Kartka z kalendarza - Grudzień 2017

Ja wiem, że zepsuty laptop nie usprawiedliwia mnie i przez te kilka dni spóźnienia zapewne ktoś zamiast mojego kalendarza wydrukował sobie inny...chlip chlip... mam tylko nadzieję, że Mikołaj przyniesie mi pod choinkę nowy sprzęt, abym  mogła spokojnie prowadzić bloga. W tej chwili mogę tylko ubolewać nad złośliwością rzeczy martwych (tak...suszarka do włosów też mi się popsuła...)
W grudniu wrzucam tylko jedną kartę, bo nie udało mi się zrobić nic więcej. Dodałam też listy i kartki z plannera, może ktoś wykorzysta.
Jeśli chcecie poczytać o przedświątecznych przygotowaniach i porządkach zapraszam tutaj :)











Truskawkowe love Le Petit Marseillais

....Ja Monika - autorka bloga doskonalapanidomu.blogspot.com - Ambasadorka Le Petit Marseillais, uroczyście obiecuję sama sobie, że codziennie będę się cieszyć drobnymi, pozytywnymi chwilami, które mnie spotykają. I zamierzam z nich czerpać garściami. Zatroszczę się także o swoją skórę, aby była nawilżona i pachnąca. Będę korzystać  z dobrodziejstw natury, bogactwa jej składników oraz zapachów. Zobowiązuję się do zachowania uśmiechu i radości życia, którymi podzielę się ze swoimi najbliższymi. Skupię się na tym, co pozytywne, odnajdując radość i spokój nawet z najmniejszych codziennych rytuałach. Każdego dnia będę dbać o swoje dobre samopoczucie....



Takie ślubowanie powinna złożyć teraz każda z Was, bo każdej należy się odrobina - Ba! jaka odrobina?? Należy się nam tyle ile damy rady wziąć z życia. Każdej z nas należy się odpoczynek od pracy, relaks po wyczerpującym dniu, ukojenie zmysłów po walce z wiatrakami, urzędowymi potyczkami i innymi przyziemno - wykańczającymi rzeczami.
Nie możemy pozwolić sobie na wakacje wtedy, kiedy mamy na to ochotę, ale możemy przedłużyć wakacje lub przywołać ich wspomnienia zapachem, smakiem, obrazem, dźwiękiem.

Nowy truskawkowy żel pod prysznic Le Petit Marseilleas gwarantuje nam przywołanie najpiękniejszych wakacji I słonecznego lata. Daje nam relaks podczas kąpieli. Świeży i słodki zapach truskawek pobudza nas będzie rano do działania, a wieczorem relaksuje zmęczone i zestresowane ciało.


Znacie kogoś kto nie lubi truskawek? Truskawki kochają wszyscy! mali i duzi, gniecione z cukrem, krojone z bitą śmietaną, z szypułkami prosto z krzaczka lub zblendowane mrożone w postaci pysznego i orzeźwiającego sorbetu. To jaki jest nowy żel pod prysznic Le Petit Marseillais? Jest po prostu obłędnie pysznie pachnący! cudownie się pieni i nawilża skórę. Jest delikatny, bo jego pH jest neutralne dla nasze skóry i oparty na składnikach naturalnego pochodzenia.

foto:indianshimmer.com


Rozmarzyłam się....Nie będę już więcej pisać, idę wskoczyć pod prysznic! Truskawkowo mi :)


W paczce ambasadorki znalazłam truskawkowy żel pod prysznic, zaparzacz do herbaty liściastej w kształcie truskawki, próbki dla koleżanek. Jeśli chcecie tak jak ja mieć możliwość testowania przecudnie pachnących produktów Le Petit Marseillais to wystarczy zarejestrować się na stronie www.ambasadorkalpm.pl i czekać na nowe równie pachnące kampanie. Powodzenia!
#truskawkowylpm #ambasadorkalpm #lpmprzedluzalato

Czy sprzątanie może być hygge?

W ciągu ostatnich dwóch lat, internet i księgarnie zalały książki o hygge. Ludzie dwoją się i troją w poszukiwaniu swojej receptury na chwile szczęścia. Hygge to coś czego się nie da sklasyfikować w jednej definicji. To stan umysłu, to otoczenie, miejsce, chwila. Samo słowo wywodzi się z norweskiego - dobre samopoczucie, ale dla każdego hygge jest czymś innym. Dla jednych będzie to odpoczynek pod kocem z kubkiem kawy w ręku, a dla innych oglądanie zachodu słońca nad morzem. Spacer w lesie lub po prostu widok śpiącego dziecka w łóżeczku. Każdy z nas ma prawo znaleźć swoje hygge i nie ważne w czym, ważne by dawało nam chwilę szczęścia.



Przed nami bardzo intensywny czas przygotowań do świąt. Dużo pracy, dużo nerwów i stresu. W ciągłym biegu zapominamy o pielęgnowaniu tego co ważne. Zamiast przygotowywać z dziećmi kalendarze adwentowe, biegamy po marketach wyszukując co raz to droższe zabawki. W uszach dźwięczy nam Last Christmas, które już na początku listopada przypomina nam o wydawaniu pieniędzy.

Jak w takim okresie znaleźć swoje hygge? Jak nie dać się wciągnąć w to szaleństwo? Jedni z nas będą tworzyć piękne ozdoby świąteczne, inni planują już wyzwania kulinarne, które mają zszokować podniebienia rodziny. Ja jako maniaczka porządków domowych spojrzałam na hygge z trochę innej strony.

W doborze chemii sprzątającej kieruję się najczęściej skutecznością. Niestety nie jest to moje jedyne kryterium. Produkty, które kupuje muszą pięknie pachnieć i ładnie wyglądać. Sprzątanie łazienki nie  może być dla mnie karą. Mycie wanny nie powinno odbywać się w kombinezonie ochronnym i masce. Lubię sprzątać i nie zamierzam tego zmieniać. Odkurzanie mnie relaksuje, a przy myciu łazienki mogę się po prostu nieźle wyżyć. Ja odnalazłam swoje hygge w porządkach domowych dzięki Prouvé. Lśniące kafelki, krystalicznie czyste lustro, zapach który unosi się po umyciu podłogi, to mnie cieszy, uspokaja, odpręża, daje satysfakcję. Może dla jednych to chore, ale to mój wybór i ja zamiast szyć lalki czy lepić świece, po prostu sprzątam. Jeśli robicie coś co sprawia Wam przyjemność, to róbcie to. To właśnie wasze hygge.

Prouvé to nasza rodzima firma, która nadała produktom do sprzątania nowy wymiar. Wszystko jest świetnej jakości, ładne, stylowe i o zapachu, który nie kojarzy się ze sprzątaniem. W wyglądzie opakowań urzekła mnie skromność, która potwierdza regułę:  mniej znaczy więcej. Ich środki czystości nie biją po oczach kolorowymi opakowaniami, a jednak wyglądają tak, że chętnie zostawiam je na wierzchu i nie chowam do szafki. Zapach jest delikatny i subtelny, a skuteczność działania zaskakuje.

W ostatnich miesiącach miałam przyjemność wypróbować kilka produktów : piankę do mycia rąk, która neutralizuje zapachy,  odtłuszczacz, żel do usuwania kamienia i rdzy, aksamitne  mleczko do czyszczenia i żel uniwersalny. Wszystkie z tych produktów są proste w użyciu. Do butelek możemy dokupić wygodne końcówki - flip topy, spryskiwacze. Wszystko po to, by sprzątanie było łatwiejsze, przyjemniejsze i szybsze.



Pianka neutralizująca zapachy - pojemność 250 ml, 16 zł
Gęsta i bardzo miła w dotyku pianka do mycia rąk. Ślicznie pachnie usuwając najbardziej uciążliwe zapachy z naszych dłoni (czosnku, ryb) Jest bardzo delikatna dla skóry a jednocześnie potrafi usunąć silne przebarwienia nawet po burakach czy marchwi.



Odtłuszczacz - 500 ml, 16 zł. Środek dzięki któremu usuniesz tłuszcz bez szorowania. Idealny do mycia okapów, blatów, kuchenek, grilli i innych urządzeń kuchennych, na których gromadzi się trudy do usunięcia tłuszcz.

Żel do usuwania kamienia i rdzy - 500 ml, 13 zł
Mój ulubiony produkt. Gęsty żel, który nie ścieka z powierzchni, pachnie i nie przywołuje na myśl skojarzeń o wypalonej skórze dłoni. Idealnie czyści wanny, kabiny prysznicowe, umywalki i muszle klozetowe. Nadaje się również do mycia większych powierzchni, na których kamień spędza nam sen  powiek :) 


Aksamitne mleczko do czyszczenia - 500 ml, 14 zł
Konsystencja, zapach, skuteczność - to wszystko sprawia, że mycie wanny wejdzie w krew największemu leniuszkowi. Oliwa z oliwek, która delikatnie nabłyszcza mytą przez nas powierzchnię, działa niczym najlepsza polerka porcelany sanitarnej. 


Żel uniwersalny - 1000 ml, 18 zł
Wielozadaniowy, do wszystkich powierzchni, czego chcieć więcej? Duża butla i skoncentrowana formuła płynu, sprawią że będzie nam służył na długi czas. Ja uwielbiam nim myć płytki na podłodze, bo usuwa zabrudzenia bez szorowania i w mig podłoga lśni czystością.





Prouvé bardzo skupia się na zapachach swoich produktów. Każdy ze środków czyszczących ma stworzoną swoją architekturę zapachu, która składa się z nut głowy, serca i głębi. Tak samo jak wybierając swój ulubiony zapach perfum, możemy dobrać nasz najbardziej przyjazny zapach produktów do sprzątania łazienki czy kuchni. 
Koniecznie zajrzyjcie na stronę Prouvé, bo tam znajdziecie nie tylko chemię ale też mnóstwo perfum dla niej i dla niego. Wszystko w tej samej elegancko skromnej oprawie i w idealnych kompozycjach zapachowych.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Poznając nasze produkty uśmiechniesz się co najmniej trzy razy. Pierwszy raz, jak poczujesz piękny zapach. Drugi raz, gdy sprawdzisz ich działanie, a trzeci, gdy zobaczysz ich cenę. Wierzymy, że życie składa się z drobnych przyjemności, które nie muszą wiele kosztować.





Kartka z kalendarza - listopad 2017

Chyba większość z nas w tej chwili chce zapaść w sen zimowy. Ot, tak po prostu położyć się w milusich skarpetach, sweterku, pod milusim kocykiem...i obudzić się na przykład w maju, kiedy słonko będzie rozwijać pierwsze kwiaty, a ptaki swoim śpiewem będą informować o zbliżającym się lecie.  Ja lubię jesień i lubię zimę, ale taką z obrazka. Jesień pełną kolorów i zapachów, a zimę zasypaną śniegiem i roztaczającą się mroźną ciszą dookoła. Póki co za oknami mam straszną wichurę, w górach opady śniegu, a nad Bałtykiem sztorm. Rada na dziś - zrobić sobie dobrą kawę i przeczekać. Wiecie co ja robię w listopadzie? kupuję już rzeczy na gwiazdkę. Drukujcie więc kartkę z kalendarza i zaplanujcie ten miesiąc.


Żelazko w ruch - para buch!

Żelazko - niby taka zwykła rzecz. Chyba każda pani domu ma w domu, choć wiem, że nie każda używa :) Ja nie wyobrażam sobie nie prasowania rzeczy. Po wysuszeniu zawsze prasuję wszystkie rzeczy córek, swoje i męża niektóre. Często prasuję rzeczy tuż przed samym ich założeniem, bo niestety w szafie się pogniotły np. koszule.

Żelazko kupiłam sobie dobre i firmowe, ale już po kilku miesiącach byłam niezadowolona. Przypalona i żółknąca stopka, za duży ciężar. No ale to taki produkt, który wymieniamy dopiero jak się zepsuje. Tak więc prasuję z zaciśniętymi zębami, czekając aż moje żelazko padnie.

Będąc w społeczności trnd.pl mam ostatnio możliwość testów nowego żelazka Philips PerfectCare Elite Plus. Żelazko o którym mówię to żelazko ze stacją parową, pionowym wyrzutem pary i innymi bajerami, o których postaram się Wam napisać w skrócie.



Kartka z kalendarza - październik 2017

Od kilku dni mamy jesień kalendarzową. Od dwóch dni mamy piękną, złotą jesień za oknami. Błękitne niebo, złocące się liście i piękne słońce, które jeszcze próbuje nam przypomnieć letnie dni. Fani grzybobrania mają szczęście w tym roku, bo grzyby dopisały jak nigdy. Amatorzy jesiennych wycieczek w Bieszczady powinni być równie zadowoleni, bo to chyba najpiękniejszy moment na piesze wycieczki. Tak więc oficjalnie rozpoczynamy piękną, polską, złotą jesień. Zapraszam do pobrania październikowych kartek z kalendarza. Miłego planowania!



Kosmetyki dla Twojego domu - MillClean

My Polki bardzo dbamy o swoje mieszkania. Remontujemy je non stop, dekorujemy najmodniejszymi dodatkami, sprzątamy na błysk. A czy kupując chemię czyszczącą do domu kierujemy się trendami i modą? Czy wybieramy produkty te co zawsze, czy może sięgamy po co raz lepsze, nowocześniejsze i ładniejsze?

Powiem Wam szczerze, że opatrzyły mi się już niektóre produkty. Od wielu lat to samo opakowanie, ten sam zapach. Co z tego, że jest świetny? Nudzi mnie to już. Chcę mieć coś fajnego, innego. Chcę by po umyciu podłóg w domu pachniało ładnie i oryginalnie, a nie tak jak w firmowej łazience. Chcę, by każdy kto wchodzi do mojego domu mówił " ale ładnie pachnie, co to?" a nie " o! myłaś właśnie toaletę"
Czy mam duże wymagania? Chyba nie. Jako co raz bardziej świadome klientki oczekujemy, wymagamy i mamy do tego prawo. Przy tak dużej konkurencji na rynku środków czystości, pora zacząć się wyróżniać.

Mill Clean - pewnie zauważyliście na moim instagramie te śliczne butelki, niczym słodkie napoje. Urzekły mnie swoimi kolorami i zapachami. To kosmetyki dla domu. Brzmi zachęcająco, prawda? Ostatnio miałam przyjemność testować kila z nich i chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.




Kartka z kalendarza - wrzesień 2017

Ojej, jak szybko zleciały te wakacje. Nie zdążyłam nawet zrobić sierpniowej kartki, a już z wrześniową się spóźniam. Na szczęście szkoła zaczyna się tak naprawdę dopiero jutro, więc zdążycie wszystko zaplanować. Klikacie w wybrany obrazek i pobieracie go z mojego dropbox. Nie zapomnijcie o planach lekcji, które znajdziecie w poprzednim poście! Zapraszam!

Powrót do szkoły - plany lekcji do pobrania

W zeszłym roku robiłam dla swoich córek plany lekcji i tak się rozkręciłam, że zrobiłam też dla chłopców i udostępniłam na blogu.  Nadal można z nich skorzystać, a znajdziecie je tutaj. W tym roku też coś zrobiłam i mam nadzieje, że każdy znajdzie coś dla siebie.
Zapraszam do pobierania, bo pierwszy dzwonek już za kilka dni! (wystarczy kliknąć w obrazek i pobrać plan z mojego dropbox)


Kobieta w masce

Nie mam czasu na bieganie po salonach spa, nie mam czasu na siedzenie z plastrami ogórka na czole i peelingiem z kawy na udach. Poszukuje rozwiązań wygodnych i szybkich. Bardzo późno chodzę spać, a przecież każdy chce świetnie wyglądać rano. Ja też! Uwielbiam więc kosmetyki, które pracują za mnie i dla mnie. Najlepiej wtedy kiedy śpię. To idealne rozwiązanie dla takich sówek jak ja. Wstaję rano i już. Nie muszę nic siebie ścierać, zdzierać i wklepywać. Swego czasu byłam maniaczką koreańskich masek w płachcie. Zamawiałam je w Korei lub kupowałam w TK Maxx, ale ostatnio zauważyłam, że nie ważne ile zapłacę za taką maskę i nie ważne jakiego jest rodzaju- każda działa tak samo. W większości tych masek odczułam jedynie działanie kojące. A ja chcę, by takie maski nawilżały, oczyszczały, koiły, regenerowały...Czy wymagam za dużo? Czy są takie maseczki? Ba! oczywiście, że są. Najlepsze jest to, że nie muszę ich szukać w Korei, bo mam je pod nosem np. w Rossmannie.

Maurissê - czy ta firma Wam coś mówi? Mi, nie bardzo, choć to nasza rodzima firma. I dopiero po wygooglowaniu sobie nazwy, mogłam zobaczyć ile mają świetnych marek na rynku kosmetycznym. I tu właśnie pojawia się MultiBiomask 





Marion Professional - pielęgnacja doskonała

Wakacje dały porządnie w kość moim włosom. Słońce, wiatr i słona woda oceanu. Okropna wilgotność w Nowym Jorku, potem upalne dni na Kaszubach i wiecznie spocona skóra głowy. To nie mogło się dobrze skończyć. Moje włosy dosłownie wołały o pomoc.

Na wakacjach nie zawsze używamy naszych ulubionych i sprawdzonych kosmetyków. Prawie nigdy nie myślimy o ochronie UV, nie mamy czasu na maski i odżywki. Najczęściej kupujemy jakieś all in one, byle szybko, byle opakowanie zmieściło się do walizki.

I przychodzi taki moment, kiedy przeglądamy się w lustrze, a nasze lśniące włosy wyglądają na wypłowiałe, wypadają i nie mają blasku. Ja w domu mam dodatkowo jeszcze dwie panny, gdzie jedna włosy na za pupę, a druga do ramion. To zobowiązuje. Nie mogę pozwolić sobie na byle szampon, bo potem po prostu nie ogarnę tematu. A dodatkowo wiecie jakie ilości szamponu zużywają moje Roszpunki?? Butelkę to my mamy dosłownie na kilka dni. Jak kupuję szampony to w ilościach hurtowych i szukam takich bez parabenów.



Markę Marion znam od dawna. Używam ich olejków do włosów. Zawsze uważałam, że to świetna i zarazem niedroga marka, no i na dodatek polska. Po serię Professional sięgnęłam jednak pierwszy raz. Miałam do nich zaufanie i wiedziałam, że moim włosom nic złego nie grozi. No i się nie myliłam.


Doskonałe pomysły na pachnące buty

New Balance, Nike, Adidas, Puma...teraz każdy ma lub marzy, by mieć najnowszy model. Dziewczyny zamiast szafy pełnej szpilek, mają szafy pełne sneakersów w różnych kolorach. Projektanci prześcigają się w printach, wzorach i połączeniach kolorystycznych, a największe gwiazdy chętnie sygnują swoim nazwiskiem modele najnowszych "adidasów".

Kartka z kalendarza - lipiec 2017

Pewnie myślicie sobie, że się obijam. Całymi tygodniami nic nie piszę, ale to tylko dlatego, że w tym roku dużo wcześniej zaczęliśmy wakacje. To był nasz pierwszy rodzinny wyjazd do USA i wszystkie inne spawy zeszły na dalszy plan. Chyba nie muszę Wam opowiadać ile kosztowało nas to stresu i przygotowań. A koniec roku szkolnego jak zwykle obfitował w wiele kampanii i testów. Wszystko niestety zostanie opublikowane z opóźnieniem. Proszę więc o zrozumienie. Lipcowa kartka do pobrania na szczęście w miarę na czas. Zapraszam!

Kartka z kalendarza - czerwiec 2017

To była długa zima. Jeszcze w maju sypnęło śniegiem. Wydawało mi się, że chodzę w zimowej kurtce okrągły rok. Na szczęście mamy czerwiec! Uff! Temperatury przekraczają już 26 stopni, drzewa zazieleniły się tak, że za oknem widzę tylko tony liści. Nie mogłam się już doczekać słonka, miałam dosyć wiatru i śniegu. Jedna nogą jestem już na urlopie i zupełnie nie mogę się skupić na pracy. Moje dziewczyny też już odliczają dni do wakacji i ostatni raz w tym roku szkolnym skorzystają z kalendarza. Póki co mamy początek miesiąca, więc zapraszam do pobrania czerwcowej karteczki :) Zaplanowaliście już wakacje?




Kapsułka doskonała! Vizir

Dzięki Everydame.pl miałam przyjemność kolejny raz uczestniczyć w testach kapsułek Vizir. Ja jako maniaczka prania nie mogłam przegapić tej okazji. Mogę prać i prać, a jeśli środek do prania dodatkowo jest fajny, innowacyjny i pranie po nim ładnie pachnie, to jestem już w siódmym niebie.

Otrzymałam zestaw kapsułek dla siebie jak i dla moich znajomych. Wszystkie zostały rozdane i mam nadzieję, że moje sąsiadeczki, koleżanki i przyjaciółki zadowolone są z testów tak jak i ja.


Uwielbiam tą formę detergentu. Mam w domu wiele kapsułek, ale te dodatkowo urzekły mnie swoim wyglądem. Są śliczne, prawda?


A teraz przedstawię Wam garść zalet, bo wad nie znalazłam :)

1. Kapsułka jest do prania rzeczy białych jak i koloru
2. Jedna kapsułka wystarczy na 5 kg prania
3. Pięknie pachnie
4. Pierze, wybiela i nadaje blasku tkaninom
5. Jest bardzo wygodna i ekonomiczna w użyciu
6. Ma nowoczesny design
7. Zajmuje niewiele miejsca w łazience

Kapsułki Vizir znajdziecie w sklepach w trzech różnych wariantach :
- ALPINE FRESH
- TOUCH OF LENOR FRESHNESS
- SENSITIVE


Mnie najbardziej przekonała uniwersalność kapsułek. Nie muszę już mieć innego środka do białych rzeczy a innego do koloru. Wiem, że biel będzie doprana, a ciemne rzeczy nie stracą swoich barw. Czego chcieć więcej?

Zapraszam Was serdecznie na stronę Everydayme.pl
To tam można się zgłosić do różnych kampanii, przetestować nowe produkty i napisać własną recenzję. Często możemy zamówić tam po prostu same próbki. Już nigdy więcej kupowania kota w worku :)

Kartka z kalendarza - maj 2017

Witaj maj, piękny maj...brzmiały słowa piosenki. My możemy jedynie powiedzieć : Witaj Maj, czemu jeszcze jest tak zimno?
Na pocieszenie kartki z kalendarza w tym miesiącu będą w słonecznych kolorach. Zapraszam serdecznie do pobierania (wystarczy kliknąć wybrany obrazek i pobrać go z mojego dropbox).
Życzę wszystkim udanej majówki!



Lumea Prestige BRI950 - efekty

Lumea Prestige BRI950  to urządzenie do depilacji światłem IPL, które mam przyjemność testować od kilku tygodni o którym pisałam tu. Uznałam, że to najlepszy moment, by podzielić się z Wami informacją czy warto i czy widoczne są jakieś efekty. Wiele z nas podchodzi do takich urządzeń bardzo sceptycznie i uważa, że tylko zabieg wykonany w salonie kosmetycznym może być skuteczny.

I tu mogę powiedzieć - mylicie się kobitki! To pierwsze urządzenie na rynku, które możemy używać w domowym zaciszu i uzyskać takie same efekty jak w salonie. W spokoju, w ciszy, bez skrępowania możemy sobie wydepilować dosłownie co chcemy :) nie przekraczając linii kości policzkowych.
Ja skusiłam się na depilację nóg, bikini i pach. Jest jednak wiele kobiet, które borykają się z wąsikiem lub ciemnymi włoskami wyrastającymi na brodzie. Dzięki Lumea Prestige będą mogły same poradzić sobie z tym krępującym problemem.

Zanim rozpoczniemy zabieg  musimy usunąć włoski najlepiej maszynką do golenia. Skórę należy również dokładnie wysuszyć. Potem już z górki - sprawdzamy czujnikiem Smart Skin poziom jakiego musimy użyć i fruu. Cały zabieg trwa dosłownie chwilkę. Na pachy poświęcamy mniej  niż minutę, bikini ok 3 minut. Najdłużej się schodzi z nogami ale to i tak jest tylko kilka minut.

Po zabiegu spokojnie możemy używać wszystkich kosmetyków, musimy jednak pamiętać, że skóra może być podrażniona.





 Co najważniejsze - zabieg jest zabieg jest zupełnie BEZBOLESNY! możemy w niektórych miejscach odczuć ciepło ale trwa to jedynie sekundę.
Samo światło IPL jest bezpieczne dla oczu, a jeśli zabieg wykonamy w świetle dziennym sam błysk jest mniej rażący.



Zabieg bardzo prosty, szybki i intuicyjny. A jak z efektami?
Producent gwarantuje nam mniej włosków o  92%  już po 3 zabiegach. Ja zauważyłam efekty bardzo szybko. Największe na nogach. Włoski stały się mniej widoczne i odrastają dużo wolniej. Normalnie goliłam nogi co dwa dni, teraz mogę cieszyć się gładką skórą ponad dwa tygodnie, a w miarę używania Lumea czas ten ma się wydłużać aż do 8 tygodni! 
W strefie bikini różnica jest już po pierwszym zabiegu (wybaczcie za brak zdjęć :)) Włoski są, ale wolniej rosną i jest ich dużo mniej. A co dla mnie najważniejsze - nie ma żadnych podrażnień! Zero wrastających włosków i krostek, co w tej strefie zdarza się bardzo często.
Pod pachami jest najtrudniej, bo włoski są mocne. Tu jednak po 4 zabiegach pojawiły się "łyse" miejsca, w których włosków nie ma wcale!

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia robione przed depilacją pach. Niestety nie posiadam zdjęcia przed pierwszym zabiegiem, bo pacha była wydepilowana zanim otrzymałam produkt Lumea.





 Jak widzicie po kilku zabiegach widać, że włoski są słabsze i jest ich mniej. Do wakacji pachy będą zupełnie gładkie!


Czytałam w internecie dużo opinii typu :użyłam Lumea dwa razy i nie widzę efektów. Kochane to urządzenie, którego musimy używać SYSTEMATYCZNIE! Tylko to gwarantuje nam gładką skórę.Zabieg musimy najpierw powtarzać co dwa tygodnie. Potem sukcesywnie czas się ten wydłuża do 4 tygodni i więcej. Jeśli nie jesteśmy systematyczne, to nie liczmy na cud. 
Na szczęście Lumea pomaga nam i udostępnia aplikację na telefon, która przypomni kiedy mamy następny zabieg. 


Wg aplikacji pachy i nogi muszę wydepilować dopiero za ponad miesiąc :) 
Wakacje przede mną i w końcu będę mogła cieszyć się gładką skórą! 
Czy jestem zadowolona z używania Philips Lumea Prestige BII950? Tak! i to bardzo! 

A Wy co myślicie o tym sprzęcie? Macie? Używacie? Czy może planujecie zakup? Jeśli tak to polecam z pełnym przekonaniem o jego skuteczności!

Wpis uzupełnię jeszcze o zdjęcia po kilku następnych zabiegach. Do zobaczenia! Ja zaczynam planować wakacje w bikini :)


Lumea Prestige BRI950 - wprowadzenie


Włosy na nogach, pod pachami, bikini...najchętniej byśmy się ich pozbyły raz na zawsze. Nie znosimy ich golić, depilować, usuwać. Wszystko kojarzy się nam z bólem, wrastającymi włoskami, podrażnieniami skóry. A jak skóra już dojdzie do siebie, to znowu mamy odrośnięte włoski i znowu musimy je golić, depilować, usuwać. I tak w kółko. Jeszcze gdybyśmy to robiły raz w miesiącu to da się przeżyć, ale niektóre z nas muszą to robić co kilka dni.

Kobiety zazwyczaj dzielą się na te, które używają maszynek do golenia lub na te, które się depilują (kremami, depilatorami lub woskiem). Ja mam bardzo wrażliwą skórę i na dodatek jestem leniuszkiem, więc najczęściej sięgałam po maszynkę do golenia. Oczywiście nie muszę nikomu tłumaczyć jak czasem wyglądała skóra po takim goleniu. Już od jakiegoś czasu myślałam o wizycie w salonie i usunięciu włosków laserem, ale koszt i plotki o poparzeniach skóry, odsuwały skrzętnie te myśli.

Jak na zawołanie pojawiła się możliwość przetestowania depilatora Philips Lumea Prestige BRI950. Dzięki Trnd Polska udało mi się i tak to cudowne urządzenie pojawiło się u mnie w domu.




Philips Lumea jest depilatorem, który używa światła IPL. Światło to dociera bezpośrednio do cebulek włosa i opóźnia jego wzrost. Producent gwarantuje nam zmniejszenie ilości włosków o 92% już po 3 zabiegach. Wierzycie? Ja przekopałam internet w poszukiwaniu zdjęć przed i po a także opinii na temat zabiegu. Znalazłam niewiele i chyba przyszła pora na sprawdzenie tego urządzenia na własnej skórze.

Ale zacznijmy od początku. Wpis podzieliłam na dwa oddzielne posty. Dopiero w drugim opowiem Wam o efektach. Tu wspomnę kilka słów o samym urządzeniu.
Po pierwsze jest bardzo ładne. To taki sprzęt, który powinna mieć w domu każda kobieta. Wiem, teraz krzykniecie, że nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek, ale kiedy przekalkulujemy koszty zabiegów w salonie (ok. 600 zł za jeden!) to same stwierdzicie, że się po prostu opłaca. Lumea Prestige nie wymaga wymiany żadnych części a lampa starcza na 250 tysięcy błysków, czyli ponad 20 lat używania.

Samo urządzenie jest bardzo intuicyjne w obsłudze. Posiada czujnik Smart Skin, dzięki któremu dopasujemy intensywność światła IPL do koloru naszej skóry. Ma 5 stopni mocy, co sprawdza się w przypadku różnego rodzaju włosków.



Mamy też dwie nakładki ( w innym modelu jest ich 4) Jedna nakładka (większa) nadaje się do depilacji większych powierzchni ciała , a druga nakładka do mniejszych i delikatniejszych ( np. na twarzy)




Urządzenie posiada ładowarkę, ale bez problemu  możemy używać go bez kabla po wcześniejszym naładowaniu.

Przystępując do depilacji musimy wiedzieć, że światło IPL oddziaływuje tylko na włoski ciemne. Nie nadaje się do włosków blond, siwych i rudych ponieważ musi być zachowana różnica pomiędzy kolorem włosa a kolorem skóry. W tym wypadku Lumea nie zadziała również na skórze bardzo ciemnej.

Powinniśmy również sprawdzić kto i dlaczego nie może używać zabiegów z użyciem światła IPL. 
Producent informuje, że depilatora nie powinny używać osoby :

- z chorobami skóry
- ze znamionami (z dużą ilością pieprzyków)
- z problemami naczyniowymi ( żylaki, popękane naczynka)
- z cukrzycą, porfirią, niewydolnością serca
- ze skórą wrażliwą na światło
- z bardzo słabą odpornością 
- z uczuleniami, opryszczką, zapaleniem mieszkowym, z krwiakami, otarciami skóry
- nie wolno używać depilatora na tatuażach i miejscach z makijażem permanentnym
- oraz kobiety w ciąży lub karmiące

Jeśli znalazłyśmy się w grupie osób tak jak ja, które mogą używać tego cudeńka to przystępujemy do depilacji. A o tym w następnym wpisie. Zapraszam tutaj!







Niebieski słoń w składzie...szczotek

Kto nie zdążył umyć okien przed świętami? A kto może umył i mocno tego żałuje? A może jeszcze nie rozpoczęliście generalnego sprzątania po zimie? Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i wiosenne porządki spokojnie możemy przeciągnąć jeszcze na maj. Ja okna umyłam, ale niestety po tych wszystkich opadach, wyglądają jak przed myciem. Tak naprawdę sprzątanie to syzyfowa praca i jedynie systematyczni mogą cieszyć się porządkiem na co dzień.
Komu chce się sprzątać non stop? Mnie sprzątanie odpręża. Kupowanie chemii gospodarczej i akcesoriów kręci mnie tak samo jak promocja -55% w Rossmannie. Na dziale z płynami i mopami mogę spędzić dobry kwadrans kupując co i raz jakieś nowinki. A jeszcze jak jakaś marka nie jest nudna i nie powiela tego co wszyscy, to już w ogóle jestem happy.
I jak się w tym momencie pewnie domyślacie, chciałabym Wam pokazać jedną z marek, która urzekła mnie swoją kreatywnością, pomysłowością w jednoczesnym zachowaniu klasyki i prostoty.

Marka Elephant pochodzi z Francji. Jest tam bardzo ceniona przez panie domu i bardzo dobrze się sprzedaje. U nas jeszcze nie jest znana, ale ja Wam powiem, że przebiła do tej pory moje ulubione firmy. W ich ofercie znajdziecie różne szczotki, mopy, akcesoria do mycia okien. Nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie wygląd tych rzeczy i ich innowacyjność.



I tak na początek skradł moje serce zwykły mop obrotowy. A wcale on nie jest taki zwykły, bo po pierwsze jest maluśki i mogę go potem łatwo schować, lekki i razem z wodą wiadro nie waży dwóch ton i bardzo cichy, co jest idealne dla mam, które myją podłogi jak ich pociechy pójdą spać. Nie wspomnę, że od kiedy go mam częstotliwość mycia podłóg wzrosła o dobre 500% :)











Tym mopem myję terakotę w łazience, kuchni i przedpokoju. Idealnie wchodzi pod meble, bo główka mopa się składa na płasko. Uwielbiam go!

Drugi mop jest mopem płaskim. Używam go do mycia drewnianych podłóg w salonie i pokojach. Ma bardzo wygodny system wyciskania wody. Dodatkowo jest niewielki i lekki i w porównaniu do moich starych mopów zrobiony jest z bardzo wysokogatunkowych materiałów, dzięki czemu jest wytrzymały. 



Kolejne rzeczy, które bardzo przypadły mi do gustu to różne szczotki do szorowania.
Ta jest do fug, ale każda właścicielka Thermomixa dobrze wie, że to najlepsza szczotka do czyszczenia noży w TM. Jest wąska, więc dociera tam, gdzie inne szczotki nie mają szans.


A tu poniżej macie już klasyczną szczotkę do fug. Jest wąska i bardzo ostra. Włoski są twarde, dzięki czemu można wyszorować nawet najgorzej zabrudzone fugi.


Ta szczotka natomiast skradła moje serce, bo jest giętka i bardzo wygodnie szoruje się nią takie rzeczy jak krany, gdzie ciężko z tyłu dosięgnąć zwykłą szczotką. 


Kolejna szczotka, która mnie bardzo zaskoczyła to taka, do której możemy nalać płynu np. do mycia naczyń. Potem podczas szorowania na przykład garnka czy patelni, lekko naciskamy przycisk i płyn automatycznie się wylewa.


Czy teraz widzicie jakie mają fajne rozwiązania? Czy ktoś z Was tak jak ja uwielbia takie gadżety? Przy okazji kolejnych zakupów poszukajcie w sklepach niebiesko- białych  produktów z logo słonia, a gwarantuje Wam, że zakochacie się w nich od pierwszego użycia.



Jeśli jesteście zainteresowane całą ofertą tej marki, to zapraszam na stronę dystrybutora Inter-Vion
A ja lecę umyć podłogi :)