Kartka z kalendarza luty 2021

 No i wyszło, że tak naprawdę na bloga wrzucam tylko kartki z kalendarza, na dodatek tydzień po rozpoczęciu miesiąca, ale obiecuję poprawę. Kalendarz mam zrobiony na cały rok, a teraz tylko muszę od nowa poczuć chęć prowadzenia bloga i znaleźć jakiś ciekawy temat. Oczywiście wszystko będzie się kręciło wokół testowania, chemii i porządków domowych. Uwielbiam to robić, ale chęci na pisanie jakoś co raz mniej. Nie mniej jednak karteczkę Wam wrzucam.

Plik do pobrania tutaj



Kartka z kalendarza Styczeń 2021

 Czy jest jeszcze ktoś kto drukuje sobie moje kartki z kalendarza? Mam nadzieje, że tak, choć robię je również dla siebie, będzie mi miło jak skorzystacie. Drukujcie do woli i planujcie. W tym roku zrobiłam kalendarz retro, zdjęcia są z pinteresta. Częstujcie się :)


Styczeń do pobrania tutaj



Kartka z kalendarza - listopad i grudzień 2020

 Gdzieś mi się zgubił październik i listopad. Cały calusieńki. Od tego siedzenia w domu, człowiekowi już się w głowie poprzewracało. Każdy dzień taki sam, dzieci "w szkole" od rana do wieczora nie odstępują laptopów, bo najpierw lekcje, potem praca domowa, a na końcu życie "towarzyskie" na grach, messengerach i innych komunikatorach. W przyszłym roku rynek optyczny wzbogaci się niczym rynek drożdży zeszłej wiosny ( tak, piekłam niesamowite ilości chleba, chałek i bułek :))

Czas ruszyć tyłek i zacząć jakieś przygotowania do świąt. Zawsze o tej porze miałam przygotowane już prezenty pod choinkę. Teraz sklepy pozamykane, dni uciekają i zanim się spostrzeżemy już będzie Wigilia. Co sobie zaplanujecie zanotujcie w kartkach z kalendarza, które do pobrania poniżej. Ja uciekam nadrabiać zaległości.


1. Listopad pobierzecie tutaj


2. Grudzień znajdziecie tutaj



Fridge porn i przechowywanie w lodówce

 Pisałam Wam jakiś czas temu, że popsuła mi się lodówka. Mrozi skubana niczym zamrażarka. Na ściance zbiera się tyle lodu, że mogę go dostarczać do napojów w McDonaldzie. Póki co nadal nie wymieniam jej na nową, bo w przyszłym roku planujemy remont kuchni i będzie potrzebna dużo większa. Wczoraj był majster ze wschodnim akcentem i jakimś dziwnym cudem zadziałał tak, że jeszcze lód się nie pojawił. Jest więc nadzieja, że wytrzymam do lipca ze starą lodówką. Przy okazji wizyty speca, podpytałam go jaką lodówkę powinnam kupić, na co zwracać uwagę. Tak więc od wczoraj moje myśli skierowane są w stronę lodówek. I tu w trakcie przeglądania internetu pojawia się fridge porn!



 

 


Użytkowniczki instagrama prześcigają się w idealnym komponowaniu produktów w lodówce. Piękne owoce leżą w dopasowanych pudełeczkach, zachęcając do zjedzenia. Warzywa niczym z obrazka, umyte i gotowe do spożycia prężą się niczym panowie w kulturystycznych zawodach. Każdy kolor, każdy słoiczek, każde pudełeczko pasuje do całości. Wszystko zachęca do zjedzenia, a niektórych do posprzątania w lodówce. Na próżno szukać w tych lodówkach rozpoczętego masła, otwartego jogurtu, czy obiadu z wczoraj. Tam zioła stoją w kolorowych wazonikach, a szparagi leżą tak równiutko, że szkoda je wyjmować z lodówki. Fridge porn stało się istnym dziełem sztuki! Nie znam nikogo, kto przejdzie obojętnie obok tych zdjęć.

 

 

Nie wiem, czy wynika to z naszej większej świadomości, z tego że bardziej zwracamy uwagę na to co jemy, ile wyrzucamy, w czym przechowujemy żywność. Wiem jednak na pewno, że znajdziecie pod hasztagiem #fridgeporn sporo inspiracji. Ja już kupiłam szklane pojemniczki w ikea i przełożyłam do nich sery i wędliny. Fakt moja lodówka nie jest jak z instagrama, ale od tej pory zwracam większą uwagę na porządek w niej i Was zachęcam do tego samego.

Poniżej zasady układania w lodówce:

Na górnej półce - tam jest najwyższa temperatura, stawiamy produkty, które nie wymagają aż tak dużego schłodzenia. Będą rzeczy marynowane, otwarte dżemy, słodkości takie jak torty, czy serniki.

Na środkowych półkach kładziemy wszelaki nabiał i wędliny. Spokojnie możemy tu wstawić również garnek z zupą, lub wczorajszy obiad.

Na dolnej półce jest najzimniej. Tam możemy przechowywać mięso i ryby.

Do szuflad wkładamy świeże warzywa i owoce. Pamiętajcie, by na dno szuflady położyć taką specjalną matę wchłaniającą wilgoć. Wtedy nasze warzywa i owoce dłużej będą świeże. Jeśli nie macie maty, można posiłkować się kawałkiem ręcznika papierowego. 

Na drzwiach wstawiamy rzeczy, którym nie przeszkadza zmiana temperatury. W końcu drzwi do lodówki otwierają się dosyć często :) Ketchupy, gotowe sosy, musztardy, czy majonez. Niektórzy na drzwiach trzymają w górnej części jajka, ja jednak je mam w części z nabiałem, bo nie raz mi z drzwi wypadły :)

Pamiętajmy jednak o tym, że nie wszystko nadaje się do przechowywania w lodówce. Owoce egzotyczne - banany, mango, ananasy, awokado nie znoszą zimna. Pomidory przechowywane w lodówce tracą smak, a ziemniaki i cebula szybciej będą się psuły. Ogórki, papryka, czosnek, orzechy, masło orzechowe i oliwa z oliwek, absolutnie do lodówki nie powinny trafić nigdy. 

Oglądając te piękne zdjęcia z instagrama pamiętajmy o tych wszystkich zasadach i nie dajmy się zwariować. Ciężko jest trzymać kwiaty razem z pierogami :)

Tu znajdziecie mój stary wpis dotyczący mrożenia produktów w zamrażarce - cały czas aktualny!


Kartka z kalendarza - październik 2020

 Robiąc październikową kartkę, uświadomiłam sobie, że zaraz kończy się rok. Rok najdziwniejszy z dziwnych, najtrudniejszy i najbardziej nieprzewidywalny. Nie wiemy co będzie jutro, czy powtórzy się lockdown, czy może będziemy musieli zmierzyć się z czymś co nie mieści się w naszych umysłach.

Pobierajcie, planujcie i zapisujcie, przynajmniej na najbliższe dni i tygodnie. Kartkę znajdziecie tutaj

I bądźcie zdrowi!




Kartka z kalendarza - wrzesień 2020

 Zgubiłam gdzieś ostatnie parę miesięcy. To był bardzo dziwny czas, wszystko nam umknęło - ferie, Święta, szkoła i wakacje. Czas pandemii wywrócił nasze życie do góry nogami. Mi pokazał prawdziwe oblicze ludzi, którymi się otaczam, pozwolił cieszyć się rzeczami małymi i przewartościował moje życie. Pełna obaw ale i nadziei, wchodzę w nowy etap. Na tę chwilę jest nim powrót do szkoły. Przy tak przeogromnym chaosie organizacyjnym, pozwolę sobie choć odrobinkę pomóc. Tak więc wracam z kartkami z kalendarza, które możecie sobie wydrukować i powiesić w widocznym miejscu. Dorzucam też planner tygodniowy- można na nim wpisać plan lekcji.

1. Kartkę pobierz tutaj


2. Planner pobierz tutaj




Kartka z kalendarza - marzec i kwiecień 2020

Już drugi dzień marca, a ja jak zwykle w proszku. Tak więc szybciutko wrzucam Wam marcową i kwietniową kartkę z kalendarza. Napiszcie mi, czy dorzucić tygodniowe, czy korzystacie z nich?

Powoli odliczam do wiosny. Planuję już wiosenne porządki. Nie mogę się doczekać, kiedy uprzątnę taras, kupię kwiaty, zaplanuję święta...A Wy co wpisujecie w swoich kalendarzach? codzienne zajęcia? wydatki, czy może jakieś małe marzenia?

Ja Wam zdradzę, że oprócz codziennych ważnych zajęć, wizyt u lekarza, czy mojej rehabilitacji wpisuję sobie wydatki, które podliczam na koniec tygodnia. Są to jedynie wydatki spożywcze, bo wszystkie inne mam w normalnym pliku. Po ostatnich podwyżkach cen mogę teraz czarno na białym zobaczyć o ile więcej wydajemy na jedzenie w domu.



1. Marzec pobierz tutaj
2. Kwiecień pobierz tutaj 





Pobierajcie, drukujcie, udostępniajcie, dzielcie się!

Bezradna doskonała pani domu - prawo serii, czy nieszczęścia chodzą parami?

Staram się być silna. Codziennie staję na rzęsach, by wszystkich zadowolić. Piorę, gotuję, prasuję, sprzątam, piszę opowiadania, pomagam dzieciom przy lekcjach, siedzę w fakturach, rachunkach, biegam po bankach, sklepach, lekarzach. I tak sobie ogarniam wszystko i nawet mam czas raz w miesiącu na manicure i tu nagle bach! Popsuła się pralka. Ok, to tylko sprzęt, zadzwonię do Pana Tomka i naprawi. Następny dzień bach! Popsuła się suszarka kondensacyjna...złośliwość rzeczy martwych? Ok, przeżyję...Pan Tomek naprawi i wszystko będzie jak dawniej. Nie! tak nie może być - w ciągu tygodnia popsuła się lodówka! Mrozi wszystko na amen. Jajka na jajecznicę można pokroić po wyjęciu ze skorupki...ale lodówką zajmę się później...

Pan naprawił pralkę (wymienił coś co się miało prawo zużyć) naprawił też suszarkę (wymienił jakiś bezpiecznik). Kocham mój sprzęt Electroluxa i nie zamienię go na nic innego, więc po kilku dniach uradowana dzwonię do innego Pana, by naprawił lodówkę. Lodówka w zabudowie, ma już swoje lata. Pan mówi, że raczej nikt się nie podejmie takiej naprawy. Teraz co zrobić? czy szukać lodówki do zabudowy, czy raczej kupić nową, fajną, podwójną i postawić ją w kuchni i czekać, aż mąż zarządzi wymianę mebli i obiecany remont? Zostawiam sprawę lodówki. Niech mrozi. Lato idzie, będę miała wszystko pięknie zamrożone.

Tego samego dnia wieczorem jestem na zakupach i dzwoni córka: Mamo! suszarka się pali!!! Pędem do domu i co? smród wszędzie i spalona suszarka na środku łazienki. Jednak wymiana bezpiecznika nie pomogła i wszystko się tak nagrzało, że stopiła się plastikowa obudowa z tyłu. Teraz siedzę i ryczę. Ja doskonała pani domu... bez suszarki, lodówki...boję się włączyć zmywarkę, bo może to jakaś czarna seria. W całym domu śmierdzi spalonym plastikiem, sterta mokrych ciuchów po feriach znowu musi wylądować na zwykłych drucianych suszarkach, których miałam nadzieję nigdy zimą nie używać.

Pierwszy raz kieruję do Was pytanie. Co robić? Czy lodówki side by side są dobre, czy warto kupić? Czy uważacie, że lepiej wydać więcej na lepszą suszarkę kondensacyjną, czy kupić jakąś tańszą?


Nie wiem czy to prawo serii, czy po prostu nieszczęścia chodzą parami. Od tej chwili przestaję o tym myśleć, bo jeszcze jakiś inny sprzęt mi padnie w domu. Teraz zajmę się milszymi rzeczami, takimi jak zakupy. Wybieram suszarkę! Coś polecicie?


Kartka z kalendarza - styczeń i luty 2020

Wiem, minął już dobry tydzień nowego roku, a ja ledwo się ogarniam w czasoprzestrzeni. Tyle wolnego to stanowczo za dużo! Dzieciaki nie chcą chodzić spać o normalnej godzinie, a rano trzeba je dźwigiem ściągać z łóżek. Tona prania piętrzy się w łazience, a choinka zaczyna się powoli obsypywać.

To najwyższy czas, by wdrożyć swoje noworoczne postanowienia (w końcu! sic!) w życie. Z tej okazji powracam do comiesięcznych kartek z kalendarza. Dajcie znać, czy się podobają. Ja siadam do planowania, ogarniania, sprzątania i pisania.

Dziś na styczeń i luty. Pobierajcie do woli, dzielcie się i udostępniajcie.


1. Styczeń pobierz tutaj
2. Luty pobierz tutaj



I tak się jakoś rozpędziłam i zrobiłam Wam jeszcze kartki na każdy tydzień stycznia (w lutym też będą) Może wolicie zapisywać sobie plany tygodniowo i bardziej szczegółowo, tak więc wydrukujcie sobie i te.

             

 








Oczyszczacz powietrza - zbędny gadżet, czy przydatne urządzenie?

Smog! mgła zmieszana ze spalinami i dymem. Okropne zanieczyszczenie powietrza, zmora ostatnich lat. I nie tylko zimą i nie tylko w Krakowie. Smog dosięga nas już o każdej porze dnia i roku, ma wpływ na nasze samopoczucie, a co gorsza - zdrowie! Tu gdzie mieszkam jest wiele domków jednorodzinnych, które palą w kominkach, piecach. Moja aplikacja Airly codziennie mnie powiadamia: Nie wychodź z domu! ogranicz aktywność fizyczną na dworze! Dopuszczalne normy stężenia szkodliwych gazów w powietrzu przekraczają 200 a nawet 300%! Nie mam na to wpływu, niewiele mogę zrobić. Sąsiad ma produkcję zniczy, z jego komina wydobywa się śmierdzący dym, a pozytywnie przechodzi wszystkie kontrole <sic!> i nie wiem jakim cudem. Póki nasz rząd nic nie zrobi, to nam pozostaje jedynie ograniczać wychodzenie na dwór, zakładać maski lub kupić oczyszczacz powietrza.

Zastanawiacie się pewnie, czy to faktycznie działa. Zastanawiacie się, czy warto wydać prawie tysiąc złotych albo i więcej na taki sprzęt. Reklama reklamą, wiemy jak to działa. Wpisy sponsorowane...pełno tego. A czy rzeczywiście potrzebny jest nam oczyszczacz powietrza w domu? a jeśli tak to jaki wybrać?

Rok temu korzystając z black friday udało mi się kupić taki sprzęcior. Kupiłam oczyszczacz powietrza Rowenta PU6020. Kurcze...nie wygląda on fajnie w salonie. Jest wielki i biały, za nic nie chciał się wkomponować w aranżację salonu, ale cóż. Najważniejsze, że ja czuję różnicę i powietrze w mieszkaniu jest przyjemne. Często wieczorami jak wychodziłam na taras, musiałam szybko ściągać pranie, bo przesiąkało smrodem z kominów. Nie dało się na noc otworzyć okna. Teraz zamykam okna, włączam oczyszczacz i już. Troszkę szumi, ale przyzwyczaiłam się już do tego. Na szczęście ma tryb nocny, który jest cichy i można przy nim nawet spać.


Pewnie chcecie wiedzieć czym się kierowałam w wyborze takiego oczyszczacza. Po pierwsze musimy zwrócić uwagę na powierzchnię na jakiej działa. Mój nadaje się do 70 m2. Po drugie jakie i ile ma filtrów. Mój ma cztery - węglowy, hepa, nano i wstępny. Jest to ważne, ponieważ czasem drogie i firmowe oczyszczacze mają tylko 3. Filtry wymienia się mniej więcej raz w roku. Wstępny jedynie się czyści samemu w domu. Później wybierając już konkretny model sprawdzamy głośność jaka nam odpowiada, cenę i bajery które dodatkowo może posiadać tj. wyświetlacz, nawilżacz.



Zapłaciłam za niego stosunkowo mało, ale nie ma wyświetlacza, który podaje wartości PM jedynie pokazuje zmianą koloru, że PM zostało przekroczone. Automatycznie się włącza na wyższy tryb, jeśli te wartości są przekroczone w dużym stopniu.


Przez rok bardzo go polubiłam. Zmniejszyła się ilość kurzu w domu, bo on część wciąga i osadza się on na filtrach. Włączam go również po każdym odkurzaniu mieszkania.
Latem fajnie chłodził powietrze. Wystarczyło, że nie otwierałam okien i do pokoju nie wpadał tropikalny żar, a z niego wydobywało się chłodne powietrze. No i teraz, gdy kominy smrodzą dookoła ja w mieszkaniu mam przyjemny zapach i pewnie zanieczyszczenie PM dużo mniejsze niż inni, którzy nie posiadają oczyszczacza.

Spytacie się czy warto? Ja mówię - TAK! Nawet jak córki nasmrodziły w kuchni popcornem maślanym, ten sprzęcik dał radę i szybko powietrze stało się normalne. Moje sąsiadki mają taki sam model i również są zadowolone. A czy Ty masz już swój oczyszczacz? Wahasz się? Mam nadzieję, że mój wpis przekonał Cię do zakupu i zatroszczenia się o swoje zdrowie.

ps. Oczywiście wpis nie jest sponsorowany :) a jest jedynie moja obiektywną oceną produktu. Niektóre zdjęcia produktu pochodzą z serwisu Ceneo, dzięki któremu trafiłam na promocję.  





Naczynia na błysk!

Wiecie, że większość Waszych maili do mnie dotyczy zmywarki? Najczęściej zadajecie mi pytania, czemu Wasza zmywarka nie domywa naczyń, czemu na kubkach zostaje osad po herbacie, czemu szklanki i kieliszki nie mają blasku, który obiecuje nam producent nabłyszczaczy.
Powodów takich sytuacji może być wiele. Zaczynając od braku soli, zapchanych filtrów, złej jakości wody, aż po rodzaj środków czyszczących jakich używacie.
Ja już od dłuższego czasu pilnuję, aby myć zmywarkę przynajmniej raz w miesiącu. Kupuję dobre kapsułki do mycia naczyń oraz uzupełniam pojemnik na sól i nabłyszczacz, nawet jak moje kapsułki są 10 w 1 :)


Używałam już wiele kapsułek i tabletek. Ludwik, Somat, Fairy, Finish, W5, Dreft. Każde z nich mają i wady i zalety. Jedne bardziej domywają niż inne, po jednych naczynia pachną, a po innych nie. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że te są najlepsze i koniec, bo każda z nas ma inne preferencje. Ja nie dość, że zwracam uwagę na to jak kapsułka (czy tabletka) domywa, ale też jak pachnie zmywarka zaraz po otwarciu jej, po myciu naczyń. Zapach dla mnie równie ważny jak działanie. Ważne jest też dla mnie jak tabletki, czy kapsułki są zapakowane, czy opakowanie można swobodnie zamykać i otwierać, a czy może trzeba je wyrzucić.

Ostatnio używam Finish Quantum Ultimate, ale nie zaczęłam od zwykłego wstawienia naczyń. Na pierwszy ogień poszło naczynie żaroodporne po pieczonym indyku i ruszt od palników gazowych. To najlepsze na testy. Tłuszcz nie miał szans z nową kapsułką.






Pewnie się zastanawiacie dlaczego kapsułka ma trzy komory. Już wyjaśniam :

- w pierwszej komorze znajduje się proszek czyszczący
- w drugiej środek, który usuwa tłuszcz
- w trzeciej najmniejszej - nabłyszczacz

Kiedyś ta czerwona kuleczka była w tabletkach Finish Powerball. W nowym Finis Quantum Ultimate jest płynna, dzięki czemu rozpuszcza się szybciej, nawet w krótkim cyklu zmywania i nadaje niesamowity blask.


Moje wnioski po kilku tygodniach używania kapsułek Finish Quantum Ultimate wypunktuję w kilku zaletach :

- wygodne opakowanie
- plastyczna kapsułka, którą wkłada się wygodnie nawet do starych zmywarek, gdzie inne kapsułki się nie mieszczą
- nienachalny zapach po myciu naczyń
- świetnie usuwa tłuszcz
- zero osadu po herbacie na kubkach
- z kapsułek nie usuwa się folii, więc nie tworzymy dodatkowych śmieci, a samo opakowanie nadaje się do recyklingu

Czy zostanę przy tych kapsułkach? Póki co na pewno, ale moja dusza poszukiwacza nowinek na pewno nie pozwoli mi na zostanie przy tych jednych na zawsze. A Wy czego używacie do mycia naczyń w zmywarkach?

#wybieramblask #wybieramfinish #finishquantum #projekttrnd