Bullet Journal - jesienne karteczki do druku

Znacie metodę planowania, która nazywa się Bullet Journal? Ja ją znam dosłownie od tygodnia a już wpadłam po uszy. Używałam w życiu różnych plannerów i kalendarzy. Nie zawsze byłam zadowolona, często całymi tygodniami nic nie wpisywałam i strony świeciły pustkami. W większości plannerów mamy kalendarzowy podział i niewiele możliwości dostosowania go do własnych potrzeb. Nie każdy chce uzupełniać gotowe rubryki na dni czy godziny, niektórzy wolą planować posiłki, inni listy zakupów, a jeszcze inni wycieczki i marzenia. Tu na przeciw wychodzi nam Bullet Journal. To bardzo prosta metoda. Sami dostosowujemy swój notes i tworzymy takie strony jakie chcemy. Dosłownie! Używamy do tego małego notesu, najczęściej kropkowanego. Ja wybrałam kołonotatnik A5 w kratkę. Jak już opanuję metodę bullet journalingu to zakupię sobie notatnik w kropki ze sztywną okładką.

Na pintereście i instagramie znajdziecie ogrom inspiracji i porad. Są grupy na facebooku i instagramie.




Ja dopiero zaczynam, więc jeszcze nie mam wprawy w rysowaniu i pisaniu. Teraz jak człowiek pisze tylko na klawiaturze, to ciężko przerzucić się na pióro, długopis czy cienkopis. 
Na pinterest.com  możemy znaleźć podpowiedzi, tutoriale i inspiracje. Sama właśnie tam najczęściej zaglądam i uczę się pisania czcionek, rysowania narożników i innych fajnych bajerów :)


 (źródło pinterest)
(sprzedawane przez etsy.com)


Niestety sporo osób rezygnuje z takiego prowadzenia notesu widząc wszystkie dzieła fanów Bu Jo. Nie każdy ma manualne zdolności i nie każdy pięknie może ozdobić swoje strony.

 Tu chciałabym Wam troszkę pomóc i przygotowałam gotowce. Wystarczy wydrukować i powycinać elementy, które nam odpowiadają. Teraz stworzyłam wersję jesienną, a na koniec listopada przygotuję świąteczno - zimową. Tak więc do dzieła!
Polecam wydrukować sobie na papierze klejącym do etykiet, wtedy drukują się dosłownie gotowe naklejki, które tylko trzeba wyciąć.





Ja inspiracji zasięgnęłam Magdy u MyPinkPlum oraz Kasi z WorQshop, gdzie Was serdecznie zapraszam!
Podoba Wam się pomysł na długie jesienne wieczory? A może już dawno prowadzicie swoje BuJo? 
Oj ciekawa jestem, ciekawa...
Bullet Journal to planner idealny! Stworzony na miarę, limited edition. 





Jesienny piknik bez kawy, ale z Tchibo

Dziś moje córki postanowiły wykorzystać ostatnie słoneczne dni, połapać babie lato i nacieszyć się kolorami jesieni, które powoli zaglądają nam do okien. Namówiły mnie na upieczenie ciasta ze śliwkami i na mały piknik pod domem. Pogoda dopisała, a dzięki Tchibo wszystko udało się zorganizować w kilka minut.








Na zdjęciach znajdziecie produkty Tchibo, które otrzymałam jako ambasadorka #tchibocard :


  • mata piknikowa (2m x2m)
  • butelka na wodę z wkładem na owoce
  • tortownica z pokrywą umożliwiającą przenoszenie ciasta
  • radio z sensorem ruchu
Dzięki kampanii rekomenduj.to mogłam bliżej poznać program lojalnościowy #TchiboCard i zaprosić do niego moich przyjaciół. Ja w klubie TchiboCard jestem od samego początku i na swoim koncie mam już sporo ziaren kawy, więc jeśli chcecie i Wy możecie do niego przystąpić w każdej chwili. Można odwiedzić stacjonarny sklep Tchibo i przy okazji zakupów napić się przepysznej kawy, ale można to też zrobić online. Ja kupuję w Tchibo już od 2007 roku, kiedy to otworzył się pierwszy sklep w Warszawie. Jak wiecie Tchibo to nie tylko kawa, Tchibo to coś więcej - to styl życia. W ich sklepach znajdziecie ubrania, artykuły elektroniczne, czasami meble i artykuły gospodarstwa domowego. Wszystko co modne, wszystko co na czasie, wszystko co trendy. Teraz dodatkowo zakupy w Tchibo premiowane są punktami ( 1 ziarenko kawy za 1 wydaną złotówkę) Ziarenko do ziarnka uzbiera się miarka i możecie potem swoje ziarna wymienić na ciekawe prezenty lub zniżki do produktów. Dodatkowo dla posiadaczy #tchibocard są ciekawe promocje np. darmowa wysyłka. Czego chcieć więcej? No ja poproszę jeszcze o piękną złotą jesień i kubek przepysznej kawy :)

Macie już swoje kartę Tchibo? #tchibocard

Kartka z kalendarza - październik 2016

Podobno w tym roku październik ma być wyjątkowy. Ma mieć 5 sobót, 5 niedziel, 5 poniedziałków, a co najlepsze - nigdy w naszym życiu już taka kombinacja się nie trafi! Zdarza się to raz na 823 lata (edit: co oczywiście okazało się internetową bzdurą!!) Ile w ty prawdy to nie wiem i wcale nie zamierzam dociekać, ale jeśli będzie tak słonecznie jak dziś, to dla mnie może mieć nawet więcej sobót i niedziel :)

W zeszłym miesiącu mój komputer odmówił posłuszeństwa, zrzucił całą pamięć fizyczną, pofisowały mi programy graficzne i nic nie mogłam zapisywać do jpg. W tym miesiącu po ciężkiej walce, udało mi się stworzyć dla Was październikową kartkę z kalendarza. Miłego pobierania i planowania!




Doskonała rada na dziś - odtłuszczanie

Jeśli masz w domu miejsca, w których osadził się trudny do usunięcia tłuszcz - np. okap kuchenny, szafki, gałki w kuchence gazowej, to mam dla Ciebie super produkt, którym w mgnieniu oka usuniesz ten tłuszcz.

Jest to zwykły cleaner do paznokci! Tak! To przecież odtłuszczacz! Większość z nas próbowała robić na własną rękę paznokcie żelowe lub hybrydy i musiała kupić cleaner do odtłuszczania płytki. Kosztuje niewiele, a czyści lepiej niż niejeden środek specjalnie do tego przeznaczony. Wystarczy nalać odrobinkę na ściereczkę i wytrzeć. Potem przetrzeć wilgotną szmatką i tadam! wszystko lśni :) a po tłuszczu zostaje jedynie wspomnienie.


Dajcie znać czy ktoś spróbował cleanera do czyszczenia w kuchni!

Najwięcej witaminy mają polskie dziewczny

...i to jest prawda, to jest fakt.

Ale co zrobić, gdy nagle nasza skóra zaczyna szarzeć, pojawiają się na niej zaskórniki, plamy i przebarwienia? Na naszym rynku jest mnóstwo kosmetyków, ale ja ciągle szukam czegoś innego, nowego i innowacyjnego. Moja cera jest bardzo trudna w utrzymaniu. Nie dość, że należy już do cer dojrzałych, to na dodatek jest sucha, wrażliwa, a w miejscu T mieszana. Ciężko znaleźć idealny kosmetyk. Gdy ją nawilżam, to po kilku dniach czuję, że jest za mocno nawilżona, gdy ją odżywiam to najczęściej zapycham pory, a gdy używam kremów przeznaczonych dla Pań w moim wieku, to zaraz mam podrażnienia, zaczerwienienia i plamy.

Jakiś czas temu zakochałam się w koreańskich kosmetykach i jak pamiętacie kupowałam memeboxy. Od kiedy memebox nie wysyła do Polski, kupuję pojedyncze sztuki na ebayu lub w koreańskich sklepach internetowych. Dawno jednak nie znalazłam produktu, który mnie tak zadowolił i zaskoczył dosłownie od pierwszego użycia.

C20 to witamina serum z  witaminą C. Kupiłam go w koreańskim sklepie wishtrend.com
Zawiera aż 20% czystej witaminy C, która ma zbawienny wpływ na naszą skórę. Mimo iż posiada bardzo wysokie stężenie wit C ( 200 razy więcej niż mandarynki!!!), to jest bardzo bezpieczna dla naszej skóry. Od wielu lat jest bestselerem wśród koreańskich kosmetyków. Możemy jej używać bezpośrednio na skórę, ale też dodawać kroplę do naszego ulubionego kremu.
Skóra po użyciu serum od razu jest pobudzona, w miejscach uszkodzeń leciutko szczypie, ale to uczucie przechodzi po chwili. Ja używałam jej i rano i wieczorem przed nałożeniem kremu. Jej działanie zauważyłam już po dwóch dniach stosowania. Skóra stała się gładka i wyrównał się jej kolor. Polecam ją osobom, które mają trądzik i rozszerzone pory, ale jest również idealna do skóry suchej i wrażliwej.To najlepsze serum jakie używałam do jej pory!



Serum C20 działanie :
wybiela
wyrównuje koloryt
złuszcza
zmniejsza pory
chroni
nawilża
zmiękcza
opóźnia oznaki starzenia





Kupując na wishtrend.com macie szanse na bezpłatną wysyłkę, gratisy w postaci próbek lub nawet masek w płachcie, a ja mogę zaoferować Wam 5$ zniżki! (Pamiętajcie tylko, by sprawdzić regulamin kuponów, bo nie zawsze możemy go użyć). 

Wystarczy założyć konto przez ten link, a następnie podczas składania zamówienia wpisać kod : 1211870906. Oczywiście w tym sklepie znajdziecie dużo różnych koreańskich marek i fajnych produktów. Płatności dokonujemy przez Paypal, a na przesyłkę czekamy od tygodnia do dwóch.
Ja tym razem zamawiam kilka buteleczek, a Wy się skusicie?

Witaj szkoło - plany lekcji do pobrania

Wakacje skończyły się tak strasznie szybko,  że już pora myśleć o planowaniu wyjazdu zimowego :) Póki co próbuję wdrożyć moje córki (i siebie) w szkolne obowiązki. By wszystkim nam było ciut łatwiej, przygotowałam plany lekcji, które możecie sobie do woli drukować. Niestety złośliwość rzeczy martwych doprowadziła do problemów z moim laptopem, w którym mam programy graficzne i zanim dobrze rozkręciłam się z planami lekcji, mój corel wyzionął ducha. Mam nadzieję, że to co Wam przygotowałam wystarczy. Jak zwykle klikacie w obrazek i pobieracie plan z mojego dropbox. Starałam się zrobić plan i dla dziewczynki i dla chłopca, dla dzieci młodszych i starszych.

Miłego dnia!












Jak malina i piwonia skradły me serce

Dawno dawno temu, za górami za lasami a dokładnie w Prowansji, powstało mydło marsylskie. Produkt ten, dzięki swoim pielęgnującym właściwościom szybko znalazł wielu fanów i stał się produktem kultowym.  Savon de Marseille zawierało 72% oliwy z oliwek i było polecane przez wszystkich dermatologów dla skóry problematycznej. Dzięki niesamowitemu składowi było polecane dla skóry wrażliwej i skłonnej do podrażnień. Dziś Le Petit Marseillais przedłużając tradycję produkuje najlepszej jakości produkty do mycia i pielęgnacji skóry.

Stop! A tak naprawdę, to co my jako klientki chcemy wiedzieć o produktach, których używamy? Czy ładnie pachną, czy odżywiają i nawilżają naszą skórę, czy nie zawierają szkodliwych składników, ile kosztują i gdzie je kupić.
Nigdy nie sprawdzam właściwości myjących żeli pod prysznic, bo nie pracuję w kopalni węgla, by musieć szorować ciało mocnymi środkami. Ja po prostu lubię produkty, które się pienią, dobrze rozprowadzają po skórze i pięknie pachną. Skóra po ich użyciu ma być gładka, miękka w dotyku i nawilżona.

Dziś jako ambasadorka Le Petit Marseillais  miałam przyjemność wypróbowania trzech produktów do mycia ciała.

1. Żel pod prysznic Malina i Piwonia
2. Pielęgnujący balsam do mycia - Masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany
3. Pielęgnujący krem do mycia - Masło shea i akacja.

Tak wyglądała moja paczka ambasadorki.






Dla przyjaciółek próbki i karta z hasłem do portalu. Zarejestruj się na ambasadorkalpm.pl wpisując hasło #czekamnanowakampanielpm  a jako pierwsza dostaniesz informację o zbliżającej się kampanii.Wtedy tak jak ja będziesz miała szanse wypróbować nowe kosmetyki Le Petit Marseillais.


Na pierwszy ogień poszedł żel pod prysznic z maliną i piwonią. Nietuzinkowe połączenie zapachów sprawiło, że moje zmysły oszalały. Jako zapachowiec uwielbiam otaczać się pięknymi zapachami, a unikam tych, które mnie męczą. Nie wiem,, czy potrafię wyodrębnić zapach maliny, ale za to piwonia pachnie obłędnie. Piwonie są pięknymi kwiatami i kojarzą mi się z moim dzieciństwem i babcinym ogrodem, w którym zakwitały przed wakacjami. U nas mówiono na nie peonie, a ja z ich płatków robiłam pościel dla maluśkiej laleczki, która była Calineczką :)




 Do wypróbowania żelu namówiłam również męża, który lubi moje kosmetyki do mycia. I wcale nie umniejsza to jego męskości! Powiedział mi kiedyś, że wszystkie żele dedykowane dla panów pachną jednakowo i są bardzo perfumowane. I tu go rozumiem. My kobiety możemy wybierać i przebierać w zapachach produktów do mycia, więc jeśli on woli malinę od nuty drzewnej, to bardzo proszę.


Na początek miły plus za opakowanie. Zawsze omijałam te żele właśnie za kształt butelki, bo wydawała mi się jakaś taka nieporęczna. I tu się mocno zdziwiłam, bo wygodnie się ją trzyma pod prysznicem i nie wyślizguje się z ręki. Wygodnie się ją też otwiera i aplikuje żel. Nie wiem jak sprawa wygląda przy końcówce płynu, ale to mogę sprawdzić później, bo powiem Wam, że nie znoszę wyciskania resztek z butelek.


Mydło dobrze się pieni i rozprowadza po skórze. Dobrze również się spłukuje. Biorąc prysznic z żelem LPM można się naprawdę zrelaksować. Nie mam w domu wanny i szczerze nie znoszę swojego prysznica, bo nie mogę sobie poleżeć przy świecach, otulona pianą. Teraz jednak to się zmieni, bo żel malina i piwonia pachnie tak pięknie, że aż się nie chce wychodzić z kąpieli. 


No i najważniejsza rzecz, skóra po użyciu tego kremowego żelu jest nawilżona, a pachnie tak mocno i tak długo, że aż miło i dla pachnącego i dla wąchającego :)
Kosmetyk nie zawiera parabenów.
Chętnie przystąpię do testów kolejnych dwóch zapachów, ale Wy będziecie musieli poczekać na recenzję. Póki co życzę wszystkim relaksujących kąpieli!
#ambasadorkaLPM

Kartka z kalendarza - Sierpień 2016

Zawsze kiedy robię kartkę z kalendarza jestem przerażona jak ten czas szybko leci. Już połowa wakacji prawie za nami. Chyba powinnam zacząć kupować podręczniki dla moich dziewczyn. Z drugiej strony jednak połowa wakacji jeszcze przed nami, więc wcale nie będę Wam zanudzać o obowiązkach, planowaniu i szykowaniu się do szkoły.
W sierpniu jeszcze wakacyjnie! Kartki możecie pobrać z mojego dropbox klikając na wybrany obrazek. Częstujcie się i udostępniajcie dalej.






Złapałam kolor i już mi nie ucieknie!

Białą bluzę męża z czerwonymi wstawkami uprać z białymi rzeczami, czy z kolorowymi? Jeśli z białymi to, czy czerwone wstawki nie zafarbują białego? a jak upiorę z kolorowymi, czy inne rzeczy nie zafarbują mi białej części? Sukienkę w biało granatowe paski jak uprać? z białymi czy granatowymi? A bluzkę na metce której jest napisane : prać oddzielnie - farbuje! mam uprać ręcznie, czy specjalnie dla niej nastawiać pranie? Czy może zbierać rzeczy w tym samym kolorze i mieć w łazience kosz na rzeczy czerwone, ciemne, białe i zielone? bla bla bla...

Wiecie ile razy zastanawiałam się nad tym?! Czasem w koszu na pranie leżała sobie jedna bluzka i czekała...czekała aż zaryzykuje i wrzucę ją do pralki z innymi, lub znajdę czas by uprać ją ręcznie. O nie! ja nie mam czasu zajmować się takimi głupotami. Nie pracuję w pralni i choć prania przybywa w tempie światła, to muszę sobie jakoś radzić i to szybko!

Na pomoc przybywa mi Rekomenduj.to, które zaprosiło mnie do kampanii chusteczek wyłapujących kolor COLOUR CATCHER . Paczki z chusteczkami rozdane i testowanie rozpoczęte.

Sposób użycia :

1. Wkładamy chusteczkę na dnie bębna pralki.
2. Dodajemy środek do prania (kapsułkę na dno lub proszek do szufladki, płyn w "arieletce"
3. Wkładamy pranie - bez segregowania na kolory, choć ja segreguję na jasne i ciemne oraz oddzielnie piorę bieliznę.
4. Po zakończeniu prania wyjmujemy pranie i chusteczkę ciesząc się, że wszystko ma swój właściwy kolor, prócz chusteczki :)

Proste?






Ja robiąc zdjęcia wyprałam nowy komplet pościeli. Piorąc coś nowego nigdy nie wiemy jak zachowa się w praniu - czy będzie farbować czy nie, więc zawsze warto uprać nowe rzeczy właśnie z chusteczkami.  Chusteczka "złapie kolor" zanim złapią go inne rzeczy w pralce. 

A tak wygląda chusteczka po wyjęciu z pralki. Po lewej nowa po prawej użyta. 
Ktoś z Was też łapie kolory z chusteczkami Colour Catcher?
#zlapKolor



 W sklepach można kupić jeszcze cztery rodzaje produktów firmy K2r :

- Intensive White - chusteczki, które utrzymują biel ubrań i zapobiegają szarzeniu.
- Szaszetki 2 w 1 Colour Catcher + odplamiacz - czyli połączenie chusteczek wyłapujących kolor z odplamiaczem
- Saszetki 2 w 1 Intensive White + odplamiacz - połączenie chusteczek utrzymujących biel z odplamiaczem
- Środek do czyszczenia pralek 3 w 1 Washing machine Cleaner - środek, który odświeża i czyści naszą pralkę, usuwając pozostałości środków do prania i osadu z kamienia.

Wyniki rozdania!

Ponieważ prawie dwa tygodnie czekałam na zgłoszenie się zwycięzcy słoiczkowego rozdania, dziś moja córka wylosowała nowego zwycięzce. Została nią:
 Agnieszka z Klimaty Agness

Gratulacje!

Aga! czekam na maila z danymi do wysyłki paczuszki, w której znajdziesz prócz kubeczków dwa testowane przeze mnie ostatnio produkty :)