Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonała testuje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą doskonała testuje. Pokaż wszystkie posty

Doskonała testuje - kostki toaletowe BREF DE LUXE

 Tak się czasami zastanawiam, czy ja lubię sprzątać, czy może lubię porządek. Ludzie mi powtarzają, że w mieszkanie to nie muzeum, że bałagan na biurku mają osoby kreatywne i twórcze, że bałagan jest oznaką geniuszu itp... Nie wiem ile w tym racji i prawdy. Wiem jedno, bałagan w domu mam często i często robię go sama, np. gotując. Jest jedno ale. Bałagan a brudne mieszkanie to nie to samo. Tak więc dochodzę do wniosku, że bałagan można mieć, ale brud już jest niedopuszczalny. Nie ważne, czy to będą ręczniki, czy wanna, czy może blat roboczy w kuchni, czy wc. Musi być czysto i kropka. Jeśli ktoś zaprasza mnie do siebie na kawę i przeprasza za bałagan, mam to w nosie, bo nie zwracam na to uwagi, ale jeśli ekspres do kawy będzie uwalony, poklejony i brr....aż mnie wzdryga na samą myśl, to wiedz, że wtedy pomyślę, że ten ktoś jest brudasem. Jeśli w gościnie skorzystam z toalety, to na bank zwrócę uwagę na czysty kibelek i na ręcznik, który dostanę do wytarcia rąk. Umiłowania do czystości nie wypija się z mlekiem matki, tego się trzeba nauczyć, lub po prostu dorosnąć do pewnych spraw.

To nie jest jakaś wyższa szkoła jazdy, aby było czysto. Ręczniki wrzucić do prania, nie równa się z rozwiązaniem równania z trzema niewiadomymi, logarytmem i pierwiastkiem. Wyszorowanie kibelka nie jest zadaniem przerastającym nasze możliwości finansowe, ani logistyczne. To po prostu trzeba robić systematycznie i już. Jaki problem jest zalać toaletę na noc jakimś środkiem do czyszczenia i powiesić kostkę toaletową, która przez dłuższy czas będzie dbała o zapach i higienę muszli? Żaden! Wystarczy wybrać odpowiednie środki i już. 

Kostki toaletowe. Jak wiecie jest ich dosyć sporo na rynku. Kolory, kształty, zapachy kuszą nas z sklepowych półek. Można dostać oczopląsu. Ja zawsze muszę wypróbować jakąś nowość i dopiero po zużyciu mogę z pełną pewnością do niej powrócić lub szukać dalej, aż w końcu znajdę produkt spełniający moje oczekiwania. A jakie mam oczekiwania? Po pierwsze - ma działać! chronić przed brudem, kamieniem i bakteriami. Po drugie - ma wyglądać. Powinna być ładna, schludna i wygodna w aplikacji. Po trzecie - ma pachnieć! A najlepiej, żeby pachniała cały czas. I tu dochodzimy do sedna. Taką kostką jest Bref Deluxe, który właśnie zawisł w mojej muszli klozetowej.


Jestem po 20 dniach używania go. Nie wiem, czy to dużo, czy mało, bo oczywiście zależy to od ilości spuszczanej wody, osób zamieszkujących nasze gospodarstwo domowe. U mnie po 20 dniach kostka się cała wypłukała i wymieniam ją na kolejną, lecz teraz sprawdzę inny zapach. 

Czy zauważyłam różnicę? Tak! Przez te całe 20 dni w mojej toalecie pachniało. Nie osadzał się żaden osad, ani kostka nie spadła do środka. Nie wyleciała też z niej zawartość, co zdarza się przy innych markach.

Tak więc po 20 dniach spokojnie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z produktu, że chętnie po niego sięgnę i wypróbuję inne zapachy, szukając swojego ulubionego. 



Na sam koniec mała uwaga. Te filmy na Tik Toku pokazujące, że kostkę zakłada się, wkładając ją pod kołnierz muszli są śmieszne ale bez sensu. Prawidłowe zawieszenie kostki powinno być na brzegu muszli, no chyba że chcecie co i raz wyciągać kostkę z wody :) 


Naczynia na błysk!

Wiecie, że większość Waszych maili do mnie dotyczy zmywarki? Najczęściej zadajecie mi pytania, czemu Wasza zmywarka nie domywa naczyń, czemu na kubkach zostaje osad po herbacie, czemu szklanki i kieliszki nie mają blasku, który obiecuje nam producent nabłyszczaczy.
Powodów takich sytuacji może być wiele. Zaczynając od braku soli, zapchanych filtrów, złej jakości wody, aż po rodzaj środków czyszczących jakich używacie.
Ja już od dłuższego czasu pilnuję, aby myć zmywarkę przynajmniej raz w miesiącu. Kupuję dobre kapsułki do mycia naczyń oraz uzupełniam pojemnik na sól i nabłyszczacz, nawet jak moje kapsułki są 10 w 1 :)


Używałam już wiele kapsułek i tabletek. Ludwik, Somat, Fairy, Finish, W5, Dreft. Każde z nich mają i wady i zalety. Jedne bardziej domywają niż inne, po jednych naczynia pachną, a po innych nie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że te są najlepsze i koniec, bo każda z nas ma inne preferencje. Ja nie dość, że zwracam uwagę na to jak kapsułka (czy tabletka) domywa, ale też jak pachnie zmywarka zaraz po otwarciu jej, po myciu naczyń. Zapach dla mnie równie ważny jak działanie. Ważne jest też dla mnie jak tabletki, czy kapsułki są zapakowane, czy opakowanie można swobodnie zamykać i otwierać, a czy może trzeba je wyrzucić.

Ostatnio używam Finish Quantum Ultimate, ale nie zaczęłam od zwykłego wstawienia naczyń. Na pierwszy ogień poszło naczynie żaroodporne po pieczonym indyku i ruszt od palników gazowych. To najlepsze na testy. Tłuszcz nie miał szans z nową kapsułką.






Pewnie się zastanawiacie dlaczego kapsułka ma trzy komory. Już wyjaśniam :

- w pierwszej komorze znajduje się proszek czyszczący
- w drugiej środek, który usuwa tłuszcz
- w trzeciej najmniejszej - nabłyszczacz

Kiedyś ta czerwona kuleczka była w tabletkach Finish Powerball. W nowym Finis Quantum Ultimate jest płynna, dzięki czemu rozpuszcza się szybciej, nawet w krótkim cyklu zmywania i nadaje niesamowity blask.


Moje wnioski po kilku tygodniach używania kapsułek Finish Quantum Ultimate wypunktuję w kilku zaletach :

- wygodne opakowanie
- plastyczna kapsułka, którą wkłada się wygodnie nawet do starych zmywarek, gdzie inne kapsułki się nie mieszczą
- nienachalny zapach po myciu naczyń
- świetnie usuwa tłuszcz
- zero osadu po herbacie na kubkach
- z kapsułek nie usuwa się folii, więc nie tworzymy dodatkowych śmieci, a samo opakowanie nadaje się do recyklingu

Czy zostanę przy tych kapsułkach? Póki co na pewno, ale moja dusza poszukiwacza nowinek na pewno nie pozwoli mi na zostanie przy tych jednych na zawsze. A Wy czego używacie do mycia naczyń w zmywarkach?

#wybieramblask #wybieramfinish #finishquantum #projekttrnd


Doskonała testuje tabletki do zmywarki Somat Gold

Czy zdajecie sobie sprawę jak dużo ludzi posiada zmywarki i z nich nie korzysta? Naczynia piętrzą się w zlewach i przyprawiają o ból głowy. A zmywarka stoi pusta, albo co gorsze to czasem stoi zapełniona i nikt nie chce jej opróżnić. Nie zdajemy sobie sprawy, że to tak naprawdę kilka minut i mamy oszczędność i czasu i wody. Szczerze?! zmywanie naczyń jest to jedyna domowa czynność, której nienawidzę robić. Nie dość, że niszczą się paznokcie, wysusza się skóra dłoni, to na dodatek wizja zmywania patelni po smażeniu kotletów jest przerażająca. Dlatego ja uwielbiam swoją zmywarkę i jestem bardzo wdzięczna temu kto ją wymyślił.

Ostatnio wzięłam udział w akcji na rekomenduj.to i miałam przyjemność testować razem z moimi znajomymi tabletki do zmywarki Somat Gold.


Odkurzacz doskonały - Philips SpeedPro Max

Piaskownica...zmora wielu rodziców. Wraca taki dzieciak z podwórka, zdejmuje buty i wysypuje całą zawartość w przedpokoju. Potem jeszcze troszkę w kieszeniach, w nogawkach, a czasem nawet w kapturze. Wyciągasz odkurzacz, kabel, rurę...odkurzasz szybko, składasz odkurzacz, rurę, zwijasz kabel. Mija kilka godzin, dziecko znowu wpada na chwilę po picie i znowu wysypuje się z niego pół ciężarówki piachu...I co? znowu odkurzacz? czy może olewasz i zostawiasz skrzypiący piach na podłodze?
Ja odkurzam, ale teraz odkurzam z przyjemnością. Mogę odkurzać co pięć minut! a co tam! mogę odkurzać cały dzień, świątek, piątek i niedzielę (tak wiem, w niedzielę się nie odkurza) Mogę odkurzać wieczorem i rano, w piżamie i w kiecce. A to tylko dlatego. że już nie muszę przynosić wielkiego odkurzacza, składać rury, wyciągać kabla. Odkurzam leciutkim i poręcznym odkurzaczem akumulatorowym!

Truskawkowe love Le Petit Marseillais

....Ja Monika - autorka bloga doskonalapanidomu.blogspot.com - Ambasadorka Le Petit Marseillais, uroczyście obiecuję sama sobie, że codziennie będę się cieszyć drobnymi, pozytywnymi chwilami, które mnie spotykają. I zamierzam z nich czerpać garściami. Zatroszczę się także o swoją skórę, aby była nawilżona i pachnąca. Będę korzystać  z dobrodziejstw natury, bogactwa jej składników oraz zapachów. Zobowiązuję się do zachowania uśmiechu i radości życia, którymi podzielę się ze swoimi najbliższymi. Skupię się na tym, co pozytywne, odnajdując radość i spokój nawet z najmniejszych codziennych rytuałach. Każdego dnia będę dbać o swoje dobre samopoczucie....

Czy sprzątanie może być hygge?

W ciągu ostatnich dwóch lat, internet i księgarnie zalały książki o hygge. Ludzie dwoją się i troją w poszukiwaniu swojej receptury na chwile szczęścia. Hygge to coś czego się nie da sklasyfikować w jednej definicji. To stan umysłu, to otoczenie, miejsce, chwila. Samo słowo wywodzi się z norweskiego - dobre samopoczucie, ale dla każdego hygge jest czymś innym. Dla jednych będzie to odpoczynek pod kocem z kubkiem kawy w ręku, a dla innych oglądanie zachodu słońca nad morzem. Spacer w lesie lub po prostu widok śpiącego dziecka w łóżeczku. Każdy z nas ma prawo znaleźć swoje hygge i nie ważne w czym, ważne by dawało nam chwilę szczęścia.

Żelazko w ruch - para buch!

Żelazko - niby taka zwykła rzecz. Chyba każda pani domu ma w domu, choć wiem, że nie każda używa :) Ja nie wyobrażam sobie nie prasowania rzeczy. Po wysuszeniu zawsze prasuję wszystkie rzeczy córek, swoje i męża niektóre. Często prasuję rzeczy tuż przed samym ich założeniem, bo niestety w szafie się pogniotły np. koszule.

Żelazko kupiłam sobie dobre i firmowe, ale już po kilku miesiącach byłam niezadowolona. Przypalona i żółknąca stopka, za duży ciężar. No ale to taki produkt, który wymieniamy dopiero jak się zepsuje. Tak więc prasuję z zaciśniętymi zębami, czekając aż moje żelazko padnie.

Będąc w społeczności trnd.pl mam ostatnio możliwość testów nowego żelazka Philips PerfectCare Elite Plus. Żelazko o którym mówię to żelazko ze stacją parową, pionowym wyrzutem pary i innymi bajerami, o których postaram się Wam napisać w skrócie.



Kosmetyki dla Twojego domu - MillClean

My Polki bardzo dbamy o swoje mieszkania. Remontujemy je non stop, dekorujemy najmodniejszymi dodatkami, sprzątamy na błysk. A czy kupując chemię czyszczącą do domu kierujemy się trendami i modą? Czy wybieramy produkty te co zawsze, czy może sięgamy po co raz lepsze, nowocześniejsze i ładniejsze?

Powiem Wam szczerze, że opatrzyły mi się już niektóre produkty. Od wielu lat to samo opakowanie, ten sam zapach. Co z tego, że jest świetny? Nudzi mnie to już. Chcę mieć coś fajnego, innego. Chcę by po umyciu podłóg w domu pachniało ładnie i oryginalnie, a nie tak jak w firmowej łazience. Chcę, by każdy kto wchodzi do mojego domu mówił " ale ładnie pachnie, co to?" a nie " o! myłaś właśnie toaletę"
Czy mam duże wymagania? Chyba nie. Jako co raz bardziej świadome klientki oczekujemy, wymagamy i mamy do tego prawo. Przy tak dużej konkurencji na rynku środków czystości, pora zacząć się wyróżniać.

Mill Clean - pewnie zauważyliście na moim instagramie te śliczne butelki, niczym słodkie napoje. Urzekły mnie swoimi kolorami i zapachami. To kosmetyki dla domu. Brzmi zachęcająco, prawda? Ostatnio miałam przyjemność testować kila z nich i chętnie podzielę się z Wami swoją opinią.




Kobieta w masce

Nie mam czasu na bieganie po salonach spa, nie mam czasu na siedzenie z plastrami ogórka na czole i peelingiem z kawy na udach. Poszukuje rozwiązań wygodnych i szybkich. Bardzo późno chodzę spać, a przecież każdy chce świetnie wyglądać rano. Ja też! Uwielbiam więc kosmetyki, które pracują za mnie i dla mnie. Najlepiej wtedy kiedy śpię. To idealne rozwiązanie dla takich sówek jak ja. Wstaję rano i już. Nie muszę nic siebie ścierać, zdzierać i wklepywać. Swego czasu byłam maniaczką koreańskich masek w płachcie. Zamawiałam je w Korei lub kupowałam w TK Maxx, ale ostatnio zauważyłam, że nie ważne ile zapłacę za taką maskę i nie ważne jakiego jest rodzaju- każda działa tak samo. W większości tych masek odczułam jedynie działanie kojące. A ja chcę, by takie maski nawilżały, oczyszczały, koiły, regenerowały...Czy wymagam za dużo? Czy są takie maseczki? Ba! oczywiście, że są. Najlepsze jest to, że nie muszę ich szukać w Korei, bo mam je pod nosem np. w Rossmannie.

Maurissê - czy ta firma Wam coś mówi? Mi, nie bardzo, choć to nasza rodzima firma. I dopiero po wygooglowaniu sobie nazwy, mogłam zobaczyć ile mają świetnych marek na rynku kosmetycznym. I tu właśnie pojawia się MultiBiomask 





Marion Professional - pielęgnacja doskonała

Wakacje dały porządnie w kość moim włosom. Słońce, wiatr i słona woda oceanu. Okropna wilgotność w Nowym Jorku, potem upalne dni na Kaszubach i wiecznie spocona skóra głowy. To nie mogło się dobrze skończyć. Moje włosy dosłownie wołały o pomoc.

Na wakacjach nie zawsze używamy naszych ulubionych i sprawdzonych kosmetyków. Prawie nigdy nie myślimy o ochronie UV, nie mamy czasu na maski i odżywki. Najczęściej kupujemy jakieś all in one, byle szybko, byle opakowanie zmieściło się do walizki.

I przychodzi taki moment, kiedy przeglądamy się w lustrze, a nasze lśniące włosy wyglądają na wypłowiałe, wypadają i nie mają blasku. Ja w domu mam dodatkowo jeszcze dwie panny, gdzie jedna włosy na za pupę, a druga do ramion. To zobowiązuje. Nie mogę pozwolić sobie na byle szampon, bo potem po prostu nie ogarnę tematu. A dodatkowo wiecie jakie ilości szamponu zużywają moje Roszpunki?? Butelkę to my mamy dosłownie na kilka dni. Jak kupuję szampony to w ilościach hurtowych i szukam takich bez parabenów.



Markę Marion znam od dawna. Używam ich olejków do włosów. Zawsze uważałam, że to świetna i zarazem niedroga marka, no i na dodatek polska. Po serię Professional sięgnęłam jednak pierwszy raz. Miałam do nich zaufanie i wiedziałam, że moim włosom nic złego nie grozi. No i się nie myliłam.


Kapsułka doskonała! Vizir

Dzięki Everydame.pl miałam przyjemność kolejny raz uczestniczyć w testach kapsułek Vizir. Ja jako maniaczka prania nie mogłam przegapić tej okazji. Mogę prać i prać, a jeśli środek do prania dodatkowo jest fajny, innowacyjny i pranie po nim ładnie pachnie, to jestem już w siódmym niebie.

Otrzymałam zestaw kapsułek dla siebie jak i dla moich znajomych. Wszystkie zostały rozdane i mam nadzieję, że moje sąsiadeczki, koleżanki i przyjaciółki zadowolone są z testów tak jak i ja.


Uwielbiam tą formę detergentu. Mam w domu wiele kapsułek, ale te dodatkowo urzekły mnie swoim wyglądem. Są śliczne, prawda?


A teraz przedstawię Wam garść zalet, bo wad nie znalazłam :)

1. Kapsułka jest do prania rzeczy białych jak i koloru
2. Jedna kapsułka wystarczy na 5 kg prania
3. Pięknie pachnie
4. Pierze, wybiela i nadaje blasku tkaninom
5. Jest bardzo wygodna i ekonomiczna w użyciu
6. Ma nowoczesny design
7. Zajmuje niewiele miejsca w łazience

Kapsułki Vizir znajdziecie w sklepach w trzech różnych wariantach :
- ALPINE FRESH
- TOUCH OF LENOR FRESHNESS
- SENSITIVE


Mnie najbardziej przekonała uniwersalność kapsułek. Nie muszę już mieć innego środka do białych rzeczy a innego do koloru. Wiem, że biel będzie doprana, a ciemne rzeczy nie stracą swoich barw. Czego chcieć więcej?

Zapraszam Was serdecznie na stronę Everydayme.pl
To tam można się zgłosić do różnych kampanii, przetestować nowe produkty i napisać własną recenzję. Często możemy zamówić tam po prostu same próbki. Już nigdy więcej kupowania kota w worku :)

Lumea Prestige BRI950 - efekty

Lumea Prestige BRI950  to urządzenie do depilacji światłem IPL, które mam przyjemność testować od kilku tygodni o którym pisałam tu. Uznałam, że to najlepszy moment, by podzielić się z Wami informacją czy warto i czy widoczne są jakieś efekty. Wiele z nas podchodzi do takich urządzeń bardzo sceptycznie i uważa, że tylko zabieg wykonany w salonie kosmetycznym może być skuteczny.

I tu mogę powiedzieć - mylicie się kobitki! To pierwsze urządzenie na rynku, które możemy używać w domowym zaciszu i uzyskać takie same efekty jak w salonie. W spokoju, w ciszy, bez skrępowania możemy sobie wydepilować dosłownie co chcemy :) nie przekraczając linii kości policzkowych.
Ja skusiłam się na depilację nóg, bikini i pach. Jest jednak wiele kobiet, które borykają się z wąsikiem lub ciemnymi włoskami wyrastającymi na brodzie. Dzięki Lumea Prestige będą mogły same poradzić sobie z tym krępującym problemem.

Zanim rozpoczniemy zabieg  musimy usunąć włoski najlepiej maszynką do golenia. Skórę należy również dokładnie wysuszyć. Potem już z górki - sprawdzamy czujnikiem Smart Skin poziom jakiego musimy użyć i fruu. Cały zabieg trwa dosłownie chwilkę. Na pachy poświęcamy mniej  niż minutę, bikini ok 3 minut. Najdłużej się schodzi z nogami ale to i tak jest tylko kilka minut.

Po zabiegu spokojnie możemy używać wszystkich kosmetyków, musimy jednak pamiętać, że skóra może być podrażniona.





 Co najważniejsze - zabieg jest zabieg jest zupełnie BEZBOLESNY! możemy w niektórych miejscach odczuć ciepło ale trwa to jedynie sekundę.
Samo światło IPL jest bezpieczne dla oczu, a jeśli zabieg wykonamy w świetle dziennym sam błysk jest mniej rażący.



Zabieg bardzo prosty, szybki i intuicyjny. A jak z efektami?
Producent gwarantuje nam mniej włosków o  92%  już po 3 zabiegach. Ja zauważyłam efekty bardzo szybko. Największe na nogach. Włoski stały się mniej widoczne i odrastają dużo wolniej. Normalnie goliłam nogi co dwa dni, teraz mogę cieszyć się gładką skórą ponad dwa tygodnie, a w miarę używania Lumea czas ten ma się wydłużać aż do 8 tygodni! 
W strefie bikini różnica jest już po pierwszym zabiegu (wybaczcie za brak zdjęć :)) Włoski są, ale wolniej rosną i jest ich dużo mniej. A co dla mnie najważniejsze - nie ma żadnych podrażnień! Zero wrastających włosków i krostek, co w tej strefie zdarza się bardzo często.
Pod pachami jest najtrudniej, bo włoski są mocne. Tu jednak po 4 zabiegach pojawiły się "łyse" miejsca, w których włosków nie ma wcale!

Poniżej przedstawiam Wam zdjęcia robione przed depilacją pach. Niestety nie posiadam zdjęcia przed pierwszym zabiegiem, bo pacha była wydepilowana zanim otrzymałam produkt Lumea.





 Jak widzicie po kilku zabiegach widać, że włoski są słabsze i jest ich mniej. Do wakacji pachy będą zupełnie gładkie!


Czytałam w internecie dużo opinii typu :użyłam Lumea dwa razy i nie widzę efektów. Kochane to urządzenie, którego musimy używać SYSTEMATYCZNIE! Tylko to gwarantuje nam gładką skórę.Zabieg musimy najpierw powtarzać co dwa tygodnie. Potem sukcesywnie czas się ten wydłuża do 4 tygodni i więcej. Jeśli nie jesteśmy systematyczne, to nie liczmy na cud. 
Na szczęście Lumea pomaga nam i udostępnia aplikację na telefon, która przypomni kiedy mamy następny zabieg. 


Wg aplikacji pachy i nogi muszę wydepilować dopiero za ponad miesiąc :) 
Wakacje przede mną i w końcu będę mogła cieszyć się gładką skórą! 
Czy jestem zadowolona z używania Philips Lumea Prestige BII950? Tak! i to bardzo! 

A Wy co myślicie o tym sprzęcie? Macie? Używacie? Czy może planujecie zakup? Jeśli tak to polecam z pełnym przekonaniem o jego skuteczności!

Wpis uzupełnię jeszcze o zdjęcia po kilku następnych zabiegach. Do zobaczenia! Ja zaczynam planować wakacje w bikini :)


Lumea Prestige BRI950 - wprowadzenie


Włosy na nogach, pod pachami, bikini...najchętniej byśmy się ich pozbyły raz na zawsze. Nie znosimy ich golić, depilować, usuwać. Wszystko kojarzy się nam z bólem, wrastającymi włoskami, podrażnieniami skóry. A jak skóra już dojdzie do siebie, to znowu mamy odrośnięte włoski i znowu musimy je golić, depilować, usuwać. I tak w kółko. Jeszcze gdybyśmy to robiły raz w miesiącu to da się przeżyć, ale niektóre z nas muszą to robić co kilka dni.

Kobiety zazwyczaj dzielą się na te, które używają maszynek do golenia lub na te, które się depilują (kremami, depilatorami lub woskiem). Ja mam bardzo wrażliwą skórę i na dodatek jestem leniuszkiem, więc najczęściej sięgałam po maszynkę do golenia. Oczywiście nie muszę nikomu tłumaczyć jak czasem wyglądała skóra po takim goleniu. Już od jakiegoś czasu myślałam o wizycie w salonie i usunięciu włosków laserem, ale koszt i plotki o poparzeniach skóry, odsuwały skrzętnie te myśli.

Jak na zawołanie pojawiła się możliwość przetestowania depilatora Philips Lumea Prestige BRI950. Dzięki Trnd Polska udało mi się i tak to cudowne urządzenie pojawiło się u mnie w domu.




Philips Lumea jest depilatorem, który używa światła IPL. Światło to dociera bezpośrednio do cebulek włosa i opóźnia jego wzrost. Producent gwarantuje nam zmniejszenie ilości włosków o 92% już po 3 zabiegach. Wierzycie? Ja przekopałam internet w poszukiwaniu zdjęć przed i po a także opinii na temat zabiegu. Znalazłam niewiele i chyba przyszła pora na sprawdzenie tego urządzenia na własnej skórze.

Ale zacznijmy od początku. Wpis podzieliłam na dwa oddzielne posty. Dopiero w drugim opowiem Wam o efektach. Tu wspomnę kilka słów o samym urządzeniu.
Po pierwsze jest bardzo ładne. To taki sprzęt, który powinna mieć w domu każda kobieta. Wiem, teraz krzykniecie, że nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek, ale kiedy przekalkulujemy koszty zabiegów w salonie (ok. 600 zł za jeden!) to same stwierdzicie, że się po prostu opłaca. Lumea Prestige nie wymaga wymiany żadnych części a lampa starcza na 250 tysięcy błysków, czyli ponad 20 lat używania.

Samo urządzenie jest bardzo intuicyjne w obsłudze. Posiada czujnik Smart Skin, dzięki któremu dopasujemy intensywność światła IPL do koloru naszej skóry. Ma 5 stopni mocy, co sprawdza się w przypadku różnego rodzaju włosków.



Mamy też dwie nakładki ( w innym modelu jest ich 4) Jedna nakładka (większa) nadaje się do depilacji większych powierzchni ciała , a druga nakładka do mniejszych i delikatniejszych ( np. na twarzy)




Urządzenie posiada ładowarkę, ale bez problemu  możemy używać go bez kabla po wcześniejszym naładowaniu.

Przystępując do depilacji musimy wiedzieć, że światło IPL oddziaływuje tylko na włoski ciemne. Nie nadaje się do włosków blond, siwych i rudych ponieważ musi być zachowana różnica pomiędzy kolorem włosa a kolorem skóry. W tym wypadku Lumea nie zadziała również na skórze bardzo ciemnej.

Powinniśmy również sprawdzić kto i dlaczego nie może używać zabiegów z użyciem światła IPL. 
Producent informuje, że depilatora nie powinny używać osoby :

- z chorobami skóry
- ze znamionami (z dużą ilością pieprzyków)
- z problemami naczyniowymi ( żylaki, popękane naczynka)
- z cukrzycą, porfirią, niewydolnością serca
- ze skórą wrażliwą na światło
- z bardzo słabą odpornością 
- z uczuleniami, opryszczką, zapaleniem mieszkowym, z krwiakami, otarciami skóry
- nie wolno używać depilatora na tatuażach i miejscach z makijażem permanentnym
- oraz kobiety w ciąży lub karmiące

Jeśli znalazłyśmy się w grupie osób tak jak ja, które mogą używać tego cudeńka to przystępujemy do depilacji. A o tym w następnym wpisie. Zapraszam tutaj!







Niebieski słoń w składzie...szczotek

Kto nie zdążył umyć okien przed świętami? A kto może umył i mocno tego żałuje? A może jeszcze nie rozpoczęliście generalnego sprzątania po zimie? Niestety pogoda nas nie rozpieszcza i wiosenne porządki spokojnie możemy przeciągnąć jeszcze na maj. Ja okna umyłam, ale niestety po tych wszystkich opadach, wyglądają jak przed myciem. Tak naprawdę sprzątanie to syzyfowa praca i jedynie systematyczni mogą cieszyć się porządkiem na co dzień.
Komu chce się sprzątać non stop? Mnie sprzątanie odpręża. Kupowanie chemii gospodarczej i akcesoriów kręci mnie tak samo jak promocja -55% w Rossmannie. Na dziale z płynami i mopami mogę spędzić dobry kwadrans kupując co i raz jakieś nowinki. A jeszcze jak jakaś marka nie jest nudna i nie powiela tego co wszyscy, to już w ogóle jestem happy.
I jak się w tym momencie pewnie domyślacie, chciałabym Wam pokazać jedną z marek, która urzekła mnie swoją kreatywnością, pomysłowością w jednoczesnym zachowaniu klasyki i prostoty.

Marka Elephant pochodzi z Francji. Jest tam bardzo ceniona przez panie domu i bardzo dobrze się sprzedaje. U nas jeszcze nie jest znana, ale ja Wam powiem, że przebiła do tej pory moje ulubione firmy. W ich ofercie znajdziecie różne szczotki, mopy, akcesoria do mycia okien. Nie było by w tym nic ciekawego, gdyby nie wygląd tych rzeczy i ich innowacyjność.



I tak na początek skradł moje serce zwykły mop obrotowy. A wcale on nie jest taki zwykły, bo po pierwsze jest maluśki i mogę go potem łatwo schować, lekki i razem z wodą wiadro nie waży dwóch ton i bardzo cichy, co jest idealne dla mam, które myją podłogi jak ich pociechy pójdą spać. Nie wspomnę, że od kiedy go mam częstotliwość mycia podłóg wzrosła o dobre 500% :)











Tym mopem myję terakotę w łazience, kuchni i przedpokoju. Idealnie wchodzi pod meble, bo główka mopa się składa na płasko. Uwielbiam go!

Drugi mop jest mopem płaskim. Używam go do mycia drewnianych podłóg w salonie i pokojach. Ma bardzo wygodny system wyciskania wody. Dodatkowo jest niewielki i lekki i w porównaniu do moich starych mopów zrobiony jest z bardzo wysokogatunkowych materiałów, dzięki czemu jest wytrzymały. 



Kolejne rzeczy, które bardzo przypadły mi do gustu to różne szczotki do szorowania.
Ta jest do fug, ale każda właścicielka Thermomixa dobrze wie, że to najlepsza szczotka do czyszczenia noży w TM. Jest wąska, więc dociera tam, gdzie inne szczotki nie mają szans.


A tu poniżej macie już klasyczną szczotkę do fug. Jest wąska i bardzo ostra. Włoski są twarde, dzięki czemu można wyszorować nawet najgorzej zabrudzone fugi.


Ta szczotka natomiast skradła moje serce, bo jest giętka i bardzo wygodnie szoruje się nią takie rzeczy jak krany, gdzie ciężko z tyłu dosięgnąć zwykłą szczotką. 


Kolejna szczotka, która mnie bardzo zaskoczyła to taka, do której możemy nalać płynu np. do mycia naczyń. Potem podczas szorowania na przykład garnka czy patelni, lekko naciskamy przycisk i płyn automatycznie się wylewa.


Czy teraz widzicie jakie mają fajne rozwiązania? Czy ktoś z Was tak jak ja uwielbia takie gadżety? Przy okazji kolejnych zakupów poszukajcie w sklepach niebiesko- białych  produktów z logo słonia, a gwarantuje Wam, że zakochacie się w nich od pierwszego użycia.



Jeśli jesteście zainteresowane całą ofertą tej marki, to zapraszam na stronę dystrybutora Inter-Vion
A ja lecę umyć podłogi :) 









Kaprysy Hanki i jej magiczna suszarka

Za górami, za lasami, za siedmioma morzami, mieszkała mała księżniczka Hanna. Była bardzo fajną i grzeczną dziewczynką. Oczywiście jak wszystkie księżniczki potrafiła złapać focha i pokazać wszystkim kto ma rację.

Narodziny bogini z morskiej piany...

Podobno Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany niedaleko Cypru. Pływała po morzu w muszli. Jej ciało było piękne i nieskazitelne. Urodą przewyższała wszystkie inne boginie greckie. Morze Śródziemne i ukryte w nim składniki dodawały jej nieopisanego piękna.
Dziś te składniki dostępne są dla nas i możemy na własnej skórze wykorzystać ich pielęgnujące działanie. 

Kawę na ławę...

Jedni wolą rozpuszczalną a inni parzoną z ekspresu, kafeterki lub po prostu zalewają ją w szklance. Ile ludzi tyle różnych preferencji robienia i picia kawy. A jak się przyjrzeć rodzajom kawy, to można się za głowę złapać, bo jest ich tak dużo, że aż trudno spamiętać.

Ja zawsze miałam słabość do kawy. Uwielbiałam zaglądać do puszki z kawą i wąchać ten cudowny aromat. Dziś z braku czasu po prostu sypałam jedną łyżeczkę kawy rozpuszczalnej, dorzucałam kilo cukru i fru. Wypijałam bez zastanowienia.

Czy Pani Monika zna Pana Ludwika?

Z dzieciństwa mam wiele wspomnień. Rodzinny dom, wspólne posiłki, pomidory z cebulką i sałatka jarzynowa. Ciepły koc i oglądanie dobranocki. Trzepak na którym wisiałam całymi dniami, podchody w piwnicach mojego bloku, wakacje u babci pod Warszawą.  Żyłam w czasach PRLu i dokładnie pamiętam produkty z tamtych lat. Było ich niewiele, więc do dziś z zamkniętymi oczami poznam zapach szamponu Bambi, proszku do prania Cypisek oraz płynu do mycia naczyń Ludwik.



Minęło już wiele długich lat. Na mej głowie pojawiają się  już pierwsze siwe włosy. A Ludwik? Ludwik przeżywa drugą młodość. Jest znowu na szczycie, jest szałowy i kolorowy. Rozchwytywany przez dziewczyny jak kiedyś.


Moja mama dobrze zna Ludwika. Spędziła z nim w kuchni wiele cudownych lat i do dziś często do siebie wracają. A ja? Czy ja znam Ludwika? Przyznam się, że nie raz i nie dwa zmywaliśmy razem naczynia po wielu imprezach. Teraz już ja się ustatkowałam, a on powiedział, że będzie pomagał mi w domu.
Czy wprowadzi się do nas i zostanie na dłużej. Nie wiem, co na to mój szanowny małżonek :) ale z tego co widzę, to się zgodzi.


Dałam Ludwikowi szanse, pozwoliłam zająć się moim praniem. Niebieski do koloru, zielony do białego. Oj jakie to proste i wygodne. Nawet moje dzieci polubiły Ludwika. To dla nich największa frajda jak pozwalam im wkładać kapsułki na dno pralki. Ludwik jak zawsze - skuteczny, co tu więcej gadać. Kapsułki mają odmierzoną już ilość płynu i każdy niedoświadczony poradzi sobie w mig! Jedna kapsułka - jedno pranie! prosta matematyka. Tylko w przypadku większych zabrudzeń i bardzo twardej wody, możemy wrzucić dwie.
Kapsułki nadają się do prania w temperaturze od 30 do 90 stopni . Usuwają plamy, dbają o kolor w przypadku kapsułek do koloru, a kapsułki White posiadają składniki z wybielaczem optycznym.
Pamiętajcie tylko o jednym - w przypadku zwykłej pralki, kapsułka ląduje pod praniem, a w przypadku pralki ładowanej od góry  - kładziemy ją na pranie. Zresztą Ludwik o wszystkim Wam opowie, bo na opakowaniu znajdziecie wszystkie potrzebne informacje.


Ja ze swojej strony dodam, że pachnie ładnie i delikatnie. Zapach nie męczy, nie rzuca się w nozdrza. Zostanie z nami na dłużej, tego jestem pewna. Dlaczego?
A dlaczego nie? To nasz chłop, polski, niedrogi, wielozadaniowy i na każde zawołanie. Każda z nas powinna mieć swojego Ludwika. Ja swojego przetestowałam :) a czy Wy zwracacie uwagę w sklepach jak puszcza do Was oczko i czeka na zaproszenie do domu?


Ostatnio przedstawił mnie swojej rodzinie - odtłuszczacz jest mega! mleczko czyszczące - w końcu znalazłam zastępce chloru w sprayu W5, który Lidl wycofał z oferty. A płyn do szyb? świetnie pomaga nawet w czyszczeniu płytek w łazience i blatów, nie wspominając o płynie do kabin prysznicowych, który jest idealny do codziennego mycia łazienki (co widać na załączonym zdjęciu, bo opakowania już prawie puste)



To tylko mała gromadka, a w sklepach znajdziecie jeszcze kapsułki i tabletki  a nawet proszek do zmywarki, Sama nawet nie byłam świadoma ile jest tego dobra w naszych sklepach, do póki nie zaczęłam przygody z Ludwikiem. 




Wpis nie jest sponsorowany. Jest to moja opinia na temat przetestowanego produktu.