W ten upał moje szare komórki ledwo pracują. Nie mam ochoty na nic, najchętniej człowiek by leżał na plaży, moczył się w wodzie, albo po prostu nie wychodził z klimatyzowanego pomieszczenia. Zebrałam się jednak i zrobiłam dla Was wakacyjną kartkę z kalendarza, bo w końcu trzeba uporządkować te upalne dni. Wpiszcie tam swoje urlopy i zaplanujcie wyjścia na basen z dzieciakami. Grafikę wystarczy pobrać z mojego Dropbox, klikając na wybrany obrazek.
Miłych wakacji!
Doskonała poleca - kapsułki do prania Surf
Pewnie zdążyłyście zauważyć nowy produkt do prania, który pojawił się w sklepach. Skuszona dobrą ceną w Auchan ( 24 zł za 45 kapsułek!) postanowiłam go kupić i wypróbować.
Surf znany jest w Europie już dosyć długo. U nas pojawił się niedawno i coś czuję, że szybko podbije serca wszystkich pań. Moje już podbił :) Na samym początku urzekło mnie opakowanie, piękne i kolorowe, przyciągające wzrok. Duży wybór produktów tej marki jest dodatkowym atutem. Na naszym rynku robiło się już troszkę nudno i mam nadzieję, że taka konkurencja zrobi niewielkie zamieszanie i wszystkim wyjdzie na dobre, bo ostatnio żadna marka nie wyróżniała się niczym szczególnym.
Produkty do prania Surf możecie kupić w kilku kategoriach - proszek, płyn do prania i kapsułki. Dodatkowo każda z tych kategorii podzielona jest na rodzaj, czyli znajdziemy produkty do prania białego i koloru. Proszek i płyn dostępny jest w trzech zapachach (tropikalna lilia i ylang ylang, irys i wiosenna róża, biała orchidea i jaśmin), a kapsułki w dwóch (biała orchidea i jaśmin oraz tropikalna lilia i ylang ylang)
zdjęcia pochodzą ze strony przetestujsurf.pl
Ponieważ kupiłam tylko kapsułki Surf White, to o innych w tej chwili nie jestem w stanie nic powiedzieć, ale jestem pewna, że są równie dobre.
Kapsułki do białego zaskoczyły mnie już po pierwszym praniu, gdy mój mąż zakładając sportowe skarpety przed meczem zapytał : W czym Ty je prałaś? zobacz jakie są białe!
Faktycznie, wszystkie białe rzeczy już po pierwszym praniu wyglądają dużo bielej niż zwykle. Dodatkowym atutem, dla którego polecam Wam te kapsułki jest to, że dobrze dopierają! Moje dzieciaki non stop biegają w skarpetach po mieszkaniu i Surf świetnie sobie radzi z takimi zabrudzeniami. Czego chcieć więcej? Oczywiście jeszcze dobrać swój ulubiony zapach i cieszyć się czystym i pachnącym praniem.
Jeśli tak jak ja znajdziecie dobrą cenę na ten produkt, to kupcie i przekonajcie się na własnym praniu :) Ja jeszcze poluję na kapsułki do koloru, no i może na żel się skuszę. A Wy znacie? pierzecie w tych produktach?
Oczywiście wpis nie jest sponsorowany :)
Słoiczkowe rozdanie
Są modne, są śliczne i znikają w sklepach w mgnieniu oka. Każdy chce taki mieć, każdy chce z takiego pić zdrowe, pyszne koktajle. Mam dla Was dwa! Zielony i żółty.
A wystarczy tylko zgłosić się pod tym wpisem i opisać jaki koktajl przyrządzisz w tym słoiczku. Będzie mi miło, jeśli udostępnisz też baner u siebie na blogu. Osoby anonimowe proszone są o pozostawienie adresu email. Miłej zabawy!
A wystarczy tylko zgłosić się pod tym wpisem i opisać jaki koktajl przyrządzisz w tym słoiczku. Będzie mi miło, jeśli udostępnisz też baner u siebie na blogu. Osoby anonimowe proszone są o pozostawienie adresu email. Miłej zabawy!
Słoiczki czekały prawie dwa tygodnie na zgłoszenie się zwyciężczyni i niestety nie doczekały się.
Nowym zwycięzcą rozdania jest ....
Agnieszka z Klimaty Agness! Gratuluję i czekam na dane do wysyłki!
Kartka z kalendarza - czerwiec 2016
Maj mieliśmy kapryśny w tym roku, ale widzę, że początek czerwca zapowiada się słoneczny i ładny. Przed nami dłuższe dni, krótsze noce, ostatni miesiąc szkoły, początki urlopów i dla niektórych wymarzone wakacje. Zaplanujcie czerwiec sumiennie! Pamiętajcie o wpisaniu porządków na balkonie, czy tarasie. Niech się na nich w końcu lato rozgości :)
Aby pobrać kartkę należy kliknąć na grafikę, którą udostępniam Wam w swoi dropbox.
Aby pobrać kartkę należy kliknąć na grafikę, którą udostępniam Wam w swoi dropbox.
Werther's Original - Niebo w gębie
Werther's Original słodkie moje wspomnienie z dzieciństwa... Niestety nie, bo byłam dzieckiem za czasów PRL . Wtedy robiło się lizaki na patelni, lub domowe krówki, a w sklepach od czasu do czasu można było kupić różne mordoklejki, irysy maczki lub krówki ciągutki. Mało kto miał dostęp do zagranicznych słodyczy i mało kto wiedział o istnieniu Werther's Original, które istniało już od 1903 roku. Kiedy w sklepach pojawiły się te cukierki, ja pewnie już byłam nastolatką, ale dobrze pamiętam ich pełny karmelowy smak, rozkoszną gładkość i słodycz. Moja mama miała je schowane w kuchni i częstowała w wyjątkowych okazjach.
Dziś kiedy mam już dzieci, a w sklepach jest ogromny wybór najróżniejszych cukierków, nadal sięgam po Wertersy.
Teraz, po wielu latach na naszym rynku pojawiły się w nowej odsłonie, równie smacznej i zaskakującej.
Werther's Original Creamy Filling są nadziewane pysznym karmelem, który po przegryzieniu cukierka rozlewa się w ustach swą rozkoszną słodyczą. Stwierdzenie " Niebo w gębie" nabiera nowego znaczenia. Koło tych cukierków nie można przejść obojętnie, bo one właśnie będą tworzyły wspomnienia dla moich dzieci. Moje córki spokojnie będą mogły powiedzieć, że to jest słodki smak z ich dzieciństwa.
Cukierki miałam przyjemność testować dzięki Rekomenduj.to a jako ambasadorka otrzymałam mega wielką paczką ze słodyczami dla siebie i znajomych. Wszystkie paczuszki rozeszły się w mgnieniu oka. Czy wszystkie moje testerki są zadowolone? sądzę, że tak, bo takie słodkie niespodzianki każdemu sprawią przyjemność. Nie ważne czy się odchudzasz, nie ważne, czy nie jadasz cukierków, tych po prostu trzeba spróbować, by wiedzieć co to za wyjątkowy smak.
Jeśli jesteś mamą to znasz te pytania w aucie, w podróży, w przychodni - Mamo! Czy masz coś słodkiego? Ja teraz zawsze mam w torebce kilka śmietankowych cukierków z karmelowym nadzieniem Werther's Original. Tak, mam kochanie - odpowiadam i widzę ten mój mały szczerbaty uśmiech mojej młodszej córki i zadziorny starszej.
TY TEŻ JESTEŚ KIMŚ WYJĄTKOWYM!
I jeszcze jedna ważna rzecz. Na stronie swiatkarmelu.pl możecie wziąć udział w fajnym konkursie.
Macie czas do 6 maja!
Wygrywa aż 50 osób, więc trzymam kciuki!
#rekomendujto #werthersoriginal #swiatkarmelu
Kartka z kalendarza - maj 2016
Lubię maj, to piękny miesiąc. Komunie pachnące konwaliami, matury i kwitnące kasztany, spotkania w parku i pierwsze bzy. Tym razem wiosna nam się troszkę opóźnia i ciągle zaskakuje jakimś zimnym frontem, więc kalendarzem w kolorze zieleni wyczaruję Wam troszkę majowych klimatów.
Jak co miesiąc kartkę pobieracie z mojego dropbox, drukujecie i zabieracie do planowania.
Jak co miesiąc kartkę pobieracie z mojego dropbox, drukujecie i zabieracie do planowania.
Doskonała testuje - Lenor Unstoppables
Tak, przyznaję się! Jestem gadżeciarą! Uwielbiam wszelkie nowinki, uwielbiam rozwiązania, które pomagają oszczędzić mi czas i pieniądze. Niestety nie zawsze jedno idzie w parze z drugim, o czym przekonałam się testując nowy produkt Lenora Unstoppables - perełki zapachowe, które udało mi się kupić w promocji w Rossmanie.
Dziwne nastały czasy. Proszki do prania robią w płynie, płyny do płukana robią w proszku. Z jednej strony ta zmiana jest zupełnie zrozumiała, ale z drugiej nie wiem czy potrzebna. Tak więc dziś miałam przyjemność zmierzyć się z perełkami zapachowymi Lenor. Piękna buteleczka już na samym początku przysporzyła mi sporo problemów, bo chciałam odczytać instrukcję i niestety musiałam skorzystać z lupy! Nie mam wady wzroku, ale tekst na opakowaniu jest prawie mikroskopijny.
Nie znalazłam informacji na ile prań wystarczy mi jedno opakowanie. Ponieważ umiem korzystać z kalkulatora, to nie omieszkałam tego sprawdzić i porównać ze zwykłym płynem do płukania. Moje wyniki poniżej.
275 g kryształków Lenor (1 op) cena 21,99 (cena promocyjna w Rossmanie, regularna w innych sklepach dochodzi do ok 29 zł) wystarcza na 15 prań!!!! (wsypujemy do prania ok 18 g produktu) Koszt jednego prania to - 1,46!
2 l Cocolino cena 8,99 (ostatnio kupiłam w promocji w Auchan) wystarcza na 57 prań. Koszt jednego płukania to około 15 groszy.
1,5 Lenor cena ok 11,99 wystarcza również na 57 prań. Koszt jednego płukania to 21 groszy.
Wsypujemy kryształki do samego bębna pralki, tuż przed włożeniem prania (o czym zapominam za każdym razem, gdy wstawiam pranie!!!). O nic więcej nie musimy się martwić, bo przez cały proces prania uwalnia się z nich zapach. Rzeczy po wyjęciu z pralki pachną bardzo ładnie i delikatnie, jak po użyciu płynu do płukania, ale....To chyba jedyna zaleta tego produktu.
Po pierwsze, pranie po użyciu tych granulek Lenora jest bardzo niemiłe w dotyku, jakby sztywne. Póki co, wszystkie kryształki się wypłukały i nie pozostały po nich w pralce żadne ślady, ale sztywność ręczników mnie troszkę przeraziła. Część prania postanowiłam wysuszyć w suszarce z dodatkiem chusteczek Lenor - to pranie jest miękkie i przyjemne w zapachu. Drugą część prania wysuszyłam tradycyjną metodą, czyli na suszarce na tarasie. Pranie pachnie owszem, ale nie jest tak mięciutkie jak po użyciu płynu do płukania. Po chwili dotarło do mnie, że to przecież są perełki nadające tylko zapach, więc i tak musimy użyć płynu do płukania, który dodatkowo nada nam miękkość i sprawi, że rzeczy nie będą się elektryzować. W związku z tym musimy się zastanowić, czy chcemy teraz do jednego prania używać: kapsułek (proszku lub płynu) do tego perełek zapachowych i płynu do płukania. Sporo tego...
Chętnie poznam Wasze opnie. Macie, używacie, zachwalacie?
Postanowiłam zrobić małą edycję tego postu, choć raczej coś dodam niż zmienię.
Zużyłam perełki do końca - wstawiłam pranie pościeli, potem kurtek wiosennych i ręczników. Do każdego prania dodałam kapsułkę piorącą, kryształki i płyn do płukania. Czyli pranie jest czyste i miękkie jak zwykle, ale pachnie pioruńsko! Faktycznie zapach od tych kryształków zostaje na bardzo długo. Powiesiłam kurtkę mojej córki (upraną z perełkami Lenor) a na niej powiesiłam swoją praną normalnie i wyobraźcie sobie, że zapach jest tak intensywny, że aż moja kurtka pachnie.
hmmm...Uznałam, że jednak te perełki mogą się przydać w kilku przypadkach - przy praniu ręczników, które dłużej będą leżały w szafce, przy praniu pościeli i przy praniu rzeczy, które zamierzamy schować na sezon do szafy :)
Lenor - dostajesz ostatnią szansę i maluśkiego plusa za trwałość zapachu.
A Wy pamiętajcie, że kryształki są jako trzeci produkt do prania, czyli nie zastąpią ani proszku, ani płynu do płukania.
UWAGA! Wszystkie ambasadorki everydayme proszę o rozsądne zamieszczanie komentarzy na moim blogu. Nie spamujcie, nie wrzucajcie linków. Usuwam po 20 komentarzy dziennie pod tytułem : " a ja jestem zadowolona" Jeśli po kampanii w której bierzecie udział, kupicie te kapsułki za 26 zł to uwierzę, że jesteście zadowolone. Wtedy uznam Wasz komentarz za obiektywny i szczery.
Dziwne nastały czasy. Proszki do prania robią w płynie, płyny do płukana robią w proszku. Z jednej strony ta zmiana jest zupełnie zrozumiała, ale z drugiej nie wiem czy potrzebna. Tak więc dziś miałam przyjemność zmierzyć się z perełkami zapachowymi Lenor. Piękna buteleczka już na samym początku przysporzyła mi sporo problemów, bo chciałam odczytać instrukcję i niestety musiałam skorzystać z lupy! Nie mam wady wzroku, ale tekst na opakowaniu jest prawie mikroskopijny.
275 g kryształków Lenor (1 op) cena 21,99 (cena promocyjna w Rossmanie, regularna w innych sklepach dochodzi do ok 29 zł) wystarcza na 15 prań!!!! (wsypujemy do prania ok 18 g produktu) Koszt jednego prania to - 1,46!
2 l Cocolino cena 8,99 (ostatnio kupiłam w promocji w Auchan) wystarcza na 57 prań. Koszt jednego płukania to około 15 groszy.
1,5 Lenor cena ok 11,99 wystarcza również na 57 prań. Koszt jednego płukania to 21 groszy.
Wsypujemy kryształki do samego bębna pralki, tuż przed włożeniem prania (o czym zapominam za każdym razem, gdy wstawiam pranie!!!). O nic więcej nie musimy się martwić, bo przez cały proces prania uwalnia się z nich zapach. Rzeczy po wyjęciu z pralki pachną bardzo ładnie i delikatnie, jak po użyciu płynu do płukania, ale....To chyba jedyna zaleta tego produktu.
Po pierwsze, pranie po użyciu tych granulek Lenora jest bardzo niemiłe w dotyku, jakby sztywne. Póki co, wszystkie kryształki się wypłukały i nie pozostały po nich w pralce żadne ślady, ale sztywność ręczników mnie troszkę przeraziła. Część prania postanowiłam wysuszyć w suszarce z dodatkiem chusteczek Lenor - to pranie jest miękkie i przyjemne w zapachu. Drugą część prania wysuszyłam tradycyjną metodą, czyli na suszarce na tarasie. Pranie pachnie owszem, ale nie jest tak mięciutkie jak po użyciu płynu do płukania. Po chwili dotarło do mnie, że to przecież są perełki nadające tylko zapach, więc i tak musimy użyć płynu do płukania, który dodatkowo nada nam miękkość i sprawi, że rzeczy nie będą się elektryzować. W związku z tym musimy się zastanowić, czy chcemy teraz do jednego prania używać: kapsułek (proszku lub płynu) do tego perełek zapachowych i płynu do płukania. Sporo tego...
Chętnie poznam Wasze opnie. Macie, używacie, zachwalacie?
Postanowiłam zrobić małą edycję tego postu, choć raczej coś dodam niż zmienię.
Zużyłam perełki do końca - wstawiłam pranie pościeli, potem kurtek wiosennych i ręczników. Do każdego prania dodałam kapsułkę piorącą, kryształki i płyn do płukania. Czyli pranie jest czyste i miękkie jak zwykle, ale pachnie pioruńsko! Faktycznie zapach od tych kryształków zostaje na bardzo długo. Powiesiłam kurtkę mojej córki (upraną z perełkami Lenor) a na niej powiesiłam swoją praną normalnie i wyobraźcie sobie, że zapach jest tak intensywny, że aż moja kurtka pachnie.
hmmm...Uznałam, że jednak te perełki mogą się przydać w kilku przypadkach - przy praniu ręczników, które dłużej będą leżały w szafce, przy praniu pościeli i przy praniu rzeczy, które zamierzamy schować na sezon do szafy :)
Lenor - dostajesz ostatnią szansę i maluśkiego plusa za trwałość zapachu.
A Wy pamiętajcie, że kryształki są jako trzeci produkt do prania, czyli nie zastąpią ani proszku, ani płynu do płukania.
UWAGA! Wszystkie ambasadorki everydayme proszę o rozsądne zamieszczanie komentarzy na moim blogu. Nie spamujcie, nie wrzucajcie linków. Usuwam po 20 komentarzy dziennie pod tytułem : " a ja jestem zadowolona" Jeśli po kampanii w której bierzecie udział, kupicie te kapsułki za 26 zł to uwierzę, że jesteście zadowolone. Wtedy uznam Wasz komentarz za obiektywny i szczery.
Doskonały pomysł - mokre chusteczki
Ile razy Wasi mężowie zostawili otwarte opakowanie po mokrych chusteczkach W5? Ile razy Wasze dzieciaki zrobiły to samo w z chusteczkami w łazience, czy toalecie? Mnie osobiście szlag trafia, jak zawsze dwie pierwsze chusteczki mam do wyrzucenia, bo po prostu wyschły. Do tej pory używałam pudełek do W5, które kiedyś były na Akcji Błysk dołączone do 4 opakowań mokrych chusteczek, niestety z czasem pudełka popękały, a Lidl dawno ich nie miał w swojej ofercie.
Ostatnio kupowałam córce na wycieczkę szkolną mokry papier toaletowy. Miał bardzo fajne plastikowe zamknięcie, które postanowiłam po zużyciu papieru, schować do mojej szuflady pełnej rzeczy "na wszelki wypadek". I tak dziś z potrzeby chwili zrobiłam takie oto zamknięcie do moich "Wu Piątek" :)
Co potrzebujecie?
3 minuty roboty i voila :)
Jak zużyjecie wszystkie chusteczki, zamknięcie można odkleić i przykleić do nowego opakowania.
Ostatnio kupowałam córce na wycieczkę szkolną mokry papier toaletowy. Miał bardzo fajne plastikowe zamknięcie, które postanowiłam po zużyciu papieru, schować do mojej szuflady pełnej rzeczy "na wszelki wypadek". I tak dziś z potrzeby chwili zrobiłam takie oto zamknięcie do moich "Wu Piątek" :)
Co potrzebujecie?
- plastikowe zamknięcie po starych chusteczkach lub mokrym papierze toaletowym
- taśmę dwustronną
- taśmę washi lub jakiś kolorowy papier
- nożyczki
3 minuty roboty i voila :)
Jak zużyjecie wszystkie chusteczki, zamknięcie można odkleić i przykleić do nowego opakowania.
Witaj NIVEA!
Kto nie zna kosmetyków NIVEA? chyba nie ma takiej osoby. Ja od wielu lat używam kremu do twarzy - tego klasycznego w niebieskiej puszce. Kupuję sobie duże opakowanie i smaruję się nim do woli :) Używam go czasem do rąk, a czasem do twarzy. Ot taki uniwersalny krem do wszystkiego. Lubię jego gęstą konsystencję i zapach, który nie zmienił się chyba nigdy przez ostatnie 20 lat.
Ale ja nie o kremie :) W tym miesiącu otrzymałam do testowania szampon i odżywkę NIVEA Repair &Targeted care i tak naprawdę stwierdziłam, że oprócz tego kremu w puszce, nigdy nie kupowałam innych produktów tej marki. Nie wiem czemu... Myślałam, że nie ma marki szamponu, której nie używałam, a jednak jest. I tak oto z pewną dozą nieśmiałości sięgam dziś po Nivea i ....
Włosy myję codziennie, jest to mój rytuał, który po prostu pozwala mi się obudzić. I tak już od szkoły podstawowej. Codziennie też nakładam odżywkę, a raz w miesiącu robię sobie maskę na końcówki. Moje włosy są cienkie, ale jest ich sporo. Mam też dwie córy - młodsza ma włosy za pupę, a starsza za łopatki. Tak więc wyobraźcie sobie ile zużywamy miesięcznie szamponów. Co jakiś czas zmieniam szampon w poszukiwaniu tego idealnego. Czasem powracam do jakiejś ulubionej marki, a czasem mam otwarte w łazience 2 lub 3 różne. Kupuję produkty profesjonalne, apteczne, ale też te zwykłe dostępne w marketach.
Czego ja oczekuję od szamponu?
Czy NIVEA Repair &Targeted Care spełnił moje oczekiwania? Z całą pewnością muszę przyznać, że tak! i bardzo mocno mnie zaskoczył! Przede wszystkim pielęgnował moje włosy na co dzień i odbudowywał je od wewnątrz dzięki olejkowi makadamia. Natomiast Eucertit chronił końcówki i zapobiegał łamaniu. Było to wręcz wyczuwalne, bo włosy po myciu były miękkie w dotyku i gładkie. Już po pierwszym użyciu ja i moje córki zauważyłyśmy znaczącą różnicę i poprawę kondycji włosów.
Bardzo przekonała mnie również odżywka. Dla kogoś kto myje codziennie włosy, napis na odżywce - spłucz po 2 minutach to jak wyrok stania pod prysznicem i czekania. Wiem... w tym czasie można poukładać kosmetyki, umyć kafelki, ale jednak wolę odżywkę, którą mogę spłukać od razu. Tą wystarczyło wmasować w włosy i bez zbędnego czekania po prostu spłukać. Momentalnie pod palcami czuć jak włosy robią się gładsze. Po wysuszeniu włosy nie są obciążone, ani się nie puszą. Są piękne i błyszczące. No i najważniejsze, że skóra głowy nie protestuje przez zmianę szamponu z aptecznego na drogeryjny. Czego chcieć więcej?
Dodatkowo na opakowaniu odkryłam malusieńki napis KERA DETECT co oznacza, że szampon i odżywka w swoim składzie są wzbogacone o wyjątkowy system połączenia pantenolu i keratyny. Tu chyba nikogo nie muszę przekonywać, że taki skład ma zbawienny wpływ na nasze włosy. Moje córki w końcu nie krzyczą przy czesaniu, że je ciągnę za włosy, bo teraz wszystko się świetnie rozczesuje.
W swoim składzie kosmetyki te zawierają dużo protein, dzięki czemu mają właściwości regenerujące i nareszcie posiadaczki długich włosów nie muszą się martwić o swoje końcówki.
Podsumowując w skrócie :
Jeśli mnie już dobrze znacie, wiecie że polecam produkt tylko i wyłącznie godny polecenia, nie ważne czy go dostałam czy kupiłam. Te produkty testowałam dzięki Blog Recommend i nie żałuję ani jednego mycia, nawet zdążyłam dokupić drugi zestaw. Dodatkowo jeśli włosomaniaczka ANWEN jest ambasadorką tego szamponu, to jestem spokojna o swój wybór!
Dajcie znać w komentarzach, czy skusiłyście się na NIVEA, czy znacie, czy używacie. Wiem, że tych szamponów jest cała gama, może coś polecicie?
Ale ja nie o kremie :) W tym miesiącu otrzymałam do testowania szampon i odżywkę NIVEA Repair &Targeted care i tak naprawdę stwierdziłam, że oprócz tego kremu w puszce, nigdy nie kupowałam innych produktów tej marki. Nie wiem czemu... Myślałam, że nie ma marki szamponu, której nie używałam, a jednak jest. I tak oto z pewną dozą nieśmiałości sięgam dziś po Nivea i ....
Włosy myję codziennie, jest to mój rytuał, który po prostu pozwala mi się obudzić. I tak już od szkoły podstawowej. Codziennie też nakładam odżywkę, a raz w miesiącu robię sobie maskę na końcówki. Moje włosy są cienkie, ale jest ich sporo. Mam też dwie córy - młodsza ma włosy za pupę, a starsza za łopatki. Tak więc wyobraźcie sobie ile zużywamy miesięcznie szamponów. Co jakiś czas zmieniam szampon w poszukiwaniu tego idealnego. Czasem powracam do jakiejś ulubionej marki, a czasem mam otwarte w łazience 2 lub 3 różne. Kupuję produkty profesjonalne, apteczne, ale też te zwykłe dostępne w marketach.
Czego ja oczekuję od szamponu?
- musi ładnie pachnieć
- musi mieć wygodną w użyciu butelkę
- moje włosy po użyciu nie mogą być splątane
- musi dobrze nawilżać i chronić kolor
- powinien być na tyle delikatny, bym mogła używać go codziennie
- jego skład nie może przypominać tablicy Mendlelejewa, nie może zawierać parabenów
Czy NIVEA Repair &Targeted Care spełnił moje oczekiwania? Z całą pewnością muszę przyznać, że tak! i bardzo mocno mnie zaskoczył! Przede wszystkim pielęgnował moje włosy na co dzień i odbudowywał je od wewnątrz dzięki olejkowi makadamia. Natomiast Eucertit chronił końcówki i zapobiegał łamaniu. Było to wręcz wyczuwalne, bo włosy po myciu były miękkie w dotyku i gładkie. Już po pierwszym użyciu ja i moje córki zauważyłyśmy znaczącą różnicę i poprawę kondycji włosów.
Bardzo przekonała mnie również odżywka. Dla kogoś kto myje codziennie włosy, napis na odżywce - spłucz po 2 minutach to jak wyrok stania pod prysznicem i czekania. Wiem... w tym czasie można poukładać kosmetyki, umyć kafelki, ale jednak wolę odżywkę, którą mogę spłukać od razu. Tą wystarczyło wmasować w włosy i bez zbędnego czekania po prostu spłukać. Momentalnie pod palcami czuć jak włosy robią się gładsze. Po wysuszeniu włosy nie są obciążone, ani się nie puszą. Są piękne i błyszczące. No i najważniejsze, że skóra głowy nie protestuje przez zmianę szamponu z aptecznego na drogeryjny. Czego chcieć więcej?
Dodatkowo na opakowaniu odkryłam malusieńki napis KERA DETECT co oznacza, że szampon i odżywka w swoim składzie są wzbogacone o wyjątkowy system połączenia pantenolu i keratyny. Tu chyba nikogo nie muszę przekonywać, że taki skład ma zbawienny wpływ na nasze włosy. Moje córki w końcu nie krzyczą przy czesaniu, że je ciągnę za włosy, bo teraz wszystko się świetnie rozczesuje.
W swoim składzie kosmetyki te zawierają dużo protein, dzięki czemu mają właściwości regenerujące i nareszcie posiadaczki długich włosów nie muszą się martwić o swoje końcówki.
- skład bogaty w proteiny
- zapach intensywny lecz ładny i nie męczący
- konsystencja kremowo perłowa
- wygodne i poręczne opakowanie
- bardzo wydajny
- cena ok 9 zł za odżywkę 200 ml, a 6 zł za szampon 250 ml lub 9 zł za 400 ml.
Jeśli mnie już dobrze znacie, wiecie że polecam produkt tylko i wyłącznie godny polecenia, nie ważne czy go dostałam czy kupiłam. Te produkty testowałam dzięki Blog Recommend i nie żałuję ani jednego mycia, nawet zdążyłam dokupić drugi zestaw. Dodatkowo jeśli włosomaniaczka ANWEN jest ambasadorką tego szamponu, to jestem spokojna o swój wybór!
Dajcie znać w komentarzach, czy skusiłyście się na NIVEA, czy znacie, czy używacie. Wiem, że tych szamponów jest cała gama, może coś polecicie?
Kartka z kalendarza - kwiecień 2016
Ten czas leci tak szybko, że zanim się obejrzałam już było po świętach. Teraz tylko patrzeć jak kwiecień przefrunie i będziemy szykować się na majówkowe grillowanie. Dla tych co czekają, mam nowe kartki z kalendarza. Zapraszam do pobrania z mojego dropbox (klinkij w obrazek) i miłego planowania!
Doskonała rada na dziś - dbamy o dłonie
Wiem, nie lubicie sprzątać, nie lubią tego też nasze dłonie, które po każdym większym sprzątaniu są wysuszone a nawet popękane. Dziś jest sobota, większość z Was ten wolny dzień poświęca na porządki po całym tygodniu, a niektórzy zabrali się już za mycie okien przed świętami.
Co nam jest potrzebne? Para gumowych dopasowanych rękawiczek i maseczka na dłonie. Ja wybrałam SOS profesjonalną maskę do rąk firmy Eveline ( ok 2,5 za saszetkę). Maska zawiera parafinę, wosk pszczeli, ekstrakty olejowe z aloesu i nagietka.Jej formuła delikatnie rozgrzewa dłonie, dzięki czemu umożliwia przenikanie substancji w głąb skóry. Smaruję dłonie, zakładam rękawiczki, sprzątam, a na koniec zdejmuje i ręce mam gładkie jak prosto z salonu kosmetycznego. Tadam :)
Mam dla Was jedną świetną radę - dbajmy o dłonie! W tym przypadku będzie to przyjemne z pożytecznym, bo zrobimy sobie zabieg parafinowy na dłonie w trakcie sprzątania :)
Co nam jest potrzebne? Para gumowych dopasowanych rękawiczek i maseczka na dłonie. Ja wybrałam SOS profesjonalną maskę do rąk firmy Eveline ( ok 2,5 za saszetkę). Maska zawiera parafinę, wosk pszczeli, ekstrakty olejowe z aloesu i nagietka.Jej formuła delikatnie rozgrzewa dłonie, dzięki czemu umożliwia przenikanie substancji w głąb skóry. Smaruję dłonie, zakładam rękawiczki, sprzątam, a na koniec zdejmuje i ręce mam gładkie jak prosto z salonu kosmetycznego. Tadam :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









































