowa przynosi natychmiastową ulgę i działa aż do 4 godzin po zastosowaniu, zapobiegając utracie nawilżenia oka. Zawiera on liposomy, które przenikając przez skórę powieki, odbudowują lipidową warstwę filmu łzowego, dzięki czemu zmniejsza się parowanie i utrata wilgotności.
Sprawdziłam na własnych oczach :) i dodatkowo przeprowadziłam też eksperymenty na rodzinie :)
Co mnie przekonało do Optrex?
1. Buteleczka jest z atomizerem, dzięki czemu higienicznie się aplikuje i można to robić wszędzie - w domu, w samochodzie, w kawiarni, łazience czy parku.
2. Jednej buteleczki może używać kilka osób, ponieważ nie dotykamy opakowaniem bezpośrednio do skóry .
3. Można go stosować na makijaż, co jest bardzo wygodne w pracy.
4. Można go stosować na soczewki, a kto ma soczewki dobrze wie jak to ułatwi życie :)
5. Może być użyty do 6 miesięcy od otwarcia, co w porównaniu do innych środków dostępnych w aptece daje mu palmę pierwszeństwa.
W aptekach spotkacie dwa rodzaje tego sprayu. Jeden dla oczu suchych i podrażnionych, a drugi do oczy zmęczonych i odczuwających dyskomfort, który dodatkowo nawilża skórę wokół oczu.
Cena ok 39 zł.
Jako ambasadorka przetestowałam, ulotki rozdałam i mogę szczerze powiedzieć, że warto mieć taki produkt pod ręką. Bardzo mocno polecam go mojemu mężowi, który dużo jeździ samochodem, często pracuje w nocy a w dzień dodatkowo męczy oczy nad monitorem laptopa. Każda z Was, która lubi czytać książki, albo szydełkuje czy robi na drutach powinna mieć Optrex w torebce, kosmetyczce czy na łazienkowej półce. Ja na pewno chętnie będę po niego sięgać, bo nie chcę codziennie wyglądać jak po nieprzespanej nocy.
Spytacie na koniec czy produkt ma jakieś wady. Owszem znalazłam kilka maluśkich :) ale chętnie je ujawnię.
1. Cena - jak na jednorazowy zakup to sporo, choć opakowanie jest bardzo ekonomiczne i nie będziecie żałować tej kwoty.
2. Wielkość rozprysku - trzeba dobrze skierować atomizer na powiekę, by nie mieć mokrej całej twarzy.
3. Lekki dyskomfort w pierwszej chwili po użyciu - prawie każdą osobę, która wypróbowała Optrex Acti Mist przez chwilkę szczypały lekko powieki. Efekt ten znika po kilku użyciach.
4. Zapach - no, specyficzny i niezbyt piękny (kojarzy mi się z zapachem namoczonej bułki) :)
Jeśli chcecie wypróbować Optrex to zajrzyjcie do swoich aptek, bo w wielu z nich jest tester do wypróbowania. Natomiast jeśli chcecie zostać ambasadorką i należeć do społeczności Streetcom tak jak ja, gdzie będziecie otrzymywać produkty do testów, to zarejestrujcie się TU.
Odświeżacz, który pachnie tak samo ładnie jak wygląda
Wiosna przez kilka dni zaglądała w moje okna. Zaprosiła do sprzątania szaf, porządku na tarasie. Niestety dziś znowu jest szaro - buro, ale mam dla Was mały teścik, który jest miły nie tylko dla oka, ale i dla nosa.
Od pewnego czasu mam przyjemność testować produkty Brait. Były już recenzje kostek do wc, odświeżaczy w patyczkach, a dziś przedstawię Wam pachnący kwiat - Brait Magic Flowers. Dyfuzor w formie kwiatu, dostępny jest w naszych sklepach w trzech zapachach i kolorach.
- żółty - o zapachu kwiatów orientalnych
- fioletowy - o zapachu kwiatów lotosu
- czerwony - o zapachu czerwonej róży
Po rozpakowaniu pudełeczka i otwarciu butelki musimy kwiat umieścić tak, by jego łodyga zamoczona była w pachnącym płynie. Z dnia na dzień płatki nasiąkają olejkami eterycznymi i kwiatek zaczyna zmieniać kolor oraz mocniej pachnie. Dzięki zwiększonej powierzchni odświeżacza z płatków uwalnia się zapach sukcesywnie. Nie jest zbyt intensywny, ale też nie jest za delikatny.
Taki dyfuzor może być niewątpliwie ozdobą w pokoju, biurze czy łazience. Mój rozkwitał i umilał mi czas swoją obecnością przez cały miesiąc.
Od pewnego czasu mam przyjemność testować produkty Brait. Były już recenzje kostek do wc, odświeżaczy w patyczkach, a dziś przedstawię Wam pachnący kwiat - Brait Magic Flowers. Dyfuzor w formie kwiatu, dostępny jest w naszych sklepach w trzech zapachach i kolorach.
- żółty - o zapachu kwiatów orientalnych
- fioletowy - o zapachu kwiatów lotosu
- czerwony - o zapachu czerwonej róży
Po rozpakowaniu pudełeczka i otwarciu butelki musimy kwiat umieścić tak, by jego łodyga zamoczona była w pachnącym płynie. Z dnia na dzień płatki nasiąkają olejkami eterycznymi i kwiatek zaczyna zmieniać kolor oraz mocniej pachnie. Dzięki zwiększonej powierzchni odświeżacza z płatków uwalnia się zapach sukcesywnie. Nie jest zbyt intensywny, ale też nie jest za delikatny.
Taki dyfuzor może być niewątpliwie ozdobą w pokoju, biurze czy łazience. Mój rozkwitał i umilał mi czas swoją obecnością przez cały miesiąc.
Odświeżacze do powietrza nie są już tylko obrzydliwymi pudełeczkami z żelem, które chowaliśmy w zakamarkach swojego mieszkania. Teraz są designerskie i cieszą oko. Każda z nas znajdzie coś dla siebie wybierając odświeżacz pod kątem koloru lub zapachu. Ja teraz wybiorę fioletowy a Wy?
Dziękuję agencji Pr-imo za możliwość przetestowania tego magicznego kwiatka.
Patyczki zapachowe - odświeżacz doskonały!
No i zaczęło się. Świąteczne zapachy przepełniają mój dom. Rano bigos, potem pierniki. Szału można dostać. Jestem zapachowcem, większość rzeczy poznaję po zapachach. Moje wspomnienia przywołują zapachy, a nie obrazy. Święta to dla mnie zapach kompotu z suszu i pomarańczy, ale niestety też smażonej ryby i duszonej kapusty. Nie mieszkam w 300 metrowej willi, nie mam oddzielnej kuchni w drugim budynku. Wszystko na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, więc nie sposób, by w sypialni nie pachniało tym co gotuję.
Lubię jak w moim domu pachnie, ale nie jak w restauracji, ale jak w domu. Nie chcę, by goście wchodząc do mnie mówili " ooo bigos gotujesz? już przed drzwiami pachniało!" Chcę, by każdy kto do mnie wejdzie poczuł przyjemny zapach lawendy, kwiatów. Zapach, który nie będzie go drażnił i przypominał o porze posiłku.
W agencji Pr-imo wiedzą, że lubię te wszystkie pachnące cudeńka do domu, bo już nie raz otrzymałam od nich pachnącą paczuszkę. Ta jednak urzekła mnie niesłychanie!
Lubię jak w moim domu pachnie, ale nie jak w restauracji, ale jak w domu. Nie chcę, by goście wchodząc do mnie mówili " ooo bigos gotujesz? już przed drzwiami pachniało!" Chcę, by każdy kto do mnie wejdzie poczuł przyjemny zapach lawendy, kwiatów. Zapach, który nie będzie go drażnił i przypominał o porze posiłku.
W agencji Pr-imo wiedzą, że lubię te wszystkie pachnące cudeńka do domu, bo już nie raz otrzymałam od nich pachnącą paczuszkę. Ta jednak urzekła mnie niesłychanie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)